Lockdown w niższych ligach

Twardy lockdown, jakim w ubiegłym tygodniu objęto cały kraj, nie ominął także sportu. Piłkarze amatorzy nie będą mogli trenować i rywalizować na razie do 9 kwietnia, a bardzo możliwe, że nawet dłużej. Jak ten temat komentują prezesi, trenerzy i zawodnicy klubów IV ligi oraz klas niższych? Prezentujemy głosy ze środowiska.

PAWEŁ ŻMUDZIŃSKI – TRENER SPARTY GRĘBOCICE (IV LIGA, GRUPA ZACHODNIA)

– Dzięki stypendiom, które otrzymują piłkarze za godne reprezentowanie i promocję swojej gminy na arenie dolnośląskiej, mogliśmy zimą funkcjonować i trenować. Trenowaliśmy normalnie od 12 stycznia. Niestety z uwagi na pandemię wypadła nam siłownia oraz hala. Mieliśmy za to do dyspozycji boisko orlik z oświetleniem i szatniami. Korzystaliśmy też z bieżni. Są zespoły, które miały w tym czasie większe problemy. Mogło być lepiej, ale nie możemy narzekać. Kolejna przymusowa pauza boli z pewnością wszystkich, bez względu na postawione cele.

Jarosław Wichowski – trener Łużyc Lubań (jeleniogórska klasa okręgowa)

– W poprzednim roku martwiliśmy się, czy w ogóle uda się rozegrać całą rundę. Sam jestem zaskoczony, że tak było. Jednak COVID dotknął również i naszą drużynę – kwarantanny niektórych zawodników zaburzały cykl przygotowań do kolejnych meczów mistrzowskich. Po przerwie świątecznej chcieliśmy wrócić do treningów na boisku, ale niestety nie było to dla nas możliwe. Wiem, że niektóre kluby radziły sobie w tej sytuacji omijając prawo, ale to już decyzja wewnątrz danej instytucji. My ograniczaliśmy się do biegów w terenie, można powiedzieć – indywidualnych. W lutym, aż do połowy marca każdy z zawodników cieszył się z możliwości powrotu do treningów i gier kontrolnych. Teraz, gdy miała wystartować liga, znowu musimy odpoczywać. Pytanie, czy w ogóle wyjdziemy na boisko. Nie ma co ukrywać, że brak możliwości realizowania największej pasji jest uciążliwy dla wszystkich. Każdemu brakuje tej amatorskiej piłki i rywalizacji. Nie ma co się oszukiwać, nikt nie lubi być ograniczany. Jest to na pewno frustrujące, ale ja wychodzę z założenia, że jeśli na coś nie mogę mieć wpływu, staram się do tego dostosować i w miarę możliwości to zaakceptować.

Andrzej Wójcik – trener Iskry Księginice (legnicka klasa okręgowa)

– Jako klub podpisaliśmy z zawodnikami zawodowe kontrakty. Chłopcy nie musieli wpisywać kosmicznych kwot i raczej przez to nie zbankrutujemy. Otrzymaliśmy na to zgodę Dolnośląskiego Związku Piłki Nożnej, tak że wszystko jest zgodne z obowiązującymi przepisami. Mając swoje ambicje, nie mogliśmy siedzieć w domu. Musieliśmy coś robić, aby móc bronić zajmowanej po jesieni pozycji. Dobrze zaczęliśmy wiosnę i chcemy kontynuować passę.

KAROL ULATOWSKI – TRENER WŁÓKNIARZA KUDOWA-ZDRÓJ (WAŁBRZYSKA klasa okręgowa)

– Musiałbym użyć nieparlamentarnych słów, żeby skomentować to bezprawne i bezzasadne wprowadzenie. My mamy normalnie funkcjonować, a sport powinien w tej sytuacji być promowany. Mimo to jestem za późniejszym dokończeniem sezonu.

JAKUB BOLISĘGA – PIŁKARZ GALAKTICOS SOLNA (WROCŁAWSKA KLASA OKRĘGOWA)

– Tego typu działania władz są krzywdzące dla niższych lig. Koronawirus jest z nami przez ponad rok i pewnie przez jakiś czas jeszcze niestety będzie. A tutaj nie możemy wyjść i pobiegać na świeżym powietrzu. Jest to dla mnie absurd i brak szacunku dla mniejszych organizacji czy stowarzyszeń. Przetrenowaliśmy dwa miesiące łącznie. Wszyscy się starali, na treningu po 20 osób w klubie na szóstym poziomie rozgrywkowym, bo mieliśmy wspólnie zorganizowane, dobre treningi. I teraz przerwa w rozgrywkach prawie 3 tygodnie, co może zaprzepaścić częściowo wysiłek drużyny. Nie oszukujmy się – w klubach okręgówki na 20 osób to samemu może 2-3 osoby pójdą się poruszać w tym czasie, takie życie. Trudno jest się chłopakom zmotywować, bo ta gra ma przede wszystkim sprawiać radość. A ona jest głównie wtedy, gdy możemy być i trenować razem.

