Mistrz świata w brydżu sportowym Michał Klukowski

, wtorek, 10 lutego 2015

Niespełna 19-letni Michał Klukowski uważany jest za największy talent nie tylko polskiego, ale i światowego brydża sportowego. Młodziutki zawodnik AZS-u Politechnika Wrocławska pod koniec ubiegłego roku zdobył wraz z kolegami mistrzostwo świata teamów brydżowych.

avatar
Michał Klukowski (z prawej)

Michał Klukowski gra tak dobrze, że wspólną grę w parze (grają w klubie, jak i na mistrzostwach świata) zaproponowała mu legenda polskiego brydża, 41 lat starszy od Michała Piotr Gawryś, członek reprezentacji Polski, która w 1984 roku wygrała Olimpiadę Brydżową. Teraz obaj chcą zwyciężyć także w Olimpiadzie, która w 2016 roku odbędzie się we Wrocławiu.
Kiedy zaczął Pan grać w brydża? Jak to się stało?
MICHAŁ KLUKOWSKI: – Zacząłem grać osiem lat temu, gdy miałem 10 lat i byłem w III klasie szkoły podstawowej. Jak to zwykle bywa w sportach niszowych, miałem już wcześniej jakiś kontakt z tą grą. Grali moi rodzice i właśnie oni pewnego dnia zachęcili mnie bym sam zaczął. Od tego czasu dzień w dzień poświęcam chociaż kilka chwil na brydża i w końcu to zaprocentowało. Cieszę się z tego. To bardzo ważne dla mnie, że to co robię ma jakiś sens i są wyniki, które dają mi satysfakcję.
Rodzice grali sportowo czy wyłącznie towarzysko?
– Jak najbardziej sportowo. Byli zawodnikami AZS-u Politechnika. Mówiąc po piłkarsku, grali na zapleczu ekstraklasy, czyli w II lidze brydżowej. W szczytowych okresach swojej kariery w drugiej drużynie Politechniki, za pierwszoligowym AZS-em, wielokrotnym mistrzem Polski.
Kiedy wystartował Pan w pierwszej imprezie?
– Najpierw oczywiście startowałem w imprezach młodzieżowych: mistrzostwach Polski młodzików, mistrzostwach Polski młodzieży szkolnej. Pierwszym sukcesem było drużynowe wicemistrzostwo Polski młodzików w kategorii do 15 lat. Miałem wtedy 12 lat. Pierwszy „dorosły” sukces odniosłem jako 15-latek. Było to mistrzostwo Polski teamów wywalczone w Bolesławcu w roku 2011. Pierwszym sukcesem światowym był złoty medal mistrzostw świata w kategorii do lat 20 w Chinach w 2012 roku. A teraz też w Chinach zostałem mistrzem świata seniorów.
Jak starsi zawodnicy przyjęli w składzie, bardzo mocnego zespołu Politechniki, tak młodego człowieka jak Pan?
– Bardzo ciepło. Mam bardzo dobry kontakt ze swoimi kolegami z drużyny. Z Cezarym Balickim, Staszkiem Gołębiowskim czy innymi. Są dla mnie kopalnią wiedzy i doświadczenia. Przekazują mi swoje mądrości, które nabyli przez 30, czy 40 lat gry. Otaczają mnie jeszcze opieką, takim okresem ochronnym, a ja w zamian staram się im odwdzięczać jak najlepszą grą.
Jaki język licytacji preferują obecnie brydżyści. Dawniej był w modzie „Wspólny język”, potem przez kilka lat popularny był polski wynalazek czyli „silny pas”
– Teraz znów licytuje się za pomocą „Wspólnego Języka” ze względu na restrykcje systemowe, które ograniczają możliwość gry silnym pasem. Oceniam, że na chwilę obecną gra nim 80 do 90 procent brydżystów w Polsce.
To klasyczny „Wspólny Język”, czy też macie jakieś indywidualne udoskonalenia?
– Są takie. Każda para ma swoje konwencje, czyli mechanizmy licytacyjne, które pomagają im osiągnąć właściwy kontakt i wylicytować optymalny kontrakt, ale sama baza systemu od lat pozostaje niezmienna.
Ile czasu zajęło więc Panu nauczenie się tej podstawowej bazy „Wspólnego Języka”?
– Dla początkującego brydżysty wystarczającym czasem, żeby opanować podstawowe mechanizmy „Wspólnego Języka”, które pozwalałyby mu brać udział w turniejach, powinno być 2-3 miesiące.
A co się robi potem, żeby się rozwijać? Czy tak jak w szachach analizuje się partie (tu rozdania i rozgrywki) mistrzów?
– Z autopsji wiem, że trening czyni mistrza. Gdy byłem bardzo młody, czyli mając 10-11 lat potrafiłem grać w internecie po parę godzin dziennie. Nie mniej niż 50 rozdań. To zaczęło procentować, bo nie ma nic lepszego niż sprawdzanie swoich umiejętności w praktyce.
A książki i gazety brydżowe?
– Książki są bardzo ważne, bo można z nich też czerpać bardzo dużo wiedzy. Jednak najważniejsza jest praktyka. Co z tego, że będziemy mieć wiedzę, jeśli nie sprawdzimy jej użyteczności w praktyce.
Jak ważny w brydżu jest partner?
– Najważniejszy! Od niego przecież także zależą nasze wyniki, więc musimy o niego dbać. Musimy zapewniać mu komfort gry, nie kłócić się z nim i przede wszystkim, chociaż nie zawsze to jest możliwe, szanować relacje z nim. Dobra atmosfera w parze jest ważna nie tylko w brydżu.
Czyli najlepiej, żeby partner był kolegą.
– Tak, chociaż nie zawsze to możliwe i nie zawsze tak się dzieje. Generalnie reguła jest taka, że im mniej zawodowo gramy, tym mamy lepsze stosunki z partnerem, bo to co robimy ma sprawiać nam przyjemność. Więc wybieramy sobie partnerów niekoniecznie na wysokim poziomie sportowym, ale takich których lubimy. Inaczej sprawa wygląda u zawodowców, gdzie tych dobrych graczy jest ograniczona ilość i nierzadko grają ze sobą ludzie, którzy czują do siebie wzajemną antypatię.
No to kto jest Pana stałym partnerem?
– On nie mieszka we Wrocławiu, ani z niego nie pochodzi. Jest z Warszawy w związku z czym na co dzień nie utrzymujemy ze sobą specjalnego kontaktu, ale żyjemy w bardzo dobrych relacjach mimo różnicy prawie dwóch pokoleń. To Piotr Gawryś.
No to wysoko Pan mierzy! Jak to na początku wyglądało. Pan go poprosił o wspólną grę, czy też on Pana wybrał?
– Ja bym nawet nie miał śmiałości tego zrobić! Jako bardzo młody gracz nie wiedziałem, co sądzą o mnie gracze z najwyższej półki. Więc to Piotr zaproponował mi wspólną grę, a mnie nie pozostało nic innego jak tę ofertę przyjąć. Słuszność tej decyzji potwierdzają wyniki.
Nie było takiej sytuacji, że przynajmniej na początku pan Piotr się denerwował i strofował Pana za złe zagranie?
– Na wysokim poziomie, gdy sposób myślenia zawodników jest już bardzo zaawansowany, często różnią się oni w swoich opiniach na temat danego rozdania. Chyba właśnie dlatego między zawodowcami tak trudno utrzymać koleżeńskie relacje. Nam z Piotrem się to udaje mimo, że czasem zdarza się, że zwróci mi uwagę czy w jakiś sposób mnie poucza.
A Pan mu kiedykolwiek zwrócił uwagę?
– Staram się tego nie robić, chociaż czasem mi się to zdarza, ale robię to wówczas najgrzeczniej jak mogę.
Jeszcze się Pan uczy. Na co zatem Pan postawi: na grę zawodową w brydża czy na naukę?
– Na razie wszystkie drogi są otwarte. W tym roku zdaję maturę. Nie jestem jakimś „orłem”, ale w szkole zawsze szło mi dobrze. Przechodziłem z klasy do klasy bez większych problemów. Uczę się w LO nr 14, więc nie chwaląc się, chyba to samo w sobie świadczy, że nie jestem kompletnym głupkiem.
A więc co w przyszłości: studia czy tylko brydż?
– Zastanawiam się nad tym, a decyzję podejmę najprawdopodobniej po maturze. Ale prawdopodobnie zapiszę się na jakieś studia, bo zawsze lepiej mieć dwie furtki otwarte niż jedną.
Grając na wysokim poziomie, można dzięki tej grze zarabiać i to bardzo dobrze.
– Tego jeszcze nie wiem, bo nie osiągnąłem jeszcze takiego poziomu, żeby na brydżu zarabiać. We wszystkich imprezach mistrzowskich najwyższej rangi gra się dla prestiżu.
Ale powszechną praktyką jest, ze najlepsi brydżyści na świecie tworzą międzynarodowe teamy, które grają za wielkie pieniądze. Czy pan jako mistrz świata i super talent dostał już taką propozycję np. od Amerykanów, Włochów czy Francuzów?
– Na razie nie, ale nie ukrywam, że na to liczę i czekam. Taka oferta mogłaby mnie zachęcić do postawienia wszystkiego na brydża.

ANDRZEJ LEWANDOWSKI


źródło: brak danych


Proste pytanie: 1 + 5 =


Komentarze:
  • nickname:
    rok temu
E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.