Moda na sukces
Co łączy piłkę nożną i siatkówkę we Wrocławiu? Otóż zarówno piłkarze Śląska, jak i siatkarki Impelu Gwardii w przyszłym sezonie będą występować w europejskich pucharach. W stolicy Dolnego Śląska wróciła moda na sportowy sukces. – W 700-tysięcznym mieście każda dyscyplina znajdzie swoich wiernych fanów i zapełni obiekt, na którym będzie grała – mówi trener gwardzistek Rafał Błaszczyk
Piąte miejsce na koniec ligowej rywalizacji. Jest uśmiech na twarzy?
RAFAŁ BŁASZCZYK: – Tak. Nie tylko dlatego, że zespół zrealizował faktycznie te cele stawiane przed rozpoczęciem sezonu. Zespół Impelu Gwardii, grając na pewno najmłodszą szóstką spośród dziesięciu zespołów w tej lidze, zajmując piąte miejsce, myślę, że spełnił oczekiwania zarówno kibiców, jak i sponsorów. Żeby zająć ostatecznie tę lokatę, trzeba było pokonać bardzo dobre zespoły.
Nowy sezon się jednak jeszcze dobrze nie rozpoczął, a już Impel Gwardia dostała dwa mocne ciosy. W zespole nie zobaczymy już Mai Tokarskiej i Joanny Wołosz. Trener Błaszczyk był zaskoczony takimi decyzjami swoich podstawowych zawodniczek?
– Nie będę udawał. To są niespodzianki. Zwłaszcza decyzja Majki jest dla mnie, przyznam szczerze, mocno zaskakująca. Nie do końca ją rozumiem. Etap, kiedy bardzo się dziwiłem, mam już jednak za sobą. Zawodniczki to są dorosłe osoby. Czasami podejmują decyzję, kierując się nie tylko względami stricte sportowymi. Rozmawiałem z Aśką i Majką na ten temat. Dziewczyny odchodzą z klubu, który ma aspiracje i ambicje, ciągle się przy tym rozwijając. Idą również na teren nieznany. Oby im się powiodło. Myślę, że Aśka ma duże szanse, żeby tak właśnie było. Jeśli chodzi o Majkę, to tutaj jest znacznie większy znak zapytania. Oczekiwania wobec gry Atomu są bardzo duże.
Pozostałe siatkarki z obecnej kadry zespołu zostają we Wrocławiu?
– Wszystko wskazuje na to, że tak. Inne dziewczyny czują się tutaj dobrze. Chcą grać i podnosić swoje kwalifikacje. My jako sztab szkoleniowy też tego chcemy i liczymy na dalszy rozwój całego zespołu.
Wołosz ma zastąpić Marta Haładyn. Powrót do Wrocławia byłej rozgrywającej MKS Tauronu Dąbrowa Górnicza jest już zaklepany?
– Jesteśmy na dobrej drodze. Rozmawiałem z Martą zarówno ja, jak i prezes Grabowski. Chęci są z obu stron, tak że wszystko wskazuje na to, że Marta będzie obok Ewy Matyjaszek występowała na pozycji rozgrywającej w Impelu Gwardii Wrocław.
Pozostaje więc dziura na środku bloku po Mai Tokarskiej. Czy jest jeszcze jakaś pozycja, która wymaga wzmocnień?
– Myślę, że na innych pozycjach mamy dobrą sytuację kadrową. Widać to było w drugiej części sezonu, kiedy mieliśmy już w pełni zdrową Anię Witczak. Wtedy, kiedy mogłem korzystać z całej puli zawodniczek, ten skład się sprawdzał. Chciałbym to pociągnąć i dalej rozwijać. Trzeba mieć chociażby trzy albo najlepiej cztery zawodniczki na pozycji przyjmującej. Jeśli zespół chce walczyć w rozgrywkach ligowych i europejskich pucharach, to nie można się ograniczać tylko do sześciu czy siedmiu zawodniczek. Musi być ten skład szerszy, ale zmiany nie mogą za sobą pociągać obniżenia poziomu zespołu.
Mam więc rozumieć, że rezerwowa przyjmująca Impelu Gwardii Marta Sobolska nie psioczy, kiedy tak rzadko pojawia się na boisku?
– To nie jest prosta sytuacja dla zawodniczek, które uczestniczą w pełnym obciążeniu treningowym, a później nie czerpią satysfakcji z gry. Trzeba być cierpliwym i czekać na swoje pięć minut. Myślę, że najbardziej szczęśliwą osobą po ostatnim meczu w tym sezonie była właśnie Marta (as serwisowy Sobolskiej w końcówce meczu z Organiką – przyp. eMPe). Jej wejście było ważne i pieczętujące grę całego zespołu.
