Przedostatni egzamin biało-czerwonych przed mistrzostwami świata

Arkadiusz Barski, poniedziałek, 11 czerwca 2018

Remis z drugim garniturem reprezentacji Chile, która – przypomnijmy – nie zakwalifikowała się do MŚ w Rosji, utrata przewagi dwóch bramek, mnóstwo błędów w defensywie – po piątkowym meczu w Poznaniu białoczerwoni zebrali więcej recenzji krytycznych niż pochlebnych. Słusznie czy nie, wszystkie znaki zapytania pojawiające się przy drużynie Adama Nawałki maskuje jedno krótkie „ale”. To przecież cały czas przygotowania do rywalizacji o nieporównywalnie wyższej randze.

avatar
Polacy wypracowali w meczu z Chile dwubramkową przewagę, ale nie potrafili jej obronić (fot. Ł. Haraźny)

– Widać było, że w drugiej połowie brakowało sił, ale wcale mnie to nie dziwi. Ciężko pracowaliśmy na zgrupowaniu w Arłamowie, to jest naturalna kolej rzeczy. Dla mnie najważniejsze jest to, aby optymalne przygotowanie, superkompensacja były na pierwszy mecz z Senegalem, tylko to nas interesuje – mówił Adam Nawałka na pomeczowej konferencji prasowej. Trudno się z nim nie zgodzić, w zasadzie można by już tutaj postawić kropkę, nie rozwodzić się nad przedostatnią mundialową próbą i czekać na tę finalną.

Glik fika

Praca w Arłamowie szła na całego. Przez cały tydzień pobytu piłkarze trenowali dwa razy dziennie, tak by pełnię formy fizycznej osiągnąć nie na 8 czy 12 czerwca, ale 19 i w dniach kolejnych. „Działamy według ustalonego planu” – jak mantrę powtarzali swoje selekcjoner i jego prawa ręka, Bogdan Zając. Żaden plan doskonały nie uwzględnia jednak przypadków losowych, a dwa takie właśnie incydenty zakłóciły zakończone niedawno zgrupowanie. Raz: oberwanie chmury w ubiegłą sobotę, które zmusiło sztab szkoleniowy do przełożenia wewnętrznego sparingu na niedzielę, dwa: sytuacja z poniedziałku, tuż po zgłoszeniu kadry na Mundial do FIFA i zarazem chwilę przed podaniem tej informacji do wiadomości publicznej. Frazy typu „to mogło zdarzyć się podczas każdego treningu albo meczu przed MŚ” należy potraktować przeczącym kiwaniem głową, machnięciem ręką, prychnięciem. Kontuzja barku, jakiej przy... robieniu przewrotki podczas gry w siatkonogę nabawił się Kamil Glik, wyrządziła jemu samemu bolesność – fachowo to określając – obręczy obojczykowo- barkowej, selekcjonera przyprawiła natomiast o porządny ból głowy. Decyzja lekarzy francuskich, którzy mają postawić ostateczną diagnozę wobec Glika zapadnie dzisiaj. W Arłamowie pozostał więc Marcin Kamiński, który w 23-osobowej kadrze zastąpi piłkarza AS Monaco, gdyby ten miał jednak obejrzeć mistrzostwa świata w tv.

Z Poznania
ARKADIUSZ BARSKI


Więcej w aktualnym wydaniu "Słowa Sportowego".


źródło: brak danych


Proste pytanie: 2 + 0 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.