Rozmowa z Mariuszem Mazurem, trenerem reprezentacji Polski kobiet w kolarstwie szosowym

– Wewnętrznie podjąłem już decyzję, że nie podejmę się dalszego prowadzenia kadry narodowej. Kolejny sezon będzie już wymagał ode mnie większego zaangażowania w klubie, by nie dopuścić do zahamowania rozwoju naszych seniorek, których właśnie się dochowaliśmy – mówi trener reprezentacji Polski kobiet w kolarstwie szosowym oraz LKS Atom Boxmet Dzierżoniów, Mariusz Mazur.

Za Panem pierwszy sezon pracy z kobiecą reprezentacją. Może Pan być z siebie zadowolony?

MARIUSZ MAZUR: – Sporo się działo. Przede wszystkim jestem zadowolony, jeśli chodzi o wyniki, jakie osiągnęły nasze reprezentantki. Chociaż jest tu i mały niedosyt. Mam tu przede wszystkim na myśli osiągnięcia Katarzyny Niewiadomej, która na mistrzostwach świata mogła powalczyć o miejsce w pierwszej dziesiątce, a może nawet o medal. Niestety, zaliczyła upadek i nie dojechała do mety. Natomiast na mistrzostwach Europy była piąta, a mogła zdobyć nawet złoto, gdyby tylko posłuchała moich zaleceń. Mogę jej jednak to wszystko wybaczyć. To młoda dziewczyna, gorąca krew, która musi jeszcze nad sobą trochę popracować.

Przeciwieństwem Niewiadomej w kadrze na ostatnie mistrzostwa świata była Maja Włoszczowska, zawodniczka bardzo doświadczona i utytułowana. Jednak ostatnio zupełnie nie kojarzona z kolarstwem szosowym. Skąd pomysł, by powołać ją na tę imprezę?

– Wiedziałem, że trasa na tych mistrzostwach jest wręcz stworzona na tej zawodniczki. Dochodziły mnie też słuchy, że Maja być może zgłosi chęć startu na tej imprezie, chociaż doskonale zdawałem sobie sprawę, że w tym roku priorytetem były dla niej mistrzostwa świata w MTB. Kiedy przyszedł dzień, w którym miałem zgłosić szeroki, dwunastoosobowy skład na mistrzostwa, postanowiłem, że wpiszę Włoszczowską na listę. Zupełnie z nią tego nie konsultowałem, ale gdybym jej w tym momencie nie wpisał, to później nie byłoby już możliwości powołania. Wieczorem zadzwonił do mnie prezes związku i poinformował, że tego samego dnia Maja zgłosiła swój akces do kadry. To był nieprawdopodobny zbieg okoliczności (śmiech). A skąd w ogóle taki pomysł? Dla mnie Maja Włoszczowska nie podlega żadnym kwalifikacjom, to ambasador polskiego kolarstwa, zawodniczka światowego formatu, medalistka największych światowych imprez. Nawet gdy nie jest przygotowana do zawodów na sto procent jest duże prawdopodobieństwo, że zamelduje się w czołówce. I nie pomyliłem się. Jej 18 miejsce to doskonały wynik, a mogło być jeszcze lepiej. Do końca była w pierwszej grupie, chociaż na początku miała duże problemy. Łapały ją skurcze, kiedy udzielaliśmy jej pomocy poszły pierwsze ataki najgroźniejszych zawodniczek. Maja nie była wówczas w stanie zareagować, więc tym bardziej chylę przed nią czoło. Potwierdziła wielką klasę.

Widzi Pan Włoszczowską na kolejnych wielkich imprezach szosowych?

– Jak już mówiłem, dla mnie, Maja nie podlega żadnym kwalifikacjom. Wiem, że Maja rozważa opcję kilku startów na szosie w przyszłym sezonie. Mistrzostwa świata odbędą się w Hiszpanii i na pewno będzie to bardzo trudny teren. Dodatkowym argumentem przemawiającym za jej startem na tych zawodach będzie termin mistrzostw świata w MTB, które w przyszłym roku będą później niż w tym roku, a bliżej terminu mistrzostw szosowych. To może być dla Włoszczowskiej bardzo korzystne i nie będzie wymagało aż takiego wysiłku dla utrzymania najwyższej dyspozycji.

