Podsumowanie rundy jesiennej w wykonaniu Śląska Wrocław

Arkadiusz Barski, poniedziałek, 7 stycznia 2019

Pierwsza część sezonu w wykonaniu Śląska była mocno depresyjna. Wrocławianie byli chłopcami do bicia, przegrali połowę wszystkich meczów, zdobyli najmniej punktów biorąc pod uwagę cztery ostatnie sezony i są poważnie zagrożeni spadkiem. Za słabe wyniki posadą zapłacił trener Tadeusz Pawłowski.

avatar
(fot. K. Pączkowska) Śląsk Wrocław i KGHM Zagłębie Lubin, czyli dolnośląskie rozczarowania ekstraklasowej jesieni

WYNIK

Po 22 punkty w 2015 i 2016 roku, 27 „oczek” w 2017 roku, 20 punktów w roku 2018, za każdym razem dolna ósemka – WKS od kilku ładnych jesieni rusza się jak słoń w składzie porcelany. Co z tego, że straty nadrabia wiosną. Liga to maraton, należy umiejętnie rozłożyć siły, by w razie potrzeby zaatakować bądź obronić pozycję. Ostatnie mecze ubiegłego sezonu (zwycięstwa i remisy, więcej tych pierwszych) dawały nadzieję na lepszą przyszłość, tymczasem pary starczyło jedynie na lipiec. Prawdziwe katusze Śląsk przeżywał na własnej murawie. Najwięcej domowych porażek w stawce – 6. Jeśli liczby i statystyki często zamazują obraz gry, to te właśnie dane tego nie robią. Obnażają jedynie słabości i mankamenty. A tych jest niemało.

SEZON

Śląskowi udało się to, czego nie mógł dokonać we wspomnianych trzech sezonach. Wreszcie zgarnął maksimum na inaugurację. Przeciwnik – Cracovia – był zdecydowanie słabszy, oddał dwa razy mniej strzałów, nie konstruował nic ciekawego w ofensywie i nie potrafił zatrzymać szalejącego Jakuba Koseckiego. Kto by przypuszczał, że 5 miesięcy później ta sama Craxa będzie miała nad WKS aż 9 punktów przewagi... Druga ligowa konfrontacja też wypadła przyzwoicie. Remis z zawsze groźną Lechią (wtedy nie było jeszcze wiadomo jak groźną) przyjęto pozytywnie, tym bardziej, że wrocławianie byli partnerem równorzędnym. Ba, mieli przewagę w posiadaniu piłki, celnych uderzeniach i rzutach rożnych. Na kolejną wygraną ekipa – jeszcze wtedy – Tadeusza Pawłowskiego czekała 2 miesiące. Właśnie tyle (plus 2 dni) minęło od wiktorii z „Pasami” do następnej pełnej puli. W tym czasie zmieniło się wiele. Odszedł Kosecki, a po dobrym początku Farshada Ahmadzadeha, pierwszy w polskiej ekstraklasie Irańczyk znacznie obniżył loty. Podobnie zresztą jak cała drużyna. Spadek o 10 (!) pozycji w klasyfikacji nakazał nerwowe spoglądanie w lusterko wsteczne. Co dalej? Prawdziwa jazda po bandzie. Euforię po wysokich, miażdżących wręcz zwycięstwach na trudnych terenach w Białymstoku i Legnicy tonowały domowe porażki z każdym, kto odwiiedził stolicę naszego województwa. Pokazem niemocy było spotkanie z krakowską Wisłą, w którym piłkarze Śląska oddali ponad 20 strzałów (2 w obramowanie bramki), a zeszli z murawy bez ani jednego trafienia, sami tracąc gola w końcówce. Marny punkcik w ostatniej domowej potyczce z Koroną poszedł już na konto tymczasowego kapitana tego tonącego statku, Pawła Barylskiego. Więcej należało spodziewać się po letnich nabytkach, wiodących postaciach swoich klubów w I lidze. Zbawcą defensywy nie został także sprowadzony z Holandii Wojciech Golla.

ARKADIUSZ BARSKI

Więcej w aktualnym wydaniu "Słowa Sportowego".


źródło: brak danych


Proste pytanie: 3 + 3 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.