Dolnośląskie drużyny na fali

, poniedziałek, 22 stycznia 2018

 

Zarówno gracze Śląska Wrocław, jak i Nysy Kłodzko wygrali swoje spotkania. Dla obu klubów były to bardzo ważne mecze. Wrocławianie w końcu się przełamali, a kłodzczanie wygrywając zacięty mecz w Bydgoszczy po dogrywce pokazali, że mają w tej lidze jeszcze wiele do udowodnienia. 

Zarówno gracze Śląska Wrocław, jak i Nysy Kłodzko wygrali swoje spotkania. Dla obu klubów były to bardzo ważne mecze. Wrocławianie w końcu się przełamali, a kłodzczanie wygrywając zacięty mecz w Bydgoszczy po dogrywce pokazali, że mają w tej lidze jeszcze wiele do udowodnienia. 

avatar
Śląsk Wrocław Musiał wygrać to spotkanie (fot. K. Keil)

Śląsk Musiał to wygrać

Zawodnicy Radosława Hyżego zaczęli nowy rok inaczej niż pewnie się tego spodziewali. Bolesne porażki z Polfarmexem Kutno i Zetkamą Doral Nysą Kłodzko oddalały myśli od minimalnego celu na ten sezon – znalezieniu się w fazie play-off. Wydaje się, że poprzednio zabrakło odważnych decyzji i precyzji w rzutach, a w sobotę w końcu to zadziałało. I liga jest najbardziej wyrównana od lat i nie wiadomo, który zespół, w jakim momencie – mówiąc kolokwialnie – odpali. Zrobili to chociażby gracze KK Warszawa 14 stycznia u siebie, wygrywając z czołową drużyną ligi – Sokołem Łańcut 78:71. To zwycięstwo (2 w sezonie graczy ze stolicy) było o tyle interesujące, że na kolejny mecz udawali się do Wrocławia. – Wiedzieliśmy, że to mecz, który nie tylko możemy, ale musimy wygrać. Mamy nadzieję, że po słabych spotkaniach odbijemy się od dna i zaczniemy wygrywać – przyznał Jan Grzeliński, rozgrywający Śląska. Drużyny spotkały się po raz pierwszy w tym sezonie 8 października, wówczas górą byli gracze WKS-u (wynik 72:56), jeszcze pod wodzą Dominika Tomczyka i Jacka Krzykały. W sobotę mogliśmy zobaczyć także inną niż zazwyczaj pierwszą piątkę wojskowych: Jakub Musiał, Aleksander Dziewa, Mikołaj Ratajczak, Karol Michałek, Jan Grzeliński. – Każdemu dawałem szansę w tym sezonie. Ostatnim z tych, którym jej nie dałem był Mikołaj Ratajczak. Proces szkolenia jest taki, że musiałem sprawdzić wszystkich, nadszedł czas na młodego i dobrze zagrał – skomentował swoją decyzję Radosław Hyży. Rzucający wrocławian, o którym mowa, zdobył w tym spotkaniu 6 punktów, asystował 2 razy, a zebrał 7, ale rozegrał także dobre spotkanie w środę przeciwko WKK Wrocław (rezerwy Śląska wygrały 80:72), popisując się double-double (16 punktów, 11 zbiórek). Przechodząc do samego meczu, wielkim atutem była zespołowość, co może nie przekłada się w statystykach (łącznie 17 asyst), ale było widoczne na parkiecie. Co ciekawe, w dwóch poprzednich meczach zespół Śląska w sumie zdobył 8 punktów, a w tym wygranym – 17. – W pierwszej połowie ładnie dzieliliśmy się piłką, choć nie było tego widać w asystach. Grzeliński jeśli chodzi o obronę i Ratajczak, a Musiał atak – to spowodowało, że w tej lidze wystarczy rozpocząć dobrze i ten mecz się łatwiej układa – ocenia Radosław Hyży, selekcjoner WKS-u. Wygranie z koszykarzami ze stolicy było obowiązkiem, który udało się spełnić. Kilku zawodników zaznaczyło swoją