Legnica miastem lidera!

Monika Pelc, poniedziałek, 4 września 2017

Od maja 2008 roku. Tyle na zwycięstwo ligowe nad Chrobrym Głogów czekali piłkarze Miedzi Legnica. Fatalną passę udało się przełamać w minioną niedzielę. Legniczanie pod wodzą trenera Dominika Nowaka wygrali 2:1, dzięki czemu zmienili na pozycji lidera... właśnie Chrobrego. Gola na wagę trzech punktów zdobył debiutant Przemysław Mystkowski.

avatar

Przed rozpoczęciem 7. kolejki Chrobry był liderem, a Miedź wiceliderem w tabeli Nice 1 ligi. Poprzesuwało się trochę ze względu na sobotnie wyniki, legniczanie zostali zepchnięci na 4. pozycję, ale ciągle w kontakcie z najlepszymi. Wiadomo było zatem, że kto wygra, będzie mógł w poniedziałek z góry spojrzeć na całą resztę ligowców. W Chrobrym jeden, istotny ubytek Michał Pawlik, który dostał czwartą żółtą kartkę w meczu w Siedlcach. Za to po stronie Miedzi mecz ze Stalą Mielec mocno odczuł Michał Bartkowiak, który miał problemy z kolanem. Choć na ławce się znalazł, a dodatkowo wszedł w samej końcówce. – Wielkie brawa dla Michała, który bardzo chciał zagrać w tym meczu. Podjęliśmy jednak decyzję, żeby nie ryzykować odnowienia się kontuzji. Dlatego też wszedł w końcówce spotkania – komentował na pomeczowej konferencji trener Miedzi. W miejsce Bartkowiaka w wyjściowym składzie pojawił się ściągnięty z Białegostoku Przemysław Mystkowski. Roczne wypożyczenie z Jagiellonii, klubu, w którym obecnie pracuje trener Ireneusz Mamrot, okazało się kluczowe. Nie dość, że nowy młodzieżowiec Miedzi zagrał od początku, to dodatkowo wpakował gola na 2:1, popisując się soczystym strzałem tuż z ok. 20 metrów od bramki Sławomira Janickiego. – Przemek popisał się tym, co jest jego sporym atutem. Uderzenie z lewej czy prawej nogi z dystansu, wiadomo, ma za sobą krótki czas w Legnicy, ale zgrywa się z nami – dodawał Nowak. Wyszło zatem na to, że wrzucenie debiutanta na głęboką wodę było strzałem w dziesiątkę. Mystkowski dobrze poradził sobie bowiem z ligową głębokością. Po stronie personalnych zysków gości niedzielnego meczu jeszcze powrót kapitana Wojciecha Łobodzińskiego. Czyli spora rzecz, biorąc pod uwagę, że od kilku ładnych lat trudno sobie wyobrazić zespół z Legnicy bez tego piłkarza. Co do samych derbów, dzień przed spotkaniem wiadomo było, że na trybunach wykupionych jest 97% biletów. Z tego też względu bramy stadionu zostały otwarte na ponad godzinę przed rozpoczęciem, a w kasach już od 10.00 można było kupić biletowe ostatki. Ilość zastępów policyjnych, wsparcie ze strony kibiców Śląska Wrocław (zgoda z Miedzią Legnica), wszystko było jasne – szykowało się prawdziwe piłkarskie święto. A sportowo też miało być całkiem nieźle.


Wyróżnienie dla Mamrota
Zanim mecz się rozpoczął, wyróżniono Ireneusza Mamrota, byłego trenera głogowskiego klubu, który po raz pierwszy miał okazję pojawić się na stadionie przy Wita Stwosza – od czasów błyskawicznych przenosin do Białegostoku. Miła uroczystość tym bardziej, że na trybunach komplet (w okolicach 2800), również w sektorze gości (ok. 500 przyjezdnych). Mamrot, który z Miedzią w lidze nie przegrał, szczęścia jednak nie przyniósł. Sam mecz dobrze rozpoczął się jednak dla gospodarzy, którzy w 11. minucie zadali pierwszy cios. Rzut wolny z ok. 30 metrów wykonywał Mateusz Machaj, który posłał szczura, najgorszą wersję dla broniącego bramki gości Pawła Kapsy. Bramkarz sparował przed siebie kozłującą piłkę, a na to tylko czekali jego rywale. Najprzytomniej zachował się Przemysław Stolc, który ucieszył głogowską publiczność. Kolejne minuty raczej pod dyktando Chrobrego, z małymi epizodami po stronie gości. W 23. minucie Łukasz Szczepaniak mógł zaliczyć asystę (Jakub Bach i Seweryn Michalski stali w polu karnym, ale piłka do nich nie dotarła), a nieco później, sam trafić. Michał Ilków-Gołąb dośrodkował, „Szczepanowi” piłka poszła jednak po grzywce. Co nie udało się gospodarzom, wyszło przyjezdnym. Miedź trafiła po stałym fragmencie, rzut wolny, przedłużone podanie przez jednego z piłkarzy Chrobrego, niepewny Janicki i w efekcie wyrównanie. Przytomność umysłu zachował Grzegorz Bartczak, zagrał głową do Łobodzińskiego, a kapitan dał komfort swojemu zespołowi tuż przed przerwą.


