Rozmowa z atakującym eWinner Gwardii Wrocław, Damianem Wierzbickim

Atakujący eWinner Gwardii Wrocław, Damian Wierzbicki, jest na razie na czele rankingu zdobywców statuetek MVP w TAURON 1. Lidze. O tym, jaką wartość mają dla niego nagrody indywidualne, czemu zamiast basenu wybrał boisko siatkarskie i kto jest jego największym fanem, opowiedział w rozmowie ze „Słowem Sportowym”.

Parę dni temu miałeś urodziny. Czy 28-letni Damian Wierzbicki to doświadczony zawodnik, czy siatkarz, który ciągle się rozkręca i tak naprawdę jeszcze nie widzieliśmy go u szczytu formy?

DAMIAN WIERZBICKI: – Trudno powiedzieć, na pewno nie jest już jakimś juniorem i nie brakuje mu doświadczenia. Mam jednak nadzieję, że to jednocześnie siatkarz, który jest w stanie wykrzesać z siebie jeszcze więcej i przed nim jeszcze sporo grania i przyjemnych momentów na boisku.

Pytam o rozkręcanie się, bo do Wrocławia trafiłeś jako najlepiej punktujący zawodnik 1. ligi. Za nami miesiąc tegorocznych rozgrywek, a ty już zgarnąłeś 4 z 5 statuetek MVP. Cel na ten sezon to pierwsze miejsce w zestawieniu zdobywców tego wyróżnienia?

– Jeden ranking już wygrałem, więc pora na jakiś inny! To tak oczywiście półżartem, bo priorytetowe nadal pozostaje dla mnie wygrywanie meczów z drużyną. Chociaż teraz te nagrody nie mają jakiegoś wielkiego znaczenia, to kiedyś, po zakończeniu mojej przygody z siatkówką, pewnie miło będzie je obejrzeć i powspominać fajne czasy.

A czy kiedy dopiero zaczynałeś tę przygodę, takich indywidualnych nagród też było sporo?

– Nie, takie wyróżnienia zawsze przychodzą po czasie. Każdy młody siatkarz musi swoje odczekać, bo na samym początku zawsze ktoś będzie od niego starszy, lepszy i bardziej doświadczony. Sam zresztą zacząłem grać w siatkówkę na poważnie dość późno. Może dlatego ciągle jestem nią zauroczony tak, jak na samym początku?

To który rok spędzasz obecnie na boisku?

– Co najmniej dziesiąty, może jedenasty. Kiedy byłem w szkole podstawowej, w moim mieście nie było tak naprawdę szansy, żeby zainteresować się siatkówką. W rodzinie nikt nie uprawiał sportu na wyższym poziomie niż amatorski, ale ja zawsze lubiłem aktywność fizyczną. Byłem takim typowym dzieciakiem z blokowiska, który przy trzepaku grał chyba we wszystko, w co tylko się dało – nie miało znaczenia, czy piłka była do kopania, czy do gry w koszykówkę. Regularnie, bo aż przez 7 lat, pływałem.

Więc jak to się stało, że z basenu przerzuciłeś się na boisko siatkarskie?

– Pływanie uważam za jeden z najcięższych, najbardziej wykańczających sportów. Byłem bardzo młody i treningi o 5 rano, po których była oczywiście szkoła, a potem kolejne treningi, zaczęły mnie psychicznie przytłaczać. W pewnym momencie miałem już dość widoku wody i basenu. Chociaż nie wiem, czy w takim młodym wieku, w jakim wtedy byłem, może przyjść wypalenie, ja coś takiego odczuwałem. Pływanie to też oczywiście sport indywidualny, a ja jestem duszą towarzystwa – lubię gadać z ludźmi, a w basenie raczej o to trudno. Zacząłem chodzić na treningi siatkówki w większej grupie, z kolegami. To był zupełnie inny sport, w którym się zakochałem i pływanie przestało dla mnie istnieć.

W przenośni ta umiejętność pływania chyba Ci się jednak przydała – w nowej dyscyplinie dość szybko zostałeś wrzucony na głęboką wodę…

– Zgadza się, w 2010 roku w Augustowie pojawiła się siatkarska trzecia liga i właśnie wtedy, jako licealista, wkroczyłem w poważniejszą siatkówkę.

Potem grałeś w kolejnych klubach i na wyższym szczeblu rozgrywek. W pewnym momencie było nawet tak, że w żadnej drużynie nie zostawałeś dłużej niż sezon. Szukałeś dla siebie najlepszego miejsca czy po prostu – wciąż nowych wyzwań?

– Kiedyś 1. liga była wręcz półamatorska, sytuacja finansowa wielu klubów na tym poziomie nie była stabilna, przez co niektóre drużyny po prostu rozwiązywano. Przynajmniej jednak wzbogaciło się na tym moje CV. Nie przenosiłem się więc z miejsca na miejsce, bo brakowało mi wrażeń – tych było aż nadto w niektórych zespołach. Dopiero od dwóch czy trzech lat zaplecze PlusLigi się profesjonalizuje i w tej finansowej kwestii jest trochę spokojniej.

À propos spokoju – zachowujesz go na boisku czy jesteś raczej tym typem zawodnika, który pobudza resztę drużyny?

– Staram się zawsze pozytywnie nakręcać zespół, czasem rzucić jakimś żartem, żeby rozluźnić atmosferę. Taki luz i dystans naprawdę sprawiają, że gra się łatwiej. Chłopakom też to chyba pomaga, śmieją się, że ze mnie taki pozytywny wariat.

