Rozmowa z Bettiną Rozuki Korkis, rekordzistką świata w martwym ciągu

, poniedziałek, 1 września 2014

Niewiele osób uwierzyłoby, że ważąca zaledwie 51 kg drobna kobieta może podnieść ponad 107 kg. Bettina Rozuki Korkis z takimi ciężarami radzi sobie bez problemu. Wrocławianka o południowych korzeniach ze sportem związana jest całe życie. Zaczynała od tańca, a obecnie uprawia trójbój siłowy, w którym za kilka tygodni wystartuje na mistrzostwach świata.

avatar

Trudno jest kobiecie w jakby nie patrzeć męskim świecie sportów siłowych?

BETTINA ROZUKI KOKRKIS: – Nie. Powiem szczerze, że siłownia to mój drugi dom, a ludzie, którzy się tu pojawiają, są jak moja rodzina, jak moi najlepsi przyjaciele.

No dobrze, ale nie powiesz mi, że nie spotykasz się czasem z jakimiś komentarzami mężczyzn, którzy pewnie często są zazdrośni o Twoje wyczyny?

– Zdarza się. Większość ludzi, którzy mnie znają bardzo mi kibicuje, trzyma kciuki, śledzi, w jakich zawodach startuję, ale nie ma co ukrywać, że z szowinistycznymi komentarzami też się spotykałam. Niektórzy mężczyźni są przekonani, że sporty siłowe, siłownia są tylko dla nich. Zmieniają zdanie, kiedy stają ze mną na pomoście i zaczynamy razem ćwiczyć.

Jak wygląda Twoje życie po treningu, poza siłownią? Szpilki i sukienki, czy raczej sportowy styl?

– Uwielbiam szpilki. Wysokie, cienkie, po prostu kocham chodzić w takich butach. Do tego zwiewna sukienka, najlepiej na ramiączkach. Choć z tymi ramiączkami to różnie bywa. W wyniku uprawiania sportów siłowych jestem bardzo umięśniona. Ktoś, kto wywodzi się ze sportu, będzie zachwycony, ale komuś, kto niekoniecznie się na tym zna, może się to nie podobać.

Na treningu i zawodach też nie zatracasz kobiecości. Make-up, biżuteria są zawsze?

– Oczywiście. Zawsze muszę mieć wymalowane oko, założone kolczyki, czy pierścionek z onyksem, który jest jednocześnie moim talizmanem, uwielbiam też trenować z rozpuszczonym włosami. Często prowadzę taneczne zajęcie fitness, gdzie trzeba wykazać się gracją, elegancją, a gdybym wyglądała męsko, byłabym po prostu śmieszna.

Dobrze, zacznijmy od początku. Skąd pomysł na trójbój siłowy?

– Całe życie związana jestem ze sportem. Na początku był taniec, jeszcze w szkole podstawowej. Przez osiem lat jeździłam z zespołem po całej Polsce. Później był taniec towarzyski, lekka atletyka, no i siłownia od 6 klasy szkoły podstawowej.

Taniec towarzyski i wieloboje siłowe czy trójbój siłowy, dość rozbieżne dyscypliny…

– W pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że z moim raczej niewielkim wzrostem kariery w tańcu nie zrobię, a ciężary były moją pasją chyba od zawsze. Pierwszy raz na siłownię poszłam, kiedy miałam 10 lat. Bardzo zaimponował mi wtedy człowiek głuchoniemy, który prowadził zajęcia przy ośrodku wczasowym, w którym byłam na wakacjach. Tam po raz pierwszy dotknęłam jakiejś małej, żeliwnej rzeczy i stwierdziłam, że fajnie się jest tym pobawić zamiast np. lalek. Spodobało mi się. Poza tym pomyślałam sobie, że skoro jestem kobietą, która trenuje taniec, to chciałabym znaleźć też taki „drugi biegun”. Jestem kobietą, mogę być delikatna, wiotka, ale z drugiej strony po prostu lubię wyzwania, nawet takie, które początkowo wydają się nie do zrealizowania.

Czyli można powiedzieć, że to „miłość od pierwszego wejrzenia”?

– Chyba tak. Zawsze byłam osobą bardzo energiczną, pełną życia. Ciężary stały się dla mnie czymś, gdzie znajduję ujście dla swojego stresu, frustracji po jakiś niepowodzeniach. Dodają mi siły i wielkiej energii.

Co Twoja rodzina na to wszystko?

