Rozmowa z Bartoszem Huzarskim – kolarzem ekipy NetApp-Endura, uczestnikiem Tour de France

, poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Jest jednym z pięciu polskich kolarzy, którzy w tym roku stanęli na starcie Tour de France. Bartek Huzarski opowiada o trudach wyścigu, wahającej się wadze, jedzeniu podczas touru i o słynnym zdjęciu swoich nóg.

avatar
Bartek Huzarski po powrocie z wyścigu najbardziej lubi spędzać czas ze swoją rodziną

 

Jakie to uczucie wjeżdżać po trzech tygodniach wyścigu Tour de France na Pola Elizejskie?
BARTOSZ HUZARSKI: –
To było najwspanialsze uczucie w mojej karierze. Kiedy zobaczyłem baner z napisem ostatni kilometr, a później Łuk Triumfalny, miałem gęsią skórkę wszędzie! Udało mi się dojechać do mety! To wielkie szczęście.
Tour de France – jeden z najcięższych i najważniejszych wyścigów na świecie i taki, o którym marzą wszyscy kolarze. Wyobrażam sobie, jak przed startem musiałeś się stresować.
– Było spokojnie do momentu pierwszej odprawy. Nie wiedziałem do końca, czego można się spodziewać. Słyszałem opowieści, jak jest ciężko, szybko, nerwowo i jak dużo jest kraks zwłaszcza w tych pierwszych dniach, ale to trzeba przeżyć. Już po wszystkim stwierdzam, że pod względem psychiki to był dla mnie najtrudniejszy wyścig. Każdy etap był ważny. Codziennie trzeba było pilnować, asekurować, dbać o swojego lidera. Dodatkowo była nie najlepsza pogoda, bo przez połowę etapów wiało i padało. A nawet jak dopisała pogoda, a etap był płaski, to na ostatnich 10 km było 10 rond i wszystkie ekipy na 30, 40 km przed pierwszym już zajmowały miejsca, żeby jak najlepiej wprowadzić swojego lidera.
A fizycznie?
– Moim zdaniem było dużo lżej przez nieobecność Frooma i Contadora. Tak że fizycznie bardzo zmęczony nie jestem, gorzej z psychiką.
Dużo kilogramów traci się podczas takiego 21-dniowego wyścigu?
– Nie, ja ważę nawet więcej o kilogram. Waga się cały czas nieco wahała. Ważyłem się codziennie przed śniadaniem i po etapie. Były takie dni, że traciłem 2 kg, a bywało tak, że przybywało mi ok. 0,5 kg. Czasem jest tak, że jak pada deszcz, to organizm zasysa wodę. Oczywiście trzeba to wszystko kontrolować i dbać przede wszytkim o to, żeby się nie odwodnić, ale też o to, żeby nie przytyć. Bo każdy kolejny kilogram później trzeba wwozić pod te góry.
A co jedliście przez te trzy tygodnie?
– Zacznijmy od śniadania. Przede wszystkim jajka, które zwierają dużo protein, oprócz tego płatki, mleko, ale nie krowie, tylko kozie, migdałowe albo ryżowe. Później podczas wyścigu jemy na samym początku takie minikanapeczki z serem i szynką, oczywiście z ciemnego pieczywa, później bułeczki z miodem albo dżemem, kucharz też przygotowuje nam takie ryżowe chlebki, a na koniec już batony energetyczne i w ostatniej fazie wyścigu już sam cukier, czyli żele. Po wyścigu w pierwszej godzinie przede wszystkim napoje proteinowe, ryż i sałatki owocowe. Ale w tym czasie nie należy przesadzać z jedzeniem, bo nie można za bardzo przeciążać wątroby, żeby spokojnie mogła oczyszczać krew. Podobnie wygląda sytuacja po masażu. Kolacja to węglowodany: ryż, kasze, makarony i mięso, a do tego jakieś sałatki. Generalnie chodzi o to, żeby w żywności było jak najmniej tłuszczu i chemii, a jak najwięcej składników odżywczych, których potrzebujemy do regeneracji.
Wróćmy jeszcze do samego wyścigu we Francji. To z pewnością był historyczny tour, bo startowało w nim pięciu Polaków, no i startowało z sukcesami. Jak wyglądały relację między Wami – Polakami podczas wyścigu?

– Wspieraliśmy się jak mogliśmy. Prawie codziennie ze sobą rozmawialiśmy przed startem, po starcie. Bywało też tak, że jak etap był w miarę spokojny, to nawet jechaliśmy razem w piątkę. To nie jest tak, że jesteśmy wrogami i walczyliśmy o tytuł najlepszego Polaka. Każdy z nas ma swoją drużynę, w której wypełnia określone zadania. Kiedy ja uciekałem, a np. Maciek Bodnar mnie gonił, to nie poszedłem po etapie i go za to nie skrzyczałem (śmiech).
W związku z sukcesami Rafała Majka wzrosło zainteresowanie polskich mediów kolarstwem, ale i zagranicznych polskimi kolarzami. Odczułeś to na sobie?
– Faktycznie robi się coraz głośniej o polskim kolarstwie, ale myślę, że w tym ostatnim czasie najbardziej odczuł to Rafał Majka. Każdy, kto chociaż trochę zna się na kolarstwie, na pewno bardzo docenia jego wielki sukces. Specjaliści doceniają polskich kolarzy, znają ich wartość. Przykre jest to, że w Polsce kolarstwo odbierane jest różnie. Ludzie w naszym kraju niestety nie znają się na tym sporcie, czego najlepszym przykładem jest niedawny artykuł pana Zarzecznego. To był żenujący tekst człowieka, który nie ma pojęcia o dyscyplinie i nie powinien zabierać głosu. Rafał Majka powinien być bohaterem narodowym w naszym kraju, tak jak Peter Sagan na Słowacji. Obaj zdobyli koszulki, co jest wielkim sukcesem, mimo że nie jechali po to, żeby zająć jak najwyższe miejsce w klasyfikacji generalnej.
Nie mogę nie spytać o słynne zdjęcie Twoich nóg po jednym z etapów TdF…
– Co mogę powiedzieć. Chora i dziwna sprawa. 50 proc. kolarzy w peletonie ma lepsze nogi niż ja, a o moich było tak głośno. Gdybym wiedział, że zdjęcie, które wrzuciłem na Facebooka, obiegnie cały świat i wywoła tyle zamieszania, nigdy bym tego nie zrobił. Do biura prasowego mojej ekipy dzwoniono nawet z jakiejś amerykańskiej telewizji z prośbą o moją wypowiedź, ale odmówiliśmy, bo chcieliśmy, żeby sprawa przycichła.


źródło: brak danych


Proste pytanie: 1 + 5 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.
advertisment