Rozmowa z Aleksandrą Krzos, libero Impelu Gwardii Wrocław
Swoją przygodę z siatkówką połączyła ze… słabością do słodyczy. Dzisiaj ma już jednak inne priorytety, będąc mocnym punktem czwartego zespołu PlusLigi Kobiet. Libero Impelu Gwardii opowiada o swoich początkach z piłką siatkową, nawykach przyjmującej oraz atmosferze we wrocławskiej hali Orbita.
Siatkówka dla Aleksandry Krzos jest miłością od pierwszego wejrzenia, czy bardziej uczuciem dojrzewającym przez lata?
ALEKSANDRA KRZOS: - Ciekawe pytanie… Właściwie zaczęło się od czasów podstawówki. Któregoś razu szykowałam się na lekcję wuefu i zobaczyłam pewną ciekawą prawidłowość. Niewiadomo czemu piętnaście dziewczynek biegało za czymś, co mój ówczesny trener rozkładał po całej sali gimnastycznej. Jak się później okazało, były to cukierki. Stwierdziłam, że skoro ma to tak wyglądać, że codziennie trzeba szukać słodyczy, to ja się na to piszę (śmiech). I tak już zostało do dzisiaj.
Czyli idąc droga dedukcji, Rafał Błaszczyk także preferuje cukierki na treningach?
- Niestety, nie (śmiech). Na treningu jedyne co jest, to siatka i piłki. O cukierkach nie ma mowy (śmiech).