– Na początku przymykali oczy. Myśleli, że to będzie chwilowa fascynacja, trochę sukcesów i koniec. Chyba liczyli, że mi przejdzie. Kiedy zaczęłam już dochodzić do poziomu mistrzostwa świata czy Europy, wszyscy wokoło zawsze starali i starają mi się pomóc.

Kiedy pojawiły się poważne sukcesy?

– W 2003 roku po raz pierwszy wystartowałam w „Biegu siłacza”. Jak nazwa wskazuje, to były zawody w wielobojach siłowych połączone z biegiem. Czyli szybkość z siłą, to co lubię najbardziej. Nie dość, że sam start sprawił mi dużą przyjemność, to jeszcze zajęłam 2. miejsce. Wieloboje powtarzały się co miesiąc, więc zaczęłam w nich startować cyklicznie. Szło mi całkiem nieźle, więc zaczęłam wybierać zawody bardziej prestiżowe. Po wielobojach przyszła kolej na wielokrotne wyciskanie sztangi. W tej konkurencji akademickie mistrzostwa Polski wygrywałam 6-krotnie. Stwierdziłam, że chciałabym pójść dalej, ale akurat wielokrotne wyciskanie sztangi nie jest zbyt popularne na świecie, więc przekwalifikowałam się na wyciskanie klasyczne, a później na trójbój siłowy.

I?

– Przyszły upragnione sukcesy na arenie międzynarodowej. Na Ukrainie wywalczyłam podwójne mistrzostw Europy zarówno w trójboju, jak i w martwym ciągu. Sukces powtórzyłam też w Czechach, gdzie pobiłam rekord świata w martwym ciągu. To była dla mnie impuls do tego, żeby zdecydować się na wyjazd w tym roku na mistrzostwa świata do Argentyny.

Jakie są Twoje rekordy życiowe?

– Jeżeli chodzi o martwy ciąg, czyli też rekord świata, to jest to 107,5 kg przy wadze 51 kg. Wyciskanie sztangi – 62,5 kg. Jeżeli chodzi o przysiad, to wolę się nie chwalić. Nad tym jeszcze pracuje (śmiech).

Rozumiem, że martwy ciąg to ulubiona konkurencja?

– Oczywiście. Ten rekord wynika chyba z tego, że wszyscy mówili mi, że nie mogę tego wykonywać ze względu na problemy z kręgosłupem. Chciałam wszystkim udowodnić, że można pokonywać bariery i osiągać coś nawet wtedy, kiedy wszyscy mówią, że to niemożliwe.

Ile czasu trzeba spędzać na siłowni, żeby dojść do takich wyników? To już Twoja praca, czy wciąż jeszcze pasja?

– Mam to szczęście, że pasja stała się moją pracą. Oprócz tego, że sama trenuję, jestem także trenerem personalnym, instruktorką fitness, prowadzę zajęcia zarówno z paniami, jak i panami, robię różne formy crossfitowe. Tak więc siłownia i wszelka aktywność fizyczna to moje powietrze, moje życie.

Za chwilę mistrzostwa świata. Musisz się jakoś odpowiednio odżywać?

– Szczerze mówiąc, przy takim treningu jak teraz mogę pożerać wszystko, nawet o trzeciej w nocy. Czasem jestem jak odkurzacz (śmiech). Mam zdecydowanie przyspieszoną przemianę materii, do tego dochodzi stres, adrenalina. Nie ma szans, żeby przytyć.

Dietę już znamy, a trening przed tak ważnymi zawodami?

– Ćwiczę dwa razy dziennie. Oczywiście staram się jak najbardziej urozmaicać trening, bo nie może być tak, żeby wszystkie jednostki treningowe były do siebie podobne. W wielkim skrócie chodzi teraz o to, żeby jak najbardziej szokować mięśnie, żeby uzyskać jak najlepszy wynik.

Kiedy trzeba trzymać za Ciebie kciuki?

– Mistrzostwa rozpoczynają się 28 września i potrwają do 4 października. Już nie mogę się doczekać.

Muszę spytać jeszcze o jedno. Bettina Rozuki Korkis, nie da się ukryć, że to nie jest polskie imię i nazwisko?

– No nie. Mam po prostu południowe korzenie.

Rozmawiała ALEKSANDRA SZUMSKA


źródło: brak danych


Proste pytanie: 4 + 6 =


Komentarze:
  • Alyce Pinckney:
    28 dni temu

    http://hire-labas.pl
    info@hire-labas.pl

E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
advertisment
Najbliższe wydarzenia
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.
advertisment