Priorytet – budowa składu
Jacek Winnicki po świetnym sezonie i zdobyciu z PGE Turowem Zgorzelec srebrnego medalu mistrzostw Polski był wymieniany w gronie faworytów do objęcia stanowiska trenera reprezentacji Polski. Rzeczywistość była jednak zaskakująca. - Nikt ze mną na temat reprezentacji nie rozmawiał - zdradził trener, który w przyszłym sezonie wciąż będzie pracował w Zgorzelcu.
Po pierwszych treningach, przed startem sezonu spodziewał się Pan, że PGE Turów zajdzie tak wysoko?
JACEK WINNICKI: - Przed sezonem mieliśmy jasno postawione cele. Oficjalnie chcieliśmy znaleźć się w czwórce. Nieoficjalnie mieliśmy jeszcze bardziej ambitne plany. Marzyliśmy dotrzeć jak najwyżej. Z takim nastawieniem ćwiczyliśmy od pierwszego treningu.
W trakcie sezonu, tak jak w życiu, były wzloty i upadki. PGE Turów potrafił wyciągać wnioski i szybko wychodzić z kryzysu.
- Taka jest koszykówka. Trzeba przetrwać trudne momenty i wyciągać wnioski, aby nie powielać błędów w przyszłości. Cały czas staraliśmy się to robić, poprawiać naszą grę i szukać nowych rozwiązań. W momencie gdy było trudno, mobilizowaliśmy się wzajemnie. Zdawaliśmy sobie sprawę, nawet gdy było bardzo trudno, że niewiele brakuje aby ten zespół seryjnie wygrywał. Tak też się stało. Mieliśmy przykładowo bardzo dobrą serię na początku roku kalendarzowego co dało nam bardzo dobrą pozycję przed play-offami.
Można powiedzieć, że gdzie się Pan nie pojawi tam są sukcesy. Srebrnego medalu w swojej karierze jednak Pan nie miał. Jak go Pan traktuje?
- Srebrny medal jest dużym sukcesem. Patrząc na tę drużynę, było w niej niewielu graczy, którzy grali w finale jakichkolwiek rozgrywek. Bartosz Bochno występował w finale PLK. W lidze słowackiej z powodzeniem o złoto grał David Jackson. Słowacka liga jest troszkę słabsza, niż polska. Biorąc pod uwagę to, że zespół nie był do końca doświadczony, jeśli chodzi o grę na tym poziomie rozgrywek, to uważam, że jest to duży sukces. Wiadomo, że pozostaje niedosyt. Była duża szansa by zdobyć mistrzostwo Polski.
PGE Turów ma prawo w przyszłym sezonie wystąpić w europejskich pucharach. Czy skorzysta z tej okazji?
- Na tą chwilę nie ma ostatecznej decyzji, czy PGE Turów będzie grał w pucharach. Wspólnie z klubem rozmawiamy na ten temat, jeśli tak to gdzie i w jakim składzie? Taką decyzję trzeba podjąć bardzo odpowiedzialnie. Nie można tylko i wyłącznie zgłosić się do pucharów i rozegrać mecze. Aby w nich zaistnieć potrzebny jest odpowiedni skład. Musi on być szerszy, a gracze inaczej wykorzystywani. Za grą w Europie idzie wiele dodatkowych czynników, które muszą być spełnione.
Po udanym sezonie kontaktowali się z Panem przedstawiciele innych klubów?
- Miałem w PGE Turowie kontrakt 1+1. We wtorek zakończyłem rozmowy z prezesem Janem Michalskim i dyrektorem sportowym Waldemarem Łuczakiem. Wszystko zostało sfinalizowane pozytywnie i w przyszłym sezonie będę nadal prowadził PGE Turów.
Jak Pan ocenia wybór Alesa Pipana na trenera reprezentacji kraju? Wiele osób to Pana widziało na tym stanowisku.
- Polski Związek Koszykówki ma swoją wizję i podejmuje samodzielnie decyzje. Sztab ludzi w związku doszedł do wniosku, że trenerem powinien być Ales Pipan. Ze mną nikt na temat reprezentacji rozmów nie prowadził. PZKosz wybiera i za swoje decyzje ponosi odpowiedzialność. Mi jako polskiemu trenerowi, któremu bardzo leży na sercu dobro naszej koszykówki, zależy aby trener Pipan osiągnął jak najlepszy rezultat. Reprezentacja jest motorem napędowym basketu w kraju. Buduje pewną koniunkturę. Jeśli lepiej gra kadra, jej wynika determinują całe środowisko do podnoszenia sportowego poziomu. Nie jestem człowiekiem, który ma się obrażać za to, że nie zostałem wybrany na trenera reprezentacji. Ales Pipan jest bardzo dobrym szkoleniowcem i trzeba mu kibicować.
Po wyczerpującym sezonie czas na wakacje. Jak je Pan spędzi?
- Przede wszystkim wrócę do domu do Sopotu. 10 miesięcy byłem poza nim. Być może gdzieś pojadę odreagować. Priorytetem na najbliższe dwa miesiące jest budowa składu na kolejny sezon.
ROZMAWIAŁ
GRZEGORZ BEREZIUK
