Po raz XXX siatkarze powalczą o miano najlepszej reprezentacji na Starym Kontynencie

Maciej Piasecki, poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Od najbliższego czwartku w Polsce oczy większości sportowych kibiców zwrócone będą na siatkarzy. Biało-czerwoni rozpoczynają walkę w LOTTO Eurovolley Poland 2017. Impreza, która ma być organizacyjną powtórką z siatkarskich mistrzostw świata 2014 rusza na dobre, pytanie jednak – jak będzie sportowo? Zdania są podzielone, na szczęście Polaków istnieje jedna płaszczyzna do ostatecznej weryfikacji – boiskowa rywalizacja. 

avatar
To trofeum jest do zdobycia dla najlepszej ekipy Starego Kontynentu podczas polskiego LOTTO EuroVolley 2017, które potrwa od 24 sierpnia do 3 września (fot. cev.lu)

Gospodarzami turnieju ME będziemy po raz drugi w historii. Ta w przypadku czempionatu Starego Kontynentu dla siatkarzy rozpoczęła się w 1948 roku. Jako pierwsi gospodarzami byli Włosi, skład był skromny, liczący zaledwie 6 ekip, choć należy pamiętać, jak trudny był powojenny okres. Po złoto sięgnęli siatkarze Czechosłowacji, srebro dla Francuzów, na najniższym stopniu podium Włosi. Swego czasu ME były rozgrywane systemem co cztery lata, od 1977 roku wprowadzono już cykl dwuletni, który obowiązuje do teraz. Jak zapewne łatwo się domyślić, najwięcej krążków mają na swoim koncie siatkarze ZSRR (14) oraz Italii (13). Polacy w klasyfikacji medalowej ME są na 4. pozycji, z dorobkiem 1 złotego, 5 srebrnych i 2 brązowych medali. Ilościowo bylibyśmy nawet na podium, dystansują nas jednak – jakością (tj. 3 złota) siatkarze nieistniejącej Czechosłowacji. Nasze jedyne złoto zdobyliśmy w całkiem niedalekiej przeszłości, w 2009 roku w Turcji, gdzie w finale ograliśmy Francuzów. Sukces ten przeżył Bartosz Kurek, uczestnik tamtych wydarzeń, który w kadrze grał u boku m.in. Piotra Gruszki. Dzisiejszy asystent trenera Ferdinando De Giorgiego został zresztą wybrany MVP tamtych złotych ME dla Polaków. „Kuraś” zdobył za to jeszcze jeden medal na takiej imprezie, w 2011 roku podczas turnieju w Austrii i Czechach, gdzie zajęliśmy III miejsce. To był nasz ostatni krążek na ME, później – w 2013 roku – wspólnie z Duńczykami, byliśmy jedynie współgospodarzem imprezy tego typu. Choć należy pamiętać, do turnieju startującego w czwartek przystępujemy w roli aktualnego mistrza świata. Tytuł nadal zobowiązuje.

Kaczmarek za Muzaja, brak Śliwki

W drodze z Krakowa tuż po zakończeniu XV Memoriału im. Huberta Jerzego Wagnera w głowie kołatało się wiele myśli. Nie inaczej było z trenerem De Giorgim, który początkowo tuż po krakowskim turnieju miał podać kadrę na ME. Czternastu wybrańców spośród tych wszystkich, którzy ciężko pracowali na cel, jakim jest walka o medale w Europie. De Giorgi, jak sam przyznał, musiał się przespać z myślami. Zapewne to była długa noc, ale dała – ostatecznie wtorkowe – odsłonięcie kart. Na ostatniej prostej z reprezentacji wypadł Maciej Muzaj. Atakujący wywodzący się z Wrocławia, który ma za sobą udany sezon w Jastrzębskim Węglu, przegrał rywalizację z Łukaszem Kaczmarkiem. Nie ma się co czarować, Muzaj był drugim wyborem trenera przed niemal cały okres reprezentacyjny. Kredyt zaufania, jaki otrzymał, nie został jednak do końca spłacony. Przynajmniej na to wskazuje decyzja, dodatkowo dużo dobrego dołożył też atakujący Cuprum Lubin. Solidny występ przeciwko Rosjanom, stabilna gra, to były niektóre argumenty, które zadecydowały. Muzaj miewa bowiem mecze z 80% skutecznością, żeby dzień później grać poniżej 30% w ataku. Kaczmarek wydaje się dawać większą równowagę, a to podczas turnieju – może mieć spore znaczenie. Choć niekwestionowanym numerem 1 w ataku jest Dawid Konarski, na pewno będzie on potrzebował wsparcia solidnego zmiennika. A w Lubinie na pewno zacierają ręce, bo dla Kaczmarka to wyśmienita okazja do tego, żeby stać się rozpoznawalnym przez każdego siatkarskiego kibica w Polsce. Podobnie jak w przypadku okresu przed powołaniami, „Zwierzak” może sporo wygrać – i jeśli tak dalej będzie pracował – wszystko przed nim. A Muzaj ma potencjał na bycie nawet tym pierwszym, pod warunkiem, że złapie odpowiednią stabilizację, która na najwyższym poziomie jest kluczowa. W Lubinie radość, smutek za to w Jaworze, bo na ME nie pojedzie Aleksander Śliwka. Przyjmujący z Jawora, w nowym sezonie siatkarz Asseco Resovii Rzeszów, we wspomnianym meczu z Rosją zagrał równie dobrze co Kaczmarek – ale w tym wypadku sytuacja była inna. De Giorgi musiał wybrać między Śliwką a Arturem Szalpukiem, dwójką młodych i pełnych talentu przyjmujących.

MACIEJ PIASECKI

Więcej w najnowszym numerze "Słowa Sportowego".


źródło: własne


Proste pytanie: 1 + 8 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.