ARKADIUSZ OBUDZIŃSKI – TRENER POLONII BIELANY WROCŁAWSKIE (WROCŁAWSKA A KLASA, GRUPA I)

– Sytuacja jest niestety mocno problematyczna, bo o wstrzymaniu rozgrywek dowiedzieliśmy w przeddzień ich startu. Przygotowywaliśmy się od 12 stycznia, trenowaliśmy z myślą o tym, że forma ma przyjść na koniec marca. Po raz kolejny niestety zostaliśmy zastopowani. Miejmy nadzieję, że lockdown potrwa tylko trzy tygodnie. Obawiamy się, że cała nasza praca wykonana w ostatnich tygodniach pójdzie na marne. Podobnie jak to było w zeszłym roku, każdy z zawodników otrzyma indywidualną rozpiskę treningową i mam nadzieję, że zawodnicy będą sumiennie te ćwiczenia wykonywać. W klubie współpracujemy z fizjoterapeutą oraz trenerem przygotowania motorycznego, którzy przestrzegają przed ewentualnym rozpoczęciem rozgrywek z marszu. To naprawdę byłoby niebezpieczne i groziłoby kontuzją.

Jarosław Rutka – prezes LZS Kościelnik (jeleniogórska A klasa, grupa II)

– Wszyscy przeżywamy trudne chwile. Nie załamujemy się i na ile jest to możliwe, pracujemy. Pierwsza drużyna, gdy nie można było trenować, wspólnie pracowała indywidualnie. Organizowaliśmy sobie też różnego rodzaju „challenge”. W tym trudnym czasie pracowaliśmy też nad poprawą infrastruktury. Dzięki wsparciu lokalnych sołectw oraz sponsorów zainstalowaliśmy nowoczesne boksy dla rezerwowych. Atmosfera w zespole jest bardzo dobra. Niestety w związku z pandemią w naszym przypadku nie jest możliwe zachowanie ciągłości treningów zespołu seniorów. To kluczowe, by osiągać dobre wyniki. Czekamy na rozwój wydarzeń, nie poddajemy się i wierzymy, że wkrótce wyjdziemy na boisko.

WALDEMAR TOMASZEWICZ – TRENER UNII ZŁOTY STOK (WAŁBRZYSKA A KLASA, GRUPA III)

– Nawet nie wiem, jak to określić. Jesienią zeszłego roku sytuacja była podobna, a graliśmy. Mieliśmy wówczas jeden przypadek. Zachorował zawodnik, który jest ratownikiem medycznym. Przepuszczałem, że teraz może tak to wyglądać i trudno przewidzieć, co wydarzy się po 9 kwietnia. Miejmy nadzieję, że dokończymy sezon. Natomiast nie wyobrażam sobie dogrywania sezonu do 15 lipca.

AGNIESZKA TARNOWSKA – PREZES SKRY WOJNOWICE (WROCŁAWSKA B KLASA, GRUPA V)

– Nie będę ukrywać, że nastroje w klubie są kiepskie. Jest nam po prostu bardzo przykro, bo wszyscy żyliśmy już tym 21 marca, czyli rozpoczęciem rozgrywek. W czwartek mieliśmy zebranie z trenerem, zawodnikami, na którym ustaliśmy, co dalej. Póki co przyjmujemy, że za trzy tygodnie rozgrywki ruszą. Trener przygotuje dla zawodników rozpiski treningów indywidualnych. Będzie ich monitorował poprzez specjalną aplikację. Stawiamy przede wszystkim na to, żeby motywować piłkarzy. Najgorsze co może nam się teraz przydarzyć, to właśnie utrata tej wewnętrznej motywacji. Powiem szczerze, że byliśmy do startu rozgrywek gotowi bardziej niż kiedykolwiek. Wzmocniliśmy drużynę, mocno przepracowaliśmy okres przygotowawczy, klub dobrze stoi też pod względem finansowym. Nasi zawodnicy – aby być na treningach – poświęcali swój wolny czas, który mogli poświęcić chociażby rodzinie. Przykra sprawa, ale mocno wierzymy w to, że uda nam się wystartować za trzy tygodnie. Kolejna kwestia to treningi dzieci. Nasza szkółka dobrze prosperuje. Dla tych dzieci wtorkowe i czwartkowe treningi często są jedyną okazją, żeby wyjść z domu, spotkać się ze swoim rówieśnikami. Nauczanie zdalne jest trudne zarówno dla nich, jak i dla rodziców. Nie wiemy jeszcze (rozmowa przeprowadzona była w piątek – przyp. red.), czy dzieci będą mogły trenować, czy nasz obiekt będzie mógł być otwarty. Rodzice zapowiadali, że jeżeli treningi zostaną wstrzymane, będą przychodzić na boisko we własnym zakresie.

