Bez kajdanek i kaloryfera
Impel Gwardia Wrocław jest rodzynkiem na dolnośląskiej mapie siatkówki. Gwardzistki jako jedyny zespół gra w najwyższej klasie rozgrywkowej – w tym wypadku PlusLidze Kobiet. O nowej hali, trenerze Matlaku, celach oraz… kajdankach mówi prezes Impelu Gwardii Jacek Grabowski.
Miniony sezon był z pewnością przełomowy dla Impelu Gwardii pod względem marketingowym. Kibice licznie pojawiali się na trybunach, a gwardzistki walczyły do końca o europejskie puchary. I nagle… odchodzą dwie podstawowe zawodniczki: Maja Tokarska i Joanna Wołosz. Wracamy więc do walki tylko o ósemkę?
JACEK GRABOWSKI: – Jeśli mam być szczery, to jestem zszokowany po tym pytaniu. Pana troska mnie bardzo cieszy. Z pewnością istotne jest, że nie tylko my wykazujemy zainteresowanie zespołem i siatkówką we Wrocławiu. Mój szok spowodowany jest tym, że dla mnie siła tego zespołu została utrzymana. Mało tego, ja uważam, że jest wzmocniony. Zdaje pan sobie sprawę, że zatrzymaliśmy taką Kasię Jaszewską, która była najlepszą zawodniczką poprzedniego sezonu PlusLigi Kobiet. Zdobyła siedem statuetek MVP. To była gwiazda tej ligi i ona zdecydowała się pozostać w naszym zespole. Wcześniej nie udałoby się nam jej zatrzymać, w dzisiejszych realiach taka sztuka się powiodła.
