Jak ilościowo i jakościowo siatkarski Dolny Śląsk wypada na tle innych województw?

Maciej Piasecki, poniedziałek, 27 listopada 2017

Siatkówka to dla wielu gra matematyczna. Powtarzalność akcji, schematy taktyczne, w końcu liczby, którymi żyją statystycy, sugerują sztaby szkoleniowe. Cyfry przekładają się również na prestiż. Ten regionalny, gdzie miejscowy związek może pochwalić się większymi sukcesami, bądź gdzie jest biała, siatkarska plama. Polski Związek Piłki Siatkowej patrzy, patrzą również kibice. Jak Dolny Śląsk stoi w (po)równaniu z innymi województwami?

avatar
Siatkarki Impela Wrocław w elicie funkcjonują nieprzerwanie już niemal od 10 lat (fot. K. Ziółkowski)

Siatkówka w skali ogólnopolskiej jest wysoko w skali popularności w Polsce. Nie ma się co porównywać z piłką nożną, tutaj jednak ew. skoki narciarskie (a sezon akurat ruszył) mogą być jakąkolwiek – zimową konkurencją dla futbolu. Na Dolnym Śląsku w ostatnim czasie ruszyły ważne inicjatywy siatkarskie, mające na celu upowszechnianie dyscypliny. Projekty Siatkarski Dolny Śląsk czy Dolnośląska Akademia Siatkówki – pamiętając również m.in. o Volleymanii, to tylko kilka przykładów rozwoju siatkówki. Oczywiście, żeby nie było tak różowo i kolorowo, europejski CEV i światowa FIVB – nie dają o sobie zapomnieć, co jakiś czas wypuszczając nowe pomysły na zmianę pomysłu na wygląd dyscypliny. Swoje do pieca dokłada PZPS do spółki z PLPS, również mające czasem przestrzelone pomysły. Ale tak to już jest, że najlepiej jest oceniać z perspektywy tego, co nic nie robi. Na szczęście robi się dookoła, dlatego też – jest o czym pisać i co analizować. Łącznie na ogólnopolskim poziomie (czyt. Liga Siatkówki Kobiet, PlusLiga i I liga kobiet i mężczyzn) mamy 54 zespoły. Poziom drugoligowy jest już nieco bardziej złożony, tam podział na grupy międzywojewódzkie nadaje nieco inny wymiar. Niektórzy słusznie zauważają, że są to rozgrywki półamatorskie.

Jubileusze smutne i radosne

Od sezonu 2014/15 na Dolnym Śląsku funkcjonuje tercet wrocławsko-lubińsko-wałbrzyski. W elicie pań mamy Impel Wrocław, wśród panów Cuprum Lubin, do tego w I lidze mężczyzn pojawił się zespół TS Victorii PWSZ Wałbrzych. Najdłuższy staż ma zespół „Impelek”, który na topie trzyma się (początkowo pod nazwą Impel Gwardia) nieprzerwanie od sezonu 2008/09. Dwa lata wcześniej wrocławianki spadły na zaplecze elity, podobnie zresztą jak ich koledzy z hali przy ul. Krupniczej 15 we Wrocławiu. Różnica jest jednak taka, że ówczesna Dialog Gwardia (żeńska) wróciła i po zmianie szyldu, w przyszłym roku będzie obchodzić 10 lat gry na najwyższym poziomie. Za to 2017 rok to smutny jubileusz dla siatkarzy Gwardii. Oni dzisiaj są w II lidze i póki co niewiele wskazuje, żeby ta sytuacja miała ulec zmianie. Szkolenie młodzieży, to aktualny priorytet klubu z ul. Krupniczej. Puste miejsce przy stole PLS (dzisiejszej PlusLigi) za Gwardię zajęło Cuprum Lubin. Po latach zapaści wskrzeszono również do życia wałbrzyskich siatkarzy. Wspomniana Victoria PWSZ awansowała do I ligi i od razu rozpoczęła wielkim wynikiem – zdobyciem mistrzostwa. Rozbudzono wyobraźnię, w końcu pod Chełmcem są piękne tradycje siatkarskie, ze zdobyciem Pucharu Polski (1993) włącznie. Złoto I ligi zdobył zresztą ze swoim zespołem trener Krzysztof Janczak, jeden z uczestników zwycięskiego finału PP – wygranego 3:2 z BBTS Bielsko-Biała. Przez Victorię PWSZ przewinęło się wielu utalentowanych siatkarzy, z Łukaszem Kaczmarkiem na czele, dzisiaj wiodącą postacią Cuprum Lubin. Po Chełmcu ostała się legenda, do tego reaktywowane grupy młodzieżowe (obecnie TS Chełmiec), swoje naleciałości ma też żeński MKS Chełmiec Wodociągi – choć to akurat tylko ESA III liga na pułapie dolnośląskim. A z Victorii PWSZ zostało tyle, że nadal jest w mieście I liga. Choć dzisiaj wałbrzyski zespół nosi nazwę MKS Aqua Zdrój i pisze nową historię, chcąc odbudować siłę siatkówki w mieście.

Pierwszoligowa pustynia

Nie ma co ukrywać, wałbrzyszanie będą potrzebowali czasu do ugruntowania swojej pozycji w górnych rejonach tabeli. Podobnego czasu potrzebuje... którakolwiek z ekip, które chcą wypełnić lukę w I lidze kobiet. Ostatni raz dolnośląska drużyna na tym szczeblu grała w sezonie 2011/12. Była to MMKS Gaudia Budmel Trzebnica. Jak to się skończyło dla ówczesnego beniaminka? Błyskawiczna degradacja piętro niżej – a tam – na 22 mecze tylko 1 zwycięstwo i zniknięcie z mapy siatkówki. Awansem klub zarżnięto, przykra to historia, ale najwyraźniej nadal gra na zapleczu LSK to zło konieczne. Klubowa kasa musi być naprawdę solidnie wypełniona, żeby bawić się w wyjazdy po całej Polsce. Tyle dobrego, że po latach stagnacji pojawiła się szansa na przebicie się do elity. Nie wygląda jednak na to, żeby którykolwiek z dolnośląskich klubów był przygotowany na dołączenie do Impela Wrocław. Co więcej, same „Impelki” po odejściu w cień – względem seniorskiego zespołu (finansowane są nadal grupy młodzieżowe) – tytularnego sponsora, miały problem. Środki jednak zabezpieczono, we Wrocławiu jest LSK – ale kolejnych chętnych klubów – próżno szukać. Dobrym sygnałem jest MKS Polonia Świdnica, który drugi sezon z rzędu mówi coraz głośniej o chęci powalczenia o awans do I ligi. Pytanie tylko, czy faktycznie Świdnicę na to stać? Klub, z którego wywodzą się m.in. siostry Barańskie (dzisiaj Anna Werblińska i Bogumiła Pyziołek) czy Dorota Świeniewicz, daje póki co możliwość gry siatkarkom, które albo nie przebiły się do LSK – albo zaczynają zbierać seniorskie szlify. I ta funkcja, na teraz, wydaje się być optymalna. Choć nie zamykamy nikomu drogi, w końcu brak jakiegokolwiek zespołu z Dolnego Śląska w I lidze kobiet od 5 lat – chluby regionowi nie przynosi.

MACIEJ PIASECKI

Więcej w najnowszym numerze "Słowa Sportowego". 


źródło: własne


Proste pytanie: 5 + 0 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.