Markowe rozmowy – Tomasz Niedbalski

Maciej Piasecki, piątek, 1 grudnia 2017

Człowiek, dla którego praca to hobby. Słowem – pasjonat. Wychowawca dla swoich zawodników, ale także osoba z głową pełną pomysłów do zrealizowania, nieustannie podkreślająca wkład całego zespołu. Obecnie jest trenerem drugoligowej drużyny, WKK Wrocław, z której wyszło wielu świetnych koszykarzy. – WKK to klub szkolący przede wszystkim, to jest jego DNA, nie można się od tego odciąć – mówi Tomasz Niedbalski, który opowiada także o zawodnikach, klubie i wyjaśnia, dlaczego warto przychodzić na ich mecze. 

avatar
Trener Tomasz Niedbalski to człowiek, który dba o szkolenie zdolnych koszykarzy w WKK (fot. K. Ziółkowski)

Obejmując posadę trenera pierwszego zespołu powiedział Pan, że chcecie stworzyć drużynę na przyszłość. Co zmieniło się od tego czasu?
TOMASZ NIEDBALSKI: – Nic się nie zmienia. (śmiech) Praktycznie co roku wprowadzamy nowych zawodników, bo takie są założenia klubowe. W tym sezonie mamy taki zespół, że myśleliśmy, że będzie nam trudno i będziemy raczej walczyć o utrzymanie, a tu się okazuje, że jesteśmy sensacją ligi. Młodzi zawodnicy dają radę i jesteśmy z nich bardzo zadowoleni.

W zespole jest taki przeskok, bo są chłopcy z rocznika 2001 – Tomek Madejski i Olek Lentka, a później nagle roczniki 1991, 1993.
– Starszych zawodników jest teraz dwóch. Z rocznika 91 jest Bartek Zając, który w ostatnim sezonie grał w III lidze i ma bardzo ciekawą przeszłość. To były reprezentant Polski kadetów, którego kariera przez różne koleje losu nie potoczyła się tak, jakby on sobie tego wymarzył. Teraz pracuje jako fizjoterapeuta i wpadliśmy na pomysł, że spróbujemy odbudować Bartka na poziom drugoligowy, żeby pomógł swoim doświadczeniem. Faktycznie pomaga, bo statystyki rzędu 7 punktów, 7 zbiórek to coś, czego od niego oczekiwaliśmy. Drugim zawodnikiem, na dobre związanym z WKK, jest Tomek Józefiak, nasz wychowanek, który w tym sezonie z racji kontuzji Piotrka Ścibisza gra na pozycji 1. Musimy przyznać, że jest to bardzo niekonwencjonalne rozwiązanie z naszej strony. Gra sezon życia, jest jednym z czołowych zawodników w II lidze w Polsce. Był jeszcze Tomek Stępień, który przez 8 kolejek swoim doświadczeniem bardzo pomagał. Tomek to rasowy strzelec, zawodnik który grał w wielu klubach. Zaczęliśmy sezon rewelacyjnie, bo od 4 zwycięstw, m.in. dzięki niemu. On dzięki swoim statystykom pokazał, że może grać na jeszcze wyższym poziomie, dostał propozycję z Kłodzka i teraz jest w I lidze.

Wiedzieliście wcześniej, że przejdzie do Kłodzka?
– Tak, rozmowy trwały „na górze” między prezesami. Doszliśmy też do porozumienia – na zasadzie umowy szkoleniowej, w niektórych meczach Dominik Rutkowski i Michał Jodłowski będą mogli nas reprezentować tak jak tylko terminarz będzie pozwalał.

Wracając do Dominika Rutkowskiego, w piątek (17.11) graliście bardzo ważny mecz z Górnikiem Wałbrzych, w którym się pojawił, a później w grał niedzielę z Kłodzkiem.
– Z Dominikiem jest ciekawa sytuacja, bo to przykład jak trudno przejść z koszykówki młodzieżowej do seniorskiej. W poprzednim sezonie, gdy grał w I lidze w GTK Gliwice, spotkał się z brutalną rzeczywistością, bo zespół był rewelacją ligi i Dominik nie przebił się do rotacji, w której byłaby satysfakcjonująca liczba minut i punktów. Pojawiły się nerwy i zniechęcenie. W tym sezonie dostawał więcej minut i miał swoje szanse, ale widać było brak rytmu meczowego i ogrania, dlatego doszliśmy do porozumienia z trenerem z Kłodzka, żeby Dominik zagrał u nas kilka spotkań i się odbudował. Od razu w pierwszym meczu z Muszkieterami rzucił 24 punkty, wtedy wygraliśmy bardzo wysoko (83:59 – dop.), on grał na luzie i kilka dni później zdobył w Kłodzku 22 punkty. W meczu Wałbrzychem rzucił 21, a w niedzielę od razu wygrany mecz Kłodzka na wyjeździe z Kołobrzegiem (63:60 – dop.) i Dominik najlepszym strzelcem (16 punktów – dop.). Bardzo cieszymy się z tego, że mieliśmy swój wkład, żeby go odbudować, bo dobro tego chłopaka jest dla nas bardzo ważne.

Co jest więc takiego w WKK, że zawodnicy się odbudowują?
– Tak naprawdę to są nasi chłopcy, więc dbamy o to, żeby przypomnieli sobie, jak się gra w koszykówkę. Wiadomo, że przejście do koszykówki seniorskiej, na poziom pierwszoligowy, jest trudny. Znają nas – trenerów, znają system, bo zostawiliśmy go takim, by mogli wrócić i wkomponować się w naszą taktykę. Nie sądzę, że jest coś specyficznego, jeśli już kogoś bierzemy to po to, by mógł zagrać.

Jak z perspektywy czasu zmieniło się szkolenie w porównaniu z tym, gdy zaczynał Pan pracę z młodzieżą?
– Teraz są większe możliwości do rozwoju. Kiedyś nie mieliśmy tego, co mamy obecnie, czyli przygotowania motorycznego, odnowy biologicznej, hali do dyspozycji. Wiem, że nie wszystkie kluby to mają, ale mówię z perspektywy klubu WKK. Możliwości wyjazdu za granicę, kontaktu z innymi nacjami. Nie zmienia się jedynie nic w kwestii mądrych decyzji, trafienia na odpowiednią osobę czy do odpowiednich ludzi. No i żeby osiągnąć sukces naprawdę trzeba dużo samozaparcia, samodyscypliny i pracy.

Ale stawiacie na szkolenie młodzieży.
– WKK to klub szkolący przede wszystkim, to jest jego DNA, nie można się od tego odciąć. W tym sezonie do pierwszego zespołu wprowadziliśmy chłopaków z rocznika 2001 – Lentka i Madejski są pełnoprawnymi zawodnikami w rotacji. Jeden ma średnio 14 minut, drugi 11. Obaj w meczu z Wałbrzychem zagrali bardzo dobre zawody, wykazując się wielką odpornością psychiczną, Madejski rzucił najważniejszą „trójkę” w końcówce i wiedzieliśmy, że ten mecz jest już wygrany. Są Kroczak, Trębowicz z rocznika 2000… Próbujemy też wpuszczać tych chłopaków do pierwszej piątki, żeby mogli poczuć jak to jest i wejść w odpowiedni rytm, to taki schemat. Nawet jeśli popełnią błędy, to początek meczu nie jest fragmentem spotkania, gdzie przeciwnik nam ucieka na taką odległość, że nie możemy go dogonić.


źródło: własne


Proste pytanie: 5 + 6 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.