66 lat pasji

2011-12-06 15:30:08


Takie teksty powstają bardzo rzadko, ponieważ ludzi z prawdziwą pasją i miłością do sportu jest już niewielu. A jak są, to prędzej, czy później poddają się wszechogarniającej rządzy zrobienia kariery, stawiając na pierwszym miejscu finanse. On nigdy kariery nie zrobił, fortuny również nie zarobił, bo karierowiczem zostać nie chciał. Choć mógł! Jednak odznaczeń i nagród, które odebrał w trakcie swojej długoletniej przygody ze sportem, nie zliczyłby najbardziej skrupulatny statystyk kraju. Kilkadziesiąt medali, setki odznaczeń i dyplomów. Dla wielu nic wyjątkowego, dla niego wręcz przeciwnie.

 Jerzy Kotowski, bo o nim mowa 44 lata związany był z tenisem stołowym, a 22 lata z piłką nożną. Od prezydenta Polski – Bronisława Komorowskiego – otrzymał nawet Złoty Krzyż Zasługi. Pracował na kolei jako ślusarz, ale gdy tylko zegar wybijał ostatnia godzinę pracy, ubierał strój sportowy i pędził na boisko.

Najpierw piłkarskie, bo Kotowski w wieku młodzieńczym pałał bezgraniczną miłością do futbolu. Kariery jednak zawrotnej nie zrobił, choć reprezentował swego czasu region łódzki w rozgrywkach ogólnopolskich. – Załapałem się do kadry makroregionu, z czego byłem niesamowicie dumny, ale potem nie wystarczyło uporu, by grać na profesjonalnym poziomie. Nie wstawiano mnie do pierwszego składu seniorów Lechii Tomaszów Mazowiecki, poza tym doznałem fatalnej kontuzji. Miałem połamanych kilka żeber i dwie nogi – wspomina Kotowski. Fatalna kontuzja praktycznie przekreśliła możliwość dalszej gry na profesjonalnym poziomie, pozostały zatem występy amatorskie. Już we Wrocławiu.

Ta prawa noga

Na początku lat 50-tych pojawił się w stolicy Dolnego Śląska. Próba podbicia piłkarskiej Łodzi mu nie wyszła, więc za cel obrał sobie Wrocław. – Za namową kolegi z pracy trafiłem do Odry Wrocław, a także podjąłem pracę na kolei. Panie, czego ja tam nie robiłem. Teoretycznie pełniłem rolę ślusarza, ale w praktyce naprawiałem wszystko. Te pociągi to chyba dzięki mnie jeździły – śmieje się pan Jerzy. W piłkę znów długo nie pograł, bo… doznał poważnej kontuzji prawej nogi. Zabrał się szybko za sędziowanie i w równie szybkim tempie przechodził kolejne szczeble piłkarskiej hierarchii, aż zatrzymał się na trzeciej lidze. – Dalej nie awansowałem. Dlaczego? Komunikat był jasny – albo wypiję litry wódki z lokalnymi działaczami i dam w łapę, albo nie wypłynę na głębokie wody. No więc nie wypłynąłem. W DZPN-ie pracowała bardzo sympatyczna księgowa. Pewnego dnia powiedziała – panie Jurku, to nie jest świat dla pana, niech pan stąd ucieka. I uciekłem, choć poprowadziłem ponad 600 meczów  – przekonuje nestor dolnośląskiego sportu. Niedługo potem wybrał tenis stołowy. Również został arbitrem, ale jego początki w nowej dyscyplinie nie były usłane różami.

5 godzin gehenny!

Jerzy Kotowski w 1971 roku ukończył kurs trenerski na Akademii Wychowania Fizycznego oraz uzyskał kwalifikacje sędziowskie na prowadzenie zawodów tenisa stołowego. Z biegiem lat sędziował coraz bardziej wymagające mecze, a najtrudniejszy trafił mu się zaraz na początku kariery. W 1972 roku wytypowano go do pojedynku ZSSR – Korea Południowa w trakcie zawodów międzynarodowych rozgrywanych nad polskim morzem. – Spotkanie trwało 5 godzin, a atmosfera w hali była napięta. W pewnym momencie na trybunach pojawili się sami wojskowi, z naładowaną bronią. Dostałem komunikat, że lepiej będzie dla wszystkich jak wygrają zawodnicy Związku Radzieckiego. Wygrali, ale po sportowej rywalizacji. Spotkania pomiędzy zawodnikami obu państwa trwały aż 5 godzin! Na trybunach oberwało się choćby człowiekowi sprzedającemu słodycze, tylko za to, że był ubrany na biało – wspomina Jerzy Kotowski, który zawody dokończył z sukcesem, ale jak sam przyznaje, odpoczywał po nich cały dzień. To właśnie po tym spotkaniu rozpoczęła się jego prawdziwa kariera jako arbitra tenisa stołowego. Wiadomo było, że skoro poradził sobie w tak trudnych warunkach, będzie w stanie poprowadzić najbardziej wymagające imprezy. Efekt? Dwukrotnie sędziował mistrzostwa świata, raz Europy oraz XV Światowe Letnie Igrzyska Polonijne.

Dziś prawdziwych tenisistów już nie ma

Tak przynajmniej uważa nasz bohater. – Kiedyś pojawiłem się na treningu w jednym z wrocławskich klubów. Nie wierzyłem własnym oczom. Trening, prysznic i do domu. A wie pan, dlaczego Chińczycy i Koreańczycy dominują w tej dyscyplinie? Bo zasuwają godzinami. Po treningu robią jeszcze pompki, przysiady, przewroty w przód i w tył. Są ogólnie sprawni, nie tylko grają w trakcie zajęć. Naszym sportowcom tego brakuje – wyjaśnia Kotowski. Sam z powodzenie chciałby jeszcze działać na rzecz tenisa stołowego. – Pewne osoby uznały jednak, że nie jestem już potrzebny. Nie będę podawał konkretnych nazwisk, bo po co – ucina nasz rozmówca. Jedno jest pewne, jego wiedza i doświadczenie na pewno przydałyby się związkowym działaczom i zapewne niejednemu klubowi sportowemu. Wszak przed laty pan Jerzy prowadził z powodzeniem akademicką drużynę Uniwersytetu Wrocławskiego. Dopiero od kilku lat popołudnia ma wolne. – Moja wspaniała żona Irena i dwie córki Julita oraz Marzena cieszą się, że jestem w domu. A ja chciałbym jeszcze podziałać – kończy Jerzy Kotowski.

PAWEŁ KOŚCIÓŁEK

 




Komentarze:
  • qjcboxm:
    miesiąc temu

    2kLUkZ <a href="http://rktisucjpldq.com/">rktisucjpldq</a>, [url=http://abaekjtoajrj.com/]abaekjtoajrj[/url], [link=http://ogotqmcuystg.com/]ogotqmcuystg[/link], http://horateanxurx.com/

  • ptrhnye:
    2 miesiące temu

    dwOxFY <a href="http://qgjlamfomvkj.com/">qgjlamfomvkj</a>

  • oxczbliac:
    2 miesiące temu

    HEtGCQ , [url=http://aedgblhizkwv.com/]aedgblhizkwv[/url], [link=http://aravrizfxybp.com/]aravrizfxybp[/link], http://yoiyrhizonvz.com/

  • qdevwnizlc:
    2 miesiące temu

    cBpvC7 <a href="http://cchggiqttekd.com/">cchggiqttekd</a>

  • Dipalee:
    3 miesiące temu

    Thanks for your thoguths. It's helped me a lot.

E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.