Podsumowanie sezonu Zagłębia Lubin

Maciej Piasecki, poniedziałek, 12 czerwca 2017

Końcowy wynik i przede wszystkim bardzo dobra gra w poprzednim sezonie, stawiały Zagłębie w gronie drużyn, które mogą mocno namieszać w czołówce kolejnej kampanii. Jeżeli nie walka o tytuł, to na pewno o podium. Górna ósemka to mus – typowano. Boiska mocno zweryfikowały zamiary lubinian i sezon okazał się dużo trudniejszy. Po wzlotach i upadkach udało się przejść do następnej klasy, czerwonego paska na świadectwie jednak nie było.

avatar
Zagłębie Lubin prezentowało chimeryczną dyspozycję w zakończonym sezonie, jakie są realne możliwości tej drużyny? (fot. K. Ziółkowski)

Kalendarzowa sinusoida. Od samodzielnej pozycji lidera po trzech pierwszych, lipcowych kolejkach (komplet punktów, zero straconych goli), przez chmarę sierpniowych remisów (cztery z rzędu), okres słabej postawy u siebie we wrześniu i październiku (bilans: 0 zwycięstw – 2 remisy – 2 porażki) i wyśmienitej na wyjazdach (3-0-0), przez beznadziejną dyspozycję w listopadzie (0-0-3) i dobrą w grudniu (2-1-0). Zimowo-wiosenne miesiące 2017 roku były równie uporządkowane. Na swój zwariowany sposób. Luty przyniósł wygraną na własnym boisku oraz niepowodzenie na obcym terenie, w marcu trzeba było obserwować kolejny rebus. Miedziowi nie dali się pokonać w delegacjach (1-1-0), ale byli niezwykle gościnni przy ul. Marii Skłodowskiej-Curie (0-0-2). Najgorszy w całej kampanii był kwiecień, cztery potyczki dały zaledwie jedno oczko i lubinianie zaliczyli twarde lądowanie w dolnej ósemce. Tam do rozegrania było siedem batalii – sześć w maju i siódmą, kończącą sezon w czerwcu. I co? W maju Zagłębiu nie podskoczył nikt (4-2-0), w ostatnim spotkaniu wszyscy, a więc zespół Arki. Prawda jak to się ładnie układało? Warto też przypomnieć, że Zagłębie przegrywało zawsze po przerwie na mecze reprezentacji. Tak było po wrześniowej konfrontacji biało-czerwonych z Kazachstanem (1:2 z Wisłą Płock), dwumeczach z Danią i Armenią w październiku (1:2 z Lechią), oraz Rumunią i Słowenią w listopadzie (1:2 z Koroną), a także po marcowym starciu z Czarnogórą (0:1 z Lechią). Powołań do Lubina Adam Nawałka wprawdzie nie wysyłał, ale jak widać, czas poświęcony wyłącznie na trening nie przyniósł spodziewanych efektów. W ostatniej próbie udało się natomiast przełamać inną prawidłowość – wygrać dwa mecze w jednym tygodniu. Jak wiadomo, ekstraklasowy terminarz wyznacza rywalizację także na poniedziałki. W ten dzień udało się podopiecznym Piotra Stokowca dwa razy sięgnąć po pełną pulę (na siedem prób), ale tylko raz zwyciężyć kilka dni później – w 35. serii z płocką Wisłą (wcześniej poniedziałkowe 2:0 ze Śląskiem).

Zmęczenie początkiem?

Z jednej strony wahania formy przedstawione powyżej były zbyt duże zbliżyć się do wyniku sprzed roku (brąz), z drugiej zabrakło tylko odrobinę, by móc się wokół czołówki zakręcić. Dokładniej to sekundy. Zagłębie z mistrzowskiej ósemki wyrzucił wyrównujący gol dla Wisły Płock w doliczonym czasie rywalizacji z Arką. Remis sprawił, że w końcowym rozliczeniu nie liczył się bilans starć z mającą tyle samo punktów Koroną (dodatni), a mała tabelka z uwzględnieniem kielczan i ekipy z Płocka. A w tej trójce najwięcej ugrała właśnie Korona. Kampania zasadnicza zakończyła się więc rozczarowaniem i postawiła kilka znaków zapytania. Obyło się jednak bez nerwowych ruchów i zakulisowej groteski. Główny cel nie został zrealizowany, trzeba było więc postawić sobie nowy. Utrzymanie w stosunku do potencjału jakim dysponuje drużyna wydawało się bułką z masłem. Powody do niepokoju dawał jednak regres, jaki Zagłębie notowało w ważnych punktach sezonu. Formalną rundę jesienną (15 meczów) zakończyło na trzecim stopniu podium, przerwę zimową (20 spotkań) na miejscu szóstym, a fazę zasadniczą na pozycji numer 10. Zmęczenie intensywnym początkiem? Musi być coś na rzeczy, skoro podobny los spotkał także innych pucharowiczów – Cracovię i Piasta. Determinacji i sił starczyło na kulminacyjny moment. W fazie dodatkowej szło gładko i po raz pierwszy od premierowych kolejek, do Lubina zawitał optymizm na dłużej niż dwa tygodnie. Mistrzostwo grupy spadkowej – może nie brzmi to dumnie, odzwierciedla jednak chimeryczny sezon, jaki mają za sobą Miedziowi.

Małkowski awaryjnie

Bramkarze. Zagrało aż trzech. Jedynką był Martin Polacek, który w 33 spotkaniach w pełnym wymiarze czasowym skapitulował 36 razy. Zachował 9 czystych kont, tyle samo co Mariusz Pawełek ze Śląska. Więcej (znacznie) mieli jedynie Marian Kelemen (13, Jagiellonia), Arkadiusz Malarz (17, Legia) i Matus Putnocky (18, Lech). Mocną stroną słowackiego gladiatora jest dobra gra na linii, o czym przekonał się między innymi Nemanja Nikolić przy rzucie karnym (swoją drogą, przeciwko Zagłębiu podyktowano w zakończonym sezonie najmniej „jedenastek” spośród wszystkich ekstraklasowych ekip – 3). Słabiej wygląda gra na przedpolu. Jego wyjścia do dośrodkowań to jak wyjścia do kina na horror. Wieje grozą, zasłaniać można oczy, a i tak gęsia skórka gwarantowana. Rundę rewanżową w wyjściowym składzie rozpoczął Konrad Forenc. W przegranych potyczkach z Koroną i Lechem nie wypadł źle, ale też nie okazał się tym, który wpłynie na poprawę wyników Miedziowych. Wystąpił także w zamykającej sezon rywalizacji z Arką, także zakończonej porażką. Jako że w zimie Forenc nabawił się urazu, do klubu awaryjnie ściągnięto Zbigniewa Małkowskiego, któremu skończył się kontrakt w Kielcach. Doświadczony golkiper zawalił mecz z Cracovią i więcej się w miedziowym trykocie nie pojawił.

ARKADIUSZ BARSKI

Więcej w najnowszym numerze "Słowa Sportowego".


źródło: własne


Proste pytanie: 9 + 6 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.
advertisment