A wybiegając, jeszcze dalej w przyszłość możliwy jest start Włoszczowskiej na igrzyskach olimpijskich zarówno w MTB, jak i na szosie?

– Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie w tej chwili. Ale myślę, że igrzyska to już trochę inny temat. Myślę, że w tym przypadku Maja podporządkuje wszystko MTB. Jednak do tego startu mamy jeszcze dwa lata i dziś nie potrafię powiedzieć nic więcej.

Wróćmy więc jeszcze do tematu ostatnich mistrzostw świata. W jeździe ze startu wspólnego najlepszy wynik wśród Polek osiągnęła Paulina Brzeźna-Bentkowska, była 17. Jednocześnie był to wynik dużo gorszy od jej poprzedniego osiągnięcia na MŚ. W 2012 roku była 10. Jak więc ocenić jej start?

– Rzeczywiście. Paulina mogłaby być zadowolona z 17. miejsca tylko w przypadku, gdyby wcześniej zajmowała niższe lokaty. Tym razem Paulina nie była też zadowolona ze swojej dyspozycji. Najdłuższy podjazd na trasie był dla niej problemem. Tam straciła najwięcej i praktycznie pożegnała się z marzeniami o czołowych lokatach. Trzeba jej jednak oddać, że walczyła i nie odpuszczała do końca. Zajęła najwyższą lokatę wśród Polek i to na pewno jest bardzo wartościowe.

Gdyby dzisiaj należało podjąć decyzję, które zawodniczki zabiera Pan na igrzyska olimpijskie do Rio de Janeiro, to...

– To nie wiem iloma miejscami bym dysponował (śmiech)

Więc ustalmy, że dwoma...

– Na pewno zabrałbym Kasię Pawłowską. Oczywiście, gdyby była w najwyższej formie. Na mistrzostwa świata przyjechała po kilku kraksach w niedawnych wyścigach, w których m.in. pękło jej żebro. Walczyła o jak najwyższą dyspozycję do samego końca, jednak trudy wyścigu nie pozwoliły jej na podjęcie walki. Drugą zawodniczką, po tym, co pokazała w kończącym się sezonie, byłaby Kasia Niewiadoma. Tak wyglądałyby moje decyzje dziś, ale przed kadrowiczkami jeszcze wiele miesięcy przygotowań i rywalizacji o miejsca na igrzyska.

A co z naszą młodzieżą? Jak ocenić start na tegorocznych mistrzostwach Europy? Tylko Katarzyna Niewiadoma zasłużyła na pochwały za ten start?

– Kasia zajęła w Czechach piąte miejsce, ale to też był wynik naszej taktyki. Pozostałe kadrowiczki miały pomagać Kasi. Wiadomo, że te zawodniczki, które pracują na wynik swojej liderki, są z góry na straconej pozycji. Ale nasze reprezentantki i tak pojechały przyzwoicie. Takie zawodniczki, jak Karolina Garczyńska czy Monika Brzeźna spisały się doskonale, cały czas pracowały na wynik Niewiadomej. A Paulina Guz oddała Kasi swój bidon, czym pozbawiła się napoju na resztę trasy, a to od razu odbiło się na jej wydolności. Mamy naprawdę obiecującą młodzież. Widzę w niej duży potencjał, jednak jej dalszy rozwój zależy od warunków, jakie będą jej stwarzane w kolejnych sezonach. Zwłaszcza w klubach. Polski Związek Kolarski mimo skromnego budżetu zapewnia naszym najzdolniejszym zawodniczkom, tak jak w tym roku, dwa zgrupowania wysokogórskie, dwa starty przed mistrzostwami Europy – Gracia Orlova i Krasna Lipa, start we Francji przed mistrzostwami świata. Do tego były jeszcze badania wydolnościowe, czyli diagnoza i wyszukiwanie talentów. Trzeba też pomyśleć o stworzeniu systemu stypendialnego, by te dziewczyny miały bodziec, by podjąć dalszą pracę. Wtedy te dziewczyny będą widziały jakieś światełko w tunelu, że jest sens nadal ciężko trenować i poświęcić się tej dyscyplinie. Bo wiemy, że jest ciężko, a z czegoś trzeba żyć.


