Rozmowa z legendą wrocławskiej koszykówki Maciejem Zielińskim

Monika Pelc, poniedziałek, 15 stycznia 2018

Niegdyś młodzi chłopcy marzyli, by grać jak on. Legenda, ikona WKS-u Śląska Wrocław, postać zasłużona, barwna, skromna, pozytywna – Maciej Zieliński. Rozmowa o kibicowaniu, roli social mediów, odbudowywaniu ligowego basketu w kraju, przeplatana anegdotami ze złotych czasów polskiej koszykówki.

avatar

Od sezonu 1997/98, kiedy zdobywał Pan swoje czwarte mistrzostwo Polski ze Śląskiem Wrocław, minęło prawie 20 lat, jak od tego czasu zmieniła się kultura kibicowania?
MACIEJ ZIELIŃSKI: – To była radosna kultura kibicowska, co prawda głównie piłkarska, ale w koszykówce też się zdarzało. Kibice piłkarscy jeździli z nami na mecze lub na nie przychodzili i to była trochę „wolna amerykanka” – co się dało, to się działo na meczach. To nie było złe, wręcz przeciwnie – bardzo mi się to podobało. Z biegiem czasu zostało to troszkę uporządkowane, przepisy są restrykcyjne, kluby dostają kary itd. Z tego co pamiętam, kiedyś to tak nie funkcjonowało. To był doping bardzo żywiołowy, ale różne inne ciekawe rzeczy też się działy.
Na przykład?
– Parę razy mieliśmy wybite szyby w autokarach, więc zdarzało nam się ganiać tych kibiców, byliśmy taką grupą pościgową. Kiedyś graliśmy na arenie w Poznaniu, kibice się bili, to działo się także na parkiecie, bo ganiali po sektorach. Trener Koniecki mówił nam, żebyśmy się tym nie przejmowali i dalej rozgrzewali, co nie było łatwe, bo trzeba było mieć oczy dookoła głowy, ale było ciekawe.
A nie było sytuacji, kiedy Pan jako kapitan musiał uspokajać wrocławskich kibiców?
– Parę razy na wyjazdach. Kiedyś do Opawy przyjechali nasi kibice i wtedy zaprzyjaźnieni Wisły Kraków, skserowali sobie bilety, wiadomo, przedsiębiorczość kwitła, więc weszła cała ekipa. Czesi prosili, aby uspokoić, jakoś się udało, graliśmy do końca. Dla nas to było sympatyczne, szokiem było tylko dla tych biednych Czechów.
W takim razie, czy dzisiejszy kibic jest bardziej wymagający?
– Teraz różne dyscypliny są bardziej dostępne. Mamy internet i urządzenia mobilne, więc kibic nie musi wychodzić z domu. W gestii klubu leży zachęcenie, by przyszedł i kibicował. Z jednej jest bardziej wymagający, ale z drugiej powinno się więcej wymagać od klubów w promocji meczów. Teraz są chociażby prężnie rozwijający się futbol amerykański, baseball, softball, lacrosse i trzeba walczyć o przetrwanie.
Skoro mowa o walce. Oboje jesteśmy blisko I ligi, jak rozwiązujecie to w Lesznie? Macie ogromny potencjał.
– Akcje promocyjne, odwiedzamy szkoły, przedszkola. Wszystko trzeba nagłaśniać, by jak najwięcej osób słyszało, kiedy jest mecz. Leszno jest innym miastem niż Wrocław, koszykówka tam ma długie tradycje, ale teraz się to odbudowuje. Na topowe mecze hala Trapez jest zapełniona, ale też jest sporo widzów na meczach z teoretycznie słabszymi drużynami. Powoli moda na koszykówkę się buduje.
To drugi sezon Polonii bez przerwy w I lidze. Jakie są cele, co na ten temat mówi trener Grudniewski?
– Jesteśmy sportowcami, zawsze walczymy o najwyższe cele. Awans do ekstraklasy, załóżmy, to przeskok na wysoki stopień, zarówno od strony budżetu, jak i zawodników, natomiast nie można popełnić takiego błędu jak Legia – awans i wynik 0-16 (rozmawiamy 11.01 – dop.) to katastrofa – ale jeśli się uda, trzeba będzie to organizować.

Rozmawiała

WERONIKA MAREK

 

Więcej w najnowszym numerze "Słowa Sportowego".


źródło: SS nr 2


Proste pytanie: 3 + 10 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.