Rewelacyjny rok Łukasza Kubota

Monika Pelc, środa, 15 listopada 2017

Ponad milion dolarów z kortu podniósł już w tym roku Łukasz Kubot, tenisista urodzony w Bolesławcu, a od lat kojarzony z Lubinem. To efekt świetnego sezonu deblowego, gdzie Polak w parze z Brazylijczykiem Marcelo Melo wspięli się na sam szczyt. Aż 6 wygranych turniejów, wśród nich wielkoszlemowy Wimbledon – a wszystko za sprawą ciężkiej pracy.

avatar

Mamy w naszym kraju taką przypadłość, że lubimy zazdrościć. Zwłaszcza tym, którym się powodzi, nie patrząc na to, jak dużo wyrzeczeń potrzeba do osiągnięcia sukcesu. Dlatego też taki, przekorny wstęp do historii o człowieku, który akurat jest najlepszym przykładem – ile daje solidna praca. Poparta umiejętnościami, to fakt, ale bez wątpienia – pokora, litry wylanego potu i słuszne wybory były kluczowe w przypadku Kubota. Mały Łukasz grę w tenisa rozpoczął w wieku 7 lat. Choć wcale nie było powiedziane, że zostanie tenisistą, w końcu ojciec – Janusz – to trener piłkarski, postać dobrze rozpoznawalna na Dolnym Śląsku. Ostatecznie stanęło jednak na tenisie, gdzie mały Kubot mógł trenować odkąd tylko chciał, w przeciwieństwie do futbolu – tu jednak kategorie wiekowe obowiązywały. Zawodowym tenisistą został w roku 2002, mamy zatem okazję do jubileuszu 15 lat na najważniejszych kortach całego świata. Ulubioną nawierzchnią Kubota jest – wbrew ostatnim sukcesom – mączka, korty ziemne. Jak każdemu sportowcowi w tej dyscyplinie, po głowie chodziła mu udana kariera w singlu. Tutaj jednak najwyżej Kubot sklasyfikowany był na 41. miejscu na świecie. Większość kibiców zapewne pamięta rok 2013 i najgłośniejszy sukces singlowy, walka o półfinał Wimbledonu z młodziutkim, zaledwie 22-letnim Jerzym Janowiczem. Wtedy „Jerzyk” ograł Kubota, ale to właśnie ten bardziej doświadczony po 4 latach miał powrócić na londyńskie korty – jako finalista gry podwójnej.

Słuszna rezygnacja

W wieku 33 lat Kubot, dwa lata temu, ostatecznie skończył z występami w singlu. Nie dość, że lepiej szło w grze deblowej, to dodatkowo zdrowie zaczęło szwankować, trzeba było zatem racjonalnie dysponować swoimi siłami. Tenisista podjął wówczas decyzję, która – śmiało można stwierdzić – wpłynęła na dzisiejsze sukcesy. Obijanie się po tzw. challengerach – w zaawansowanym jak na sportowca wieku, w pewnym momencie zaczyna się mijać z celem. Im szybciej dany tenisista zda sobie z tego sprawę, tym lepiej. Kubot miał furtkę w postaci debla, na którego zdecydował się mocno postawić. Rok 2015 był zresztą dobrym czasem również ze względu na pierwsze zetknięcie z Marcelo Melo. Z Brazylijczykiem Kubot zagrał podczas turnieju w Wiedniu. Polsko-brazylijska para wygrała, Melo został wówczas liderem rankingu deblistów. Wtedy był to epizod, Kubot bardziej kojarzony był z duetem z Olivierem Marachem. Razem z Austriakiem Polak doszedł m.in. do półfinału (2009) i ćwierćfinału (2011) wielkoszlemowego Australian Open. Historia zatoczyła koło podczas tegorocznego finału Wimbledonu. Na trawiastych kortach Kubot – już w parze z Melo – stanął naprzeciw Chorwata Mate Pavicia i... właśnie Maracha. To jednak Polak po ostatniej piłce mógł odtańczyć tradycyjnego kankana, charakterystyczną „cieszynkę” po zwycięskich meczach Kubota. Polsko-brazylijski duet wygrał 5:7, 7:5, 7:6 (2), 3:6 i 13:11. Kto pamięta lipcowy thriller, dobrze wie, że lepiej by tego nie wymyślił żaden szanowany reżyser. Łącznie ponad 4 godziny walki, z zamykaniem dachu (przez co trzeba było przerwać mecz) włącznie. Kubot wygrał, tym samym sięgając po swój drugi wielkoszlemowy tytuł. W 2014 roku Polak wygrał bowiem w parze ze Szwedem Robertem Lindstedtem Australian Open.

Medal w Tokio?

Kiedy myśli się o polskim tenisie na przestrzeni lat, z całym szacunkiem do dokonań naszych reprezentantów, nasuwają się dwie postaci – Agnieszka Radwańska i Wojciech Fibak. Nie będzie zatem wielkim zaskoczeniem fakt, że Kubot wdrapując się w 2017 roku na pozycję wicelidera światowego rankingu deblistów, wyrównał rekord pana Wojciecha. Fibak był sklasyfikowany na tym miejscu 5 lutego 1979 roku. Trochę wody w Odrze czy Wiśle od tego czasu zdążyło zatem upłynąć. Dzisiaj Kubot w parze z Melo uchodzą za ekspertów od wielkich wyzwań. Jak żaden inny debel potrafią się skoncentrować w trudnych momentach. Polsko-brazylijski duet wystąpił w tym sezonie w 9 finałach, wygrywając 6 z nich. Ostatni sukces to wygrana w paryskim Masters 1000. Zarówno Melo, jak i Kubot w rankingu deblistów mają aktualnie po 8510 punktów. Liderem jest jednak Brazylijczyk, który w 2017 roku rozegrał 23 turnieje, o jeden mniej, niż Dolnoślązak. W przypadku gry deblowej nie jest bowiem powiedziane, że trzeba być od A do Z przywiązanym do jednego partnera. W większości przypadków obaj panowie występowali razem, Kubot jednak czterokrotnie wybierał innego kompana do wspólnego grania. Na horyzoncie zamknięcie sezonu, prestiżowy turniej ATP Finals, nazywany również nieoficjalnymi mistrzostwami świata. A wszystko ze względu na stawkę, od 12 (ostatnia niedziela) do 19 (najbliższa) listopada w Londynie zagra 8 najlepszych singlistów i 8 deblowych par tego roku. Kubot i Melo zostali rozstawieni z „jedynką”, z dużymi szansami na końcowy sukces. Na koniec mała dygresja. Trenerem Polaka jest Jan Stoces, bazą tenisisty od lat są Czechy. Biorąc pod uwagę długowieczność deblistów, zasadna wydaje się dalsza perspektywa – z igrzyskami w Tokio w 2020 roku i ewentualnymi szansami na medal. Mając takiego eksperta, zwłaszcza w dziedzinie returnu i woleja, aż szkoda byłoby to zmarnować. Do tej imprezy jednak jeszcze daleka droga. Choć znając zacięcie do pracy Kubota, można się spodziewać, że przyniesie jeszcze sporą pociechę polskim fanom. A za kilka lat nie tylko Fibak czy Radwańska (plus Janowicz, choć raczej na siłę) – ale i Kubot – będą wymieniani jako czołowe postaci polskiego tenisa. I jego zasłużonej historii, gdzie mogliśmy się czymś szczególnym pochwalić.

MACIEJ PIASECKI


źródło: SS


Proste pytanie: 0 + 4 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.