Problemem jest też chyba brak szkoły mistrzostwa sportowego dla kolarek szosowych?

– Na pewno brakuje takiej szkoły. Taka placówka na pewno stworzyłaby dobre warunki rozwoju dla tych najbardziej utalentowanych, a przy okazji trochę odciążyłaby te najmniejsze kluby. Tu byłaby zapewniona ciągłość szkolenia i ciągłość startów zagranicznych. Bo bolączka na tę chwilę, jeżeli chodzi o kategorie młodsze typu juniorki, a nawet i orliczki, to brak startów zagranicznych. Dla niektórzych dziewcząt pierwszym kontaktem z wyścigami zagranicznymi są mistrzostwa Europy. Dlatego przeżywają szok. Taka szkoła na pewno wniosłaby nową jakość.

A może coś Panu wiadomo na temat takiej szkoły?

– Były przymiarki do przyjęcia dziewcząt do Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Świdnicy, w której sam zresztą na co dzień pracuję. Jednak podjęliśmy decyzję, że takie połączenie nie będzie zbyt korzystne. Najlepiej, gdyby powstała osobna szkoła dla kolarek. Nie ukrywam, że myślałem o otworzeniu takiej szkoły w Dzierżoniowie. Mamy tu przyjazny klimat, przyjazne władze, ale...

Ale sam nie jest Pan w stanie tego zorganizować?

– Zbyt wiele działo się ostatnio w moim życiu wokół kadry i klubu LKS Atom Boxmet Dzierżoniów. A człowiek nie jest w stanie ciągnąć zbyt wielu spraw jednocześnie (śmiech). Wydaje mi się jednak, że pomysł jest wart uwagi. W Dzierżoniowie są internaty, które stoją wolne i można by je zagospodarować. Z tej przestrzeni korzystają już na przykład piłkarze, dla których stworzono tu, szkołę.

A zostając przy kwestii Dzierżoniowa proszę powiedzieć jak Pan godzi pracę w kadrze z obowiązkami w LKS Atom Boxmet Dzierżoniów?

– Klub to jest moje drugie, a właściwie trzecie dziecko, i na niczym nie cierpi. Przed sezonem miał przygotowany program startów i przygotowań. Poświęciliśmy zbyt wiele lat na zbudowanie tego klubu na takim poziomie, na jakim jest obecnie, by teraz to wszystko zaprzepaścić. I nie ukrywam, że chociażby z tego powodu zastanawiam się co będzie dalej ze mną i z kadrą Polski.

Rozważa Pan rozstanie z reprezentacją?

– Na razie zastanawiam się, co będzie dalej. Chociaż, wewnętrznie podjąłem już decyzję, że nie podejmę się dalszego prowadzenia kadry narodowej. Kolejny sezon będzie już wymagał ode mnie większego zaangażowania w klubie, by nie dopuścić do zahamowania rozwoju naszych seniorek, których właśnie się dochowaliśmy. Ta grupa musi już w przyszłym roku rozpocząć regularne starty w odpowiednich imprezach, a to może kłócić się z planami reprezentacji.

A może zwyczajnie lepiej czuje się Pan jako trener klubowy niż reprezentacyjny?

– Nie. W obu wcieleniach czuję się doskonale. Praca w kadrze jest zresztą łatwiejsza, są środki finansowe na odpowiednim poziomie, można coś zaplanować i zrealizować. Oczywiście w klubie, dzięki naszym hojnym sponsorom, niczego nam nie brakuje, ale tych codziennych obowiązków jest dużo więcej. Klub to jest jednak całe może życie, jest tu gdzie mieszkam, pilnowałem jego interesów od kiedy pamiętam. Szkoda byłoby to wszystko teraz zaprzepaścić.

Czy wpływ na Pańską decyzję mają też sprawy prywatne?

– Na pewno. Jestem ojcem dwójki małych dzieci, 11-letniej córeczki i 3-letniego synka. Dzieci rosną, a tato ciągle jest poza domem. Jakby policzyć, ile dni nie było mnie w tym roku przy nich, to ciągiem wyszłoby gdzieś około pięciu miesięcy. Dzieci rosną, to są najpiękniejsze chