Piachem po twarzy, czyli Maciej Piasecki zaprasza…

Kilka miesięcy temu zdecydowałem się przejść na drugą stronę akademickiej drogi. Bycie początkującym wykładowcą-praktykiem, to spore wyzwanie, ale przede wszystkim, odpowiedzialność. Mam poczucie, że studenci wybierający wydział dziennikarski, wymagają. Czasy mamy takie, że dzień goni kolejny, więc strata kilkunastu godzin w semestrze na nieciekawego wykładowcę i jego równie nudny przedmiot, bywa irytująca. Nie czarujmy się, kto próbował studiowania, ten dobrze wie, co mam na myśli…

Domykając semestralne drzwi, zadaniem wieńczącym wspólną pracę był temat, który miał dodatkowo pobudzić studencką wyobraźnię. "Bohater bliskiego planu", historia, która czeka tuż za rogiem. Czasem piętro wyżej w tej samej kamienicy, drzwi w drzwi, jeśli mowa o akademiku. Bez dopytywania, czy warto, bo w dużej mierze każdy temat jest dobry, pod warunkiem, że znajdzie się na niego odpowiedni sposób. Sporo się naoglądałem, trochę nasłuchałem, było też kilkadziesiąt stron do przeczytania. Przyznaję, z dużą przyjemnością odkryłem wśród niektórych autorów, większość semestru nieco wycofanych z przekonania, że potrafią. A jeszcze dodatkowo, chcą. Dopytują kiedy trzeba, słuchają, jeśli wypowiadane są ważne zdania. Bohaterów z bliska było wielu. Od nieżyjącego Artura Olecha w efektownych rysunkach komiksowych, poprzez Katarzynę Kozikowską czy Lucynę Kornobys, czyli sportowców niepełnosprawnych, na Tomaszu Doróbce, biegaczu ze Smolca, czy olimpijskim medaliście, Januszu Zarenkiewiczu. Każdy przedstawiony na swój sposób, w zgodzie z własną estetyką i wrażliwością. Najważniejsze było przekonanie, że bliskie, czasem nawet niekoniecznie geograficznie, wcale nie musi być gorsze. Wręcz przeciwnie. Najlepiej przekonać się o tym na własnej skórze, dlatego eksperymentowanie, czasem na pograniczu błędu, to żaden wstyd. Co więcej, mam wrażenie, że na tym polegają, bądź powinny polegać, uniwersyteckie poszukiwania. Zwłaszcza na kierunkach, które w założeniu mają poszerzać wybraną, zawodową drogę. Wskazując, gdzie ktoś może czuć się lepiej, a co, być może warto odłożyć na półkę i robić, bardziej hobbystycznie, realizując swoje pomysły po godzinach.

Bohaterowie historii potrafią weryfikować autorów. To ryzyko zawodowe, które jest wpisane w zapotrzebowanie odbiorców. Kolejne, poniedziałkowe spotkanie ze "Słowem Sportowym", to również wyprawa w nieznane. Wymyślając co rusz to nowe zadania studentom, często wspominam raczkowanie z tygodnikiem, który co poniedziałek oddajemy w ręce czytelniczek i czytelników. W przypadku mieszkania poza Wrocławiem wcale nie było takie oczywiste, że gazeta docierała do każdego kiosku. Dlatego właśnie obowiązywała "słowna prenumerata" i ustawianie się w kolejce, najpóźniej o siódmej-ósmej rano. Przed szkołą, a jakże. Czasy się zmieniają, dlatego dzisiaj łatwiej o wersję wirtualną, właściwie bez konieczności podnoszenia się z łóżka. Ogólnie, jest dużo wygodniej. Ale nadal sumienna praca potrafi się obronić. Dlatego też przykład "Bohatera bliskiego planu", wyciągniętego z akademickich murów, to też lekcja sumienności. Dzisiaj względem mnie, wykładowcy, ale za chwilę, wobec czytelniczek i czytelników, widzów, słuchaczek… Odbiorców tego, co ma być i z pewnością będzie oceniane. Bez różowych okularów i terminu wrześniowego. Bardziej z natychmiastowym wypowiedzeniem, bądź nieco lżej, opinią internetowego grafomana.

Powód do wykręcenia się od tematu, podobnie jak bohater, zawsze się znajdzie. Różowych okularów nie zwykłem nosić, dlatego z wyrozumiałością spoglądałem w stronę jednostkowych tłumaczeń, dlaczego ktoś nie zdąży wysłać pracy zaliczeniowej na czas. Przypominając sobie te poranne wyczekiwania na gazetę. A w niej historie, właśnie te bliższe, osiedlowe i dolnośląskie… I tu ponownie kłania się odpowiedzialność, tym razem nie za studenta, a czytelnika. Mieszanka matczynej przesady z ojcowską dumą, kiedy nazwisko autora tekstu ukaże się na stronie w gazecie. Smaku tej mikstury życzę młodszym koleżankom i kolegom jak najczęściej. Proszę wierzyć na słowo, również to sportowe… Dziennikarski potencjał we Wrocławiu jest co najmniej, zachęcający!

MACIEJ PIASECKI

Speedrower reaktywacja

Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że jeszcze w latach 90. Wrocław był silnym ośrodkiem speedrowerowym.

Lucyna – sportowiec bez barier

Jelenia Góra, 2009. Lucyna postawiła na lekką atletykę.

Na gruzach Wrocławia

Ślęza zajmuje w moim życiorysie ważne miejsce, z kilku co najmniej powodów. Po pierwsze jako przedmiot zawodowych, dziennikarskich doświadczeń, po drugie z racji działalności społecznej przede wszystkim mojego ojca (choć i ja mam w tej materii swój skromny udział), po trzecie sympatii do ludzi z I K.

Nowe szaty Hrabin

Takiego połączenia w Polsce jeszcze nie było! Hrabiny Wrocław, jeden z najbardziej utytułowanych klubów softballu w Polsce, od najbliższego sezonu zagrają w barwach Panthers Wrocław.

Używamy plików cookie na naszej stronie do personalizowania treści i reklam, analizowania ruchu na stronie, zapewniania funkcji mediów społecznościowych oraz udostępniania informacji naszym partnerom o sposobie w jakim korzystasz z naszej strony. Sposób przechowywania cookie możesz zmienić w ustawieniach przeglądarki.

Przeczytaj naszą Politykę prywatności oraz informacje RODO.

Zamknij