Maksym Drabik został indywidualnym mistrzem świata juniorów

Maciej Piasecki, poniedziałek, 2 października 2017

Maksym Drabik sięgnął w Pardubicach po tytuł indywidualnego mistrza świata juniorów. Żużlowcowi Betard Sparty Wrocław należą się wielkie słowa uznania, gdyż powrócił on w krótkim czasie do ścigania po bolesnej kontuzji obojczyka. 

avatar
Maksym Drabik (na zdjęciu) powtórzył wyczyn swojego klubowego kolegi, czyli Macieja Janowskiego (fot. K. Ziółkowski)

Kwestia złotego medalu rozstrzygnęła się w drugim biegu półfinałowym, który zakończył się zwycięstwem Maksyma Drabika, dzięki czemu mógł być on już pewny wywalczenia głównego trofeum. Wcześniej w Pardubicach nie brakowało emocji, bo bardzo szeroki tor sprzyjał rywalizacji młodych żużlowców, a oprócz zawodnika Betard Sparty Wrocław najlepiej prezentowali się Max Fricke, Kacper Woryna oraz Bartosz Smektała. Wymieniona czwórka spot­kała się w ostatnim wyścigu zawodów. Bardzo szybko kwestię zwycięstwa w tym biegu rozstrzygnął Maksym Drabik, a niezmiernie ciekawie zapowiadała się walka o pozostałe pozycje, bo mogła mieć ona jeszcze przełożenie na miejsca na podium w klasyfikacji generalnej. Drugie miejsce w pardubickim finale zajął Kacper Woryna, dzięki czemu pomógł swojemu reprezentacyjnemu koledze, czyli Bartoszowi Smektale, wywalczyć srebrny medal. Trzeci w tych zawodach, jak i całych IMŚJ, był Max Fricke, czyli ustępujący mistrz. 

Rozpocznę od nieco banalnego pytania. Jakie to uczucie być indywidualnym mistrzem świata juniorów?
MAKSYM DRABIK: – To jest coś nie do opisania, dlatego trzeba przeżyć to na własnej skórze. Jestem przeogromnie przeszczęśliwy. To był trudny sezon dla mnie, bo borykałem się z małą kontuzją. Dzisiaj też pojawiały się przeciwności, ponieważ zawody nie należały do najłatwiejszych, a walka o tytuł rozstrzygnęła się dopiero w półfinale. Cieszę się, że kończę je cały i zdrowy. I mogę odebrać to przepiękne trofeum.

Opisując zmagania w Pardubicach, można chyba powiedzieć, że krok po kroku zmierzałeś po tytuł. Nie było w twoim wykonaniu żadnego słabego biegu.
– Przede wszystkim wiedziałem, że muszę zbierać punkty w każdym wyścigu. To nie było łatwe. Nie chciałem się ponadto podpalać po każdym biegu i robić pochopnie jakiś rzeczy, bo one wiązałyby się z jakimś błędem. Tata powiedział, że mam wszystko wykonywać na spokojnie i bez żadnej presji, a ja też podszedłem do zawodów z chłodną głową, w pełnym skupieniu i koncentracji na najwyższych celach. To jest jednak żużel, więc wszystko mogło się zdarzyć, a każdy z zawodników jechał podczas trzech finałów na naprawdę wysokim poziomie. Wiele włożyłem w osiągnięty sukces pracy i niejedne nerwy były nadszarpnięte, więc smakuje on jak taka wisienka na torcie.

A jak podszedłeś do samego biegu finałowego? Wiedziałeś już, że zostałeś mistrzem świata, ale wygrałeś ten wyścig w fantastycznym stylu.
– Z wielkim luzem, ale zarazem ogromną koncentracją. Miałem w tym sezonie swoje cele i prawie wszystkie wykonałem. Pozostaje tylko cieszyć się i delektować tym złotem. Moja mentalność przed ostatnim biegiem się zmieniła, bo zeszło ze mnie powietrze, gdyż wcześniej każdy punkt był ważny. Ten finał pojechałem z zabawą i frajdą.

Rozmawiał
DAMIAN ORŁOWICZ

Cała rozmowa w nowym numerze "Słowa Sportowego".


źródło: własne


Proste pytanie: 6 + 10 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.