Jest ryzyko, jest zabawa
W minionym tygodniu 28-letni Robert Skibniewski podpisał kontrakt z koszykarskim Śląskiem. Popularny „Skiba” we Wrocławiu grał przez większość swojej kariery. Miniony sezon rozpoczął w Anwilu Włocławek, ale szybko przeniósł się do Polpharmy Starogard Gdański, gdzie był wyróżniającym się zawodnikiem (9 punktów i 5 asyst na mecz). Teraz, mimo obaw, wraca do reaktywowanego Śląska.
Na powrót wrocławskiego klubu do ekstraklasy czekaliśmy trzy lata. Co poczułeś, gdy dowiedziałeś się o reaktywacji?
ROBERT SKIBNIEWSKI: – Poczułem zadowolenie. Jestem jedną z tych osób, które bardzo tęskniły za koszykówką we Wrocławiu. Śląsk miał już kilku właścicieli – teraz przyszedł czas na pana Przemysława Koelnera. Mam nadzieję, że pójdzie mu lepiej niż jego poprzednikowi. Cieszę się, że po pięcioletniej tułaczce ponownie związałem się ze Śląskiem.
O reaktywacji Śląska dowiedziałaś się dopiero wówczas, gdy stała się ona faktem, czy już wcześniej docierały do Ciebie jakieś przecieki?
– Rozmawiałem o tym wcześniej w gronie znajomych z Wrocławia, którym coś się obiło o uszy, że Śląsk znów będzie występował w lidze. Byłem ciekaw jak to się wszystko potoczy, czy będzie zainteresowanie moją osobą…
Jak się okazało, takie zainteresowanie było. Kiedy otrzymałeś propozycję gry dla Śląska?
– Jakieś trzy tygodnie temu zadzwoniła do mnie Krystyna Wójcik i poprosiła o spotkanie, a ja się zgodziłem. Przyszła wraz z trenerem Rajkoviciem. Od razu przypadła mi do gustu jego filozofia prowadzenia zespołu i szybko doszliśmy do porozumienia.
A co z ofertami z innych klubów? Dlaczego wybrałeś Śląsk?
– Było kilka ofert. Najbardziej zainteresowany kontraktem ze mną był Anwil. Nie ukrywam, że bardzo się zastanawiałem nad powrotem do Włocławka. Chciałem zrobić coś niekonwencjonalnego i odważyć się wrócić do zespołu, z którego wcześniej mnie zwolniono. Słyszałem pochlebne opinie o nowym trenerze Anwilu, który także wyraził zainteresowanie moją osobą, ale kilka kwestii w zaproponowanym mi kontrakcie było nie do zaakceptowania. Wraz z agentem przedstawiłem władzom klubu swoją propozycję umowy, ale nikt nawet nie odpowiedział. Wtedy odezwali się przedstawiciele Śląska, którzy złożyli mi bardzo konkretną i dobrą propozycję.
Ale zanim się na nią zgodziłeś, potrzebowałeś czasu do namysłu…
– To prawda, potrzebowałem kilku dni. Moje wątpliwości dotyczyły niepewnej przyszłości klubu. Już raz wróciłem do Śląska, miało to miejsce w 2008 roku. Wówczas pan Siemiński doprowadził do jego upadku. Bałem się, że teraz historia może się powtórzyć, tym bardziej że pan Koelner buduje coś zupełnie nowego. Zespół tworzony jest od zera. Obawiałem się, jak to wypadnie organizacyjnie.
Ostatecznie ktoś rozwiał Twoje wątpliwości, czy zgodziłeś się na grę w Śląsku pomimo tych obaw?
– Obawy pozostały. Mam pełną świadomość, że podejmuję ryzyko. Ale uznałem, że gra jest warta świeczki, że warto uczestniczyć w budowie czegoś wartościowego, czegoś nowego. Warto dać szanse temu projektowi. Śląsk zawsze walczył o najwyższe cele i mam nadzieję, że ta mentalność została zachowana.
Jakie wrażenie wywarł na tobie trener Rajković?
– Przede wszystkim robi wrażenie bardzo sympatycznego człowieka. Jeśli natomiast chodzi o kwestie koszykarskie, przypomina mi trenera Saso Filipovskiego. Ci dwaj szkoleniowcy myślą bardzo podobnie. Ja się w tym widzę, bo ufam takiemu podejściu. Naprawdę, współpracowałem już z wieloma trenerami i mam jakieś porównania w głowie. Rajković wydaje się być zaangażowanym i ambitnym trenerem, który będzie chciał nas czegoś nauczyć.
Jak Ci się podoba pomysł budowy zespołu opartego przede wszystkim na młodości?
– Myślę, że jest to nawiązanie do tradycji Śląska, kiedy w klubie przez lata występowali polscy koszykarze, z którymi kibice czuli się związani. Tak samo może być teraz. Trzeba postawić na młodą krew. Jeśli ten projekt wypali i młodzi gracze zwiążą się z klubem na dłużej niż rok, to z czasem zaczną się z nim identyfikować, a kibice z koszykarzami. Nastoletni gracze muszą szybko zaskoczyć. Trzeba zakorzenić w nich myśl, że nie będą wiecznie młodzi i muszą robić postępy, aby stanowić o sile zespołu.
Rozmawiał
ALEKSANDER ŁOŚ
-
10 miesięcy temu
wraca Skiba, wracają sukcesy? oby, bo Wrocław bez kosza istnieć za długo nie może
