Rozmowa z Andrzejem Hrehorowiczem – prezesem KU AZS UE Wrocław

Arkadiusz Barski, poniedziałek, 21 maja 2018

To był zdecydowanie najlepszy sezon w historii klubu w wykonaniu tenisistek stołowych AZS UE Wrocław. Mistrzostwo Polski indywidualne, wicemistrzostwo Polski drużynowe, medale młodzieżowych mistrzostw Europy to tylko niektóre sukcesy podopiecznych trenera Zdzisława Tolksdorfa. O tym, jak dochodzi się do takich sukcesów, opowiada Andrzej Hrehorowicz – prezes klubu.

avatar
Andrzej Hrehorowicz cieszy się z najlepszego sezonu w historii wrocławskiego klubu (fot. archiwum)

Drużynowe wicemistrzostwo Polski to niewątpliwie wielki sukces wrocławskich tenisistek stołowych. Sukces tym większy, że nasza drużyna była najmłodsza w rozgrywkach. Wyobrażam sobie, że utrzymanie drużyny w ekstraklasie i prowadzenie klubu tenisa stołowego nie jest prostym zadaniem?
ANDRZEJ HREHOROWICZ: – W mojej opinii sport wyczynowy ogólnie nie jest łatwym kawałkiem chleba. Specyfika każdej dyscypliny jest troszeczkę inna, ale problemy wszędzie podobne. Pierwszym z nich są finanse, a drugim jest szkolenie młodzieży. Wszyscy mówią o szkoleniu dzieci i młodzieży, ale mało kto to robi. Dlatego polski sport wygląda, jak wygląda. To troszkę jak podczas wyborów Miss Polonia poprosić kandydatki, żeby powiedziały coś od siebie. Każda z nich powie, że chciałaby pokoju na świecie. I tak samo jest z szkoleniemdzieci i młodzieży. Każdy wie, jak powinno wyglądać, ale nic z tego nie wynika.
Co jest nie tak ze szkoleniem dzieci i młodzieży?
– Mamy coraz mniej zawodników, albo nie stać nas na szkolenie większej liczby osób. Nie ma bazy, podstawy. Polski Związek Tenisa Stołowego powinien o to zadbać. Jeśli popatrzymy na reprezentację Polski, to stanowią ją przede wszystkim naturalizowani Chińczycy. Zespół, z którym przegraliśmy w finale, składał się z pięciu zawodniczek zagranicznych i Kingi Stefańskiej, lat 38. To nie wygląda optymistycznie. Pieniądze w naszej dyscyplinie w Polsce nie idą za zawodnikiem, tylko gdzieś się rozpływają. Wydajemy je na zawodników zagranicznych, a później przychodzi otrzeźwienie, że nie ma komu grać w lidze, bo nie mamy wychowanków.
Rzeczywiście nie wygląda to za dobrze.
– No nie. Konsumpcja jest duża. W polskiej lidze można dobrze zarobić, więc zawodnicy przyjeżdżają, biorą pieniądze i wyjeżdżają, i zostawiają spaloną ziemię. Jeśli popatrzymy na listy klasyfikacyjne w młodszych kategoriach wiekowych, to Siarka Tarnobrzeg – mistrz Polski i uczestnik europejskich rozgrywek nie ma żadnych wychowanków. Jaki to ma sens? Co z tego, że ten klub dojdzie do finałów Ligi Europejskiej, skoro w żaden sposób nie przekłada się to na szkolenie. Tenis stołowy to sport techniczny, nie da się zrobić wyniku w ciągu roku. Na wyszkolenie zawodnika potrzeba kilku lat, więc jak się ma pieniądze, łatwiej jest ściągnąć gracza z zagranicy, tylko, że to wcale nie wpływa na dobrze na rozwój naszej dyscypliny w kraju.

Rozmawiała
ALEKSANDRA SZUMSKA


Więcej w aktualnym wydaniu "Słowa Sportowego".


źródło: brak danych


Proste pytanie: 7 + 10 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.