Kwadrans prawdy
To co stało się tuż przed przerwą, było kontynuowane na początku drugiej części meczu. Piłkarze Miedzi z minuty na minutę nabierali coraz większej pewności. Ostrzeżenie to przedarcie się Rafała Augustyniaka, który wpadł w pole karne i tylko ofiarna interwencja Janickiego zażegnała niebezpieczeństwo. Za to w 51. minucie Miedź dopięła swego. Dużą swobodę tuż przed polem karnym Chrobrego wykorzystał duet Łukasz Garguła i Mystkowski. Choć warto jeszcze kawałek się cofnąć, chwilę wcześniej przebojową akcję przez niemal całe boisko zrobił Karol Danielak. Piłkę wyłuskał od Augustyniaka, chwilę później doszło do rewanżu i właśnie wtedy – zaczęła się akcja bramkowa na wagę trzech punktów. Czyli summa summarum, Danielak popełnił błąd. Można powiedzieć, że zabrakło przy tej sytuacji też Pawlika, dziura między formacjami była aż nadto widoczna. – Przespaliśmy początek drugiej połowy. Później przez 30 minut próbowaliśmy, popełniając jednak dwa błędy z Miedzią, nie można wygrać spotkania – komentował po spotkaniu trener Chrobrego Grzegorz Niciński. Gospodarze rzeczywiście próbowali wyrównać, najlepsze okazje miał Michał Borecki, wprowadzony w drugiej części. Po jednej z nich, w 87. minucie, padł w polu karnym. Sędzia spotkania był jednak niewzruszony, podobnie zresztą, jak przy trafieniu na 1:1. Janicki sugerował, że był faulowany – bądź ktoś z Chrobrego – ale nie ma co kombinować, przewinienia nie było. Będąc sprawiedliwym, Miedź również mogła trafić na 3:1. Fabian Piasecki, również człowiek z ławki rezerwowych, w dobrej sytuacji uderzył za lekko i Janicki nie miał problemów z interwencją. Wynik nie uległ zmianie, radość w obozie legnickim była wielka. Nie da się ukryć, tak jak pisaliśmy przed tygodniem, wygrana w Głogowie to bardzo cenna zdobycz. Dokładając do tego przerwaną passę Chrobrego, w Legnicy mogą być naprawdę szczęśliwi. Choć dobrze wiedzą, że mówienie o awansie po 7. kolejce – to najbardziej złudne, – co można teraz zrobić. Za to w Głogowie, pomimo porażki, praca nadal niezmienna. Kibice mogą być niezadowoleni, derbowa przegrana boli najbardziej, ale kurs Chrobrego nie ulega zmianie. Punkty w każdym meczu i spoglądanie na bieżąco na wydarzenia – to komfortowe – ale i odpowiedzialne zadanie. Miedź dalej jest niepokonana w Nice 1 lidze, Chrobremu pozostaje szukać nowych serii, budowania od początku.


MIEDŹ LEGNICA – STAL MIELEC 0:0
Żółte kartki: Adu Kwame, Kapsa, Kiercz (Miedź) oraz Grodzicki, Górka, Lech (Stal). Sędziował: Sebastian Jarzębak (Bytom). Widzów: 3000.
MIEDŹ: Kapsa – Bartczak, de Amo, Bozić, Adu Kwame, Bartkowiak (90 Żyliński), Augustyniak, Egerszegi, Garguła, Marquitos (59 Bartulović), Vojtus (68 Piasecki).
STAL: Majecki – M. Gancarczyk, Kiercz, Grodzicki, Leandro, Wroński (85 Janota), W. Gancarczyk (70 Lech), Górka, Cholewiak, Getinger, Dermanović (79 Banaszewski).
POGOŃ SIEDLCE – CHROBRY GŁOGÓW 1:1 (1:1)
Bramki: 0:1 M. Machaj (5-k), 1:1 Żytko (45). Żółte kartki: Chyła, Zjawiński (Pogoń) oraz Pawlik, Ilków-Gołąb (Chrobry). Sędziował: Artur Aluszyk (Szczecin). Widzów: 1703.
POGOŃ: Stępniowski – Wichtowski, Żytko, Czarnecki, Ratajczak, Szrek (76 Kieplin), Mroziński (75 Pastva), Chyła, Tomasiewicz, Bajdur (83 Świerblewski), Zjawiński.
CHROBRY: Janicki – Ilków-Gołąb, Michalski, Stolc, Danielak, Bach (54 Borecki), Pawlik (53 Napolov), Mandrysz, M. Machaj, Szczepaniak, Trytko (73 Kaczmarek).


CHROBRY GŁOGÓW – MIEDŹ LEGNICA 1:2 (1:1)
Bramki: 1:0 Stolc (11), 1:1 Łobodziński (42), 1:2 Mystkowski (51). Żółte kartki: Ilków-Gołąb, Kaczmarek, Michalski (Chrobry) oraz Bartczak (Miedź). Sędziował: Dominik Sulikowski (Gdańsk). Widzów: 2815 (w tym 500 gości).
CHROBRY: Janicki – Ilków-Gołąb, Michalski, Stolc, Danielak, Bach (57 Napolov), Mandrysz, Gąsior (57 Borecki), Szczepaniak, M. Machaj, Trytko (36 Kaczmarek).
MIEDŹ: Kapsa – Bartczak, de Amo, Bozić, Adu Kwame, Łobodziński (85 Zieliński), Garguła, Augustyniak, Bartulović, Mystkowski (90 Bartkowiak), Vojtus (64 Piasecki).
MACIEJ PIASECKI


źródło: brak danych


Proste pytanie: 7 + 1 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.