Skoro jesteśmy przy pozycji przyjmującej. Anna Werblińska była łączona z Impelem Gwardią już w zeszłym roku i mówił o tym prezes Jacek Grabowski. Jest szansa, żeby pojawiła się we Wrocławiu – już jako pełnoprawna gwardzistka?
– Jeśli myślimy o zespole Impelu Gwardii jako o przyszłym mistrzu Polski, albo przynajmniej o zespole walczącym o medale, trzeba też zakładać, że w zespole będą grały najlepsze siatkarki z tej ligi. Nie mam wątpliwości, że Ania Werblińska do tych zawodniczek należy. A czy to będzie możliwe? Po pierwsze, Anka musi być zainteresowana grą u nas. Po drugiem czy my będziemy jej w stanie zaproponować odpowiednią ofertę? Ja sądzę, że tak.
Czyli jest realna szansa, żeby Werblińska pojawiła się w Impelu Gwardii jeszcze tego lata?
– Nie. Myślę, że teraz takiej szansy nie ma.
Może więc warto zdecydować się na zawodniczkę zagraniczną? Impel Gwardia opiera się wyłącznie na polskich siatkarkach, co przynosi odpowiedni skutek. Czasem jednak doprowadzenie takiej świeżej krwi działa na zespół wyjątkowo korzystnie.
– To jest dobre pytanie. Mogłaby to być, a nawet powinna to być zawodniczka, która nie tylko będzie mówiła w innym języku, ale podniesie w istotny sposób poziom zespołu. Ściągnięcie zagranicznej siatkarki nie jest takie proste. Z jednej strony wydaje się, że takich zawodniczek jest dość dużo i oferta jest dość szeroka. W momencie, kiedy zawężamy to do naszych konkretnych potrzeb i przede wszystkim wyznaczamy sobie ten poziom – czyli o jakiej zawodniczce rozmawiamy, co ona osiągnęła i co gwarantuje – to pojawia się coraz więcej znaków zapytania…
…dodatkowo pozostaje również kwestia związana z odpowiednio atrakcyjną ofertą.
– Zgadza się. Musimy mierzyć siły na zamiary. Konkurencja na rynku w tej chwili jest ogromna. Idealnym rozwiązaniem byłoby sprowadzenie do zespołu takiej gwiazdy, która jest znana z imienia i nazwiska oraz posiada w sportowym CV faktyczne osiągnięcia, np. medale MŚ i IO. Nasza sytuacja z pewnością jest daleko lepsza od tego, co było kilka lat temu, dzięki firmie Impel. Musimy jednak stąpać twardo po ziemi.
Skoro jesteśmy za granicą. Gra w europejskich pucharach bywa dla polskich drużyn twardym orzechem do zgryzienia. Chociażby dalekie wyjazdy i późniejsze zmęczenie zawodniczek w zderzeniu z rozgrywkami ligowymi. Czy puchary nie będą więc problemem?
– Nie mamy tutaj żadnych wątpliwości, tak samo jak nie mieliśmy ich dwa lata temu. To jest rzecz, która może nam tylko pomóc. Rozsławić dobre imię zespołu. Część młodych zawodniczek będzie mogła nabierać doświadczenia. Po prostu na tym polega działalność i funkcjonowanie zespołu. Żeby oprócz rozgrywek ligowych, które są celem, wychodzić również do rywalizacji z zespołami z innych krajów. Chcemy po raz kolejny spróbować dobrze zaprezentować się na międzynarodowej arenie.
Podobnie jak piłkarze Śląska Wrocław. Rozumiem, że w przyszłym sezonie siatkarki biorą przykład z piłkarzy i celują w medal?
– (śmiech) Za to, co piłkarze Śląska i trener Orest Lenczyk zrobili, to naprawdę czapki z głów. Uważam, że to była niesamowita przygoda. Teraz będziemy trzymali kciuki – mam nadzieję, że wzajemnie – za dobry start w europejskich pucharach. Wrocław jest miastem, które dawno temu słynęło z potęgi gier zespołowych. Może nadeszła taka pora, kiedy do tej tradycji powrócimy? W 700-tysięcznym mieście każda dyscyplina znajdzie swoich wiernych fanów i zapełni obiekt, na którym będzie grała. Nie ma tutaj mowy o żadnej konkurencji. Możemy sobie tylko wspólnie pomóc, nakręcając modę na chodzenie na widowiska sportowe we Wrocławiu na odpowiednim europejskim poziomie.
Rozmawiał
MACIEJ PIASECKI