Ale sprowokować rywala też potrafisz.

– Wydaje mi się, że łatka prowokatora zaczyna mi być przypisywana, ale mam nadzieję, że nikt nie ocenia takich zachowań na boisku negatywnie. Nasz ostatni mecz przed wrocławskimi kibicami, z Avią Świdnik, był tak naprawdę pierwszym w tym sezonie, w którym rywal postawił nam trochę trudniejsze warunki. Wreszcie można było rozpocząć gierkę psychologiczną, trochę sprowokować i rozzłościć rywali – aż chciało się w tym spotkaniu grać! Wszyscy wiemy jednak, że to jest tylko mecz, któremu towarzyszą emocje. Prywatnie wszyscy się znamy i nikt się na siebie nie obraża, bo w końcu każdy z nas wie, jak to działa. Poza meczem spokojny ze mnie chłopak.

Po tym, jak wracasz do domu, oglądasz jeszcze jakiś sport czy potrzebujesz się od niego trochę zdystansować?

– Nie, sport mnie w ogóle nie męczy i nie muszę od niego odpoczywać. Uwielbiam tenis i mógłbym go oglądać dniami i nocami. Śledziłem oczywiście niedawny Rolland Garros, a wcześniej US Open. Moim ulubieńcem jest Roger Federer, ale chętnie oglądam też grę Novaka Djokovica. Jest to ostatnio zawodnik kontrowersyjny, ale ja cenię go jako sportowca i szanuję jako tenisistę. Mimo wszystkich jego wybryków i odpałów, uwielbiam patrzeć na jego mecze.

Z kolei na Twoje mecze uwielbia patrzeć Twój dziadek. Po błyskawicznym zwycięstwie nad BAS Białystok pozdrowiłeś go przed kamerą – rozumiem, że to on jest Twoim największym fanem?

– To prawda, dziadek jest moim fanem numer jeden, choć oczywiście wspiera i kibicuje mi cała rodzina. Jak wspominałem na początku, moi bliscy nie byli związani ze sportem jakoś mocno, ale zmieniło się to, kiedy zacząłem grać na poważnie. Jednak to właśnie dziadek ogląda wszystkie mecze, zbiera wycinki z gazet, w których cokolwiek się o mnie pojawia. Cały czas jest na bieżąco ze wszystkimi informacjami, śledzi je jak może i po sto razy dziennie wchodzi na wszystkie strony, które wiążą się z siatkówką.

Na nich ostatnio słychać niemal wyłącznie pozytywne głosy na temat Gwardii Wrocław. Są takie, które sugerują, że z Waszym składem będziecie walczyć o awans do PlusLigi. Rozmawiacie w drużynie o takiej możliwości?

– Uważam, że mój obecny klub ma niewątpliwie dobre perspektywy i PlusLiga we Wrocławiu to kwestia czasu. Nie chcę tu go określać i wskazać, że ekstraklasa wróci tu za rok czy dwa, ale uważam, że takie duże miasto będzie ją miało. Ten sezon jest jednak na tyle nieprzewidywalny, że nie chcę nikomu niczego zapewniać. Wolę ludzi zaskakiwać niż obiecać coś i nie dotrzymać słowa.

Więc co jest teraz priorytetem dla eWinner Gwardii Wrocław?

– Chcemy grać, a na razie naszym celem jest dokończenie rundy zasadniczej. Nikt nie chce, żeby powtórzyła się sytuacja z zeszłego sezonu, kiedy nie dograliśmy ligi do końca. Terminarz, który był ułożony wcześniej, teraz możemy wyrzucić do kosza, bo nic nie jest pewne. Gramy kiedy można i z kim można, więc sytuacja jest dynamiczna. Obecnie więc samo bycie w grze jest dla nas najważniejsze.

ROZMAWIAŁA

ANNA GŁOMBEK

„Licznik zaczyna bić od nowa”

W zeszłym tygodniu siatkarki #VolleyWrocław, grające w najwyższej klasie rozgrywkowej, miały podejmować ŁKS Commercecon Łódź. Tuż przed meczem okazało się jednak, że Łódzkie Wiewióry są kolejnym zespołem dotkniętym przez koronawirusa.

Gwardziści liderami

EWinner Gwardia Wrocław ciągle niepokonana! W kolejnych dwóch spotkaniach siatkarze z Dolnego Śląska triumfowali, dopisując do ligowej tabeli komplet punktów.

Gwardziści nadal niepokonani

Po tygodniowej przerwie siatkarze eWinner Gwardii Wrocław udanie powrócili do pierwszoligowych zmagań. Zespół Krzysztofa Janczaka bez straty seta pokonał na wyjeździe BAS Białystok (25:22, 25:15, 25:21) i po 4.

Zwycięstwo mają w nazwie!

Siatkarze eWinner Gwardii Wrocław udanie rozpoczęli tegoroczne rozgrywki TAURON 1. Ligi.

Używamy plików cookie na naszej stronie do personalizowania treści i reklam, analizowania ruchu na stronie, zapewniania funkcji mediów społecznościowych oraz udostępniania informacji naszym partnerom o sposobie w jakim korzystasz z naszej strony. Sposób przechowywania cookie możesz zmienić w ustawieniach przeglądarki.

Przeczytaj naszą Politykę prywatności oraz informacje RODO.

Zamknij