Tomasz Rak – wiceprezes Stelli Lubomierz (jeleniogórska B klasa, grupa II)

– W przypadku naszego klubu oraz z pewnością tych, którym nie grozi ani awans, ani spadek, sytuacja nie wywołuje aż takich emocji. Podchodzimy do tematu spokojnie. Z pewnością irytację odczuwają ci, którzy grają o konkretne cele. Wiadomo, że każdy z nas chciałby grać, ale do wszystkiego trzeba podchodzić z rozsądkiem.

RAFAŁ KEMPA – PREZES ZRYWU KOTLA (LEGNICKA B KLASA, GRUPA I)

– Boli nas to, że zakazano nam piłkarskiej aktywności. Na treningach mieliśmy wzorową frekwencję, bo pojawiało się na nich w granicach dwudziestu piłkarzy. Ci ludzie trenują i grają przecież za darmo, angażują się w działanie klubu charytatywnie. Takie przerwy nie są potrzebne, zaburzają cały plan pracy. Uważam, że w tym wszystkim potrzeba trochę logicznych decyzji. Jeżeli stosujemy się do reżimu sanitarnego, to powinnyśmy grać. Chcemy się rozwijać, a nie stać w miejscu.

ANDRZEJ DOMINIK – MENEDŻER SKAŁEK II STOLEC (WAŁBRZYSKA B KLASA, GRUPA II)

– Po boisku biega 22 piłkarzy, kilku czy kilkunastu jest na ławkach rezerwowych, wszystko dzieje się na świeżym powietrzu... Nie chcę porównywać tego chociażby do kościołów, gdzie na mniejszej powierzchni – terenie zamkniętym, przebywa dużo więcej osób. Trudno, przyjmujemy decyzję i czekamy na moment, wznowienia rozgrywek. Na marginesie, okręgówka nie może grać, IV liga tak samo, a III już może... Dziwna sytuacja. Czy gmina może zamknąć nam boisko? Nie, wedle umowy użyczenia, to my podejmujemy decyzję typu „otwieramy, zamykamy”, gmina w tę kwestię nie ingeruje. W naszej grupie jest 14 drużyn, terminy na dokończenie sezonu zapewne będzie można znaleźć, ale w grupach z 19 zespołami, gdzie jest o pięć kolejek do rozegrania więcej, może być trudno. A nie wiadomo nawet, czy za te trzy tygodnie ograniczenia się zmienią... Największy przyrost zakażeń może dopiero przyjść.

Zebrali

GB, OSZ, DM, MK, PAW,

ARKADIUSZ BARSKI

Ahoj!

Zakończony bezbramkowym remisem mecz z Wisłą Płock był ostatnim dla Vitezslava Lavicki w roli trenera Śląska. Czech prowadził drużynę z Wrocławia przez ponad dwa lata.

Dobrze idzie z Podbeskidziem

Przegrywając ostatnio z warszawską Legią, piłkarze Śląska mimowolnie podsunęli pomysł na tekst. Wrocławianie nie wygrali ze stołeczną drużyną od 2017 roku, co więcej – było to jedyne zwycięstwo z tymże zespołem w ciągu ostatnich ośmiu lat.

Dwóch rannych

Remis w starciu Cracovii ze Śląskiem nie może satysfakcjonować żadnej z drużyn. Co z tego, że wrocławianie wyrwali punkt w końcówce meczu, skoro grali z zespołem z końca tabeli… Gospodarze mogą czuć jeszcze większy niedosyt.

Demolka przy Złotniczej

Karkonosze, które były podrażnione porażką w Leśnej, rozbiły Apis. Włókniarz z kolei udowodnił, że triumf nad jeleniogórzanami nie był dziełem przypadku.

Używamy plików cookie na naszej stronie do personalizowania treści i reklam, analizowania ruchu na stronie, zapewniania funkcji mediów społecznościowych oraz udostępniania informacji naszym partnerom o sposobie w jakim korzystasz z naszej strony. Sposób przechowywania cookie możesz zmienić w ustawieniach przeglądarki.

Przeczytaj naszą Politykę prywatności oraz informacje RODO.

Zamknij