ważną rolę w zespole, a prawdziwy show zrobił Jakub Musiał, zdobywając 25 punktów. Rozgrywający Śląska w meczach z Kutnem i Kłodzkiem miał wyraźny przestój, bo w tym pierwszym nie zdobył ani jednego punktu, w drugim zaś – zaledwie 7. Jak na gracza, który średnio rzuca 8,9 punktu na mecz, były to rezultaty poniżej oczekiwań. Teraz odblokował się i pokazał, jak ważnym elementem układanki Hyżego jest. Dobrze zaprezentowali się także Marcin Bluma (100% zza łuku i 62,5% z gry) oraz Jan Grzeliński (66,7% zza łuku i 44,4% z gry). – Podeszliśmy do tego meczu bardzo skoncentrowani, bo wiedzieliśmy, że jest to nieobliczalna drużyna – mówi Jan Grzeliński. – Co prawda tuż przed meczem dowiedzieliśmy się, że przyjeżdżają bez swojego pierwszego rozgrywającego (Pawła Hybiaka – dop.), ale daliśmy z siebie 100%, wyszliśmy zmobilizowani. W każdym naszym zwycięstwie kluczem jest zespołowość. Po wygranej na koniec poprzedniego roku wydawało się, że wszystko będzie dobrze. Przepracowaliśmy bardzo dobrze okres międzyświąteczny, a tu po prostu coś zacięło się w naszej grze i wyglądało to źle. Podsumował to ostatni mecz z Kłodzkiem, który powinniśmy wygrać. Nie ukrywajmy, byliśmy faworytem, a zagraliśmy w bardzo słabym stylu, tak że gramy falami. Miejmy nadzieję, że one miną i będzie tylko fala wznosząca. W pierwszym spotkaniu z KK Warszawa rozgrywający Śląska był najlepszym graczem w swojej drużynie (14 punktów), teraz zdobył 10, a do tego dołożył 3 zbiórki i 5 asyst. Czy dwie porażki na początek roku były wypadkiem przy pracy czy faktycznie coś było na rzeczy? – Było, słabo graliśmy. Nie lubię używać słowa „wypadek”. Większość rzeczy, która nas w życiu spotka zależy od nas – to my nabroiliśmy – mówi Radosław Hyży. – Mam nadzieję, że wyciągniemy wnioski, bo hurraoptymizmu po tym spotkaniu nie ma. To ostatni zespół ligi, wiadomo, wygrali tydzień temu u siebie, są groźni. To jest dziwny zespół, walczy, ale grali bez swojego głównego rozgrywającego. Spokojnie, zobaczymy za tydzień, a najważniejsze dla mnie – za dwa tygodnie. Wielkimi krokami zbliżamy się do połowy sezonu zasadniczego, co oznacza też, że terminarz będzie coraz napięty. - Myślę, że to będzie nasz plus, ponieważ mamy bardzo młodą drużynę, szeroki skład, którym możemy rotować. Nie każdy musi grać po 40 minut jak w innych zespołach. U nas 12 zawodników może wejść na parkiet, dawać radę i wnosić dużo dobrego – ocenia Grzeliński. W najbliższą sobotę gracze Śląska zmierzą się ze Spójnią Stargard, która u siebie nie przegrała jeszcze żadnego meczu (bilans 9-0). Czy wygrana z KK Warszawa to początek dobrego? Po tym jednym meczu, w dodatku z najsłabszą drużyną, można jedynie powiedzieć, że jak teraz coś nie ruszy, to w kolejnych tygodniach może być za późno. – Lubiłem grać często, bo to mniej trzeba trenować. Uważam, że dla tych zawodników, to będzie dobrze, chcemy pokazać, że nadal mamy inspirację na zagranie w play-offach – kończy Radosław Hyży.

WERONIKA MAREK

 Więcej w najnowszym numerze "Słowa Sportowego".  


źródło: własne


Proste pytanie: 7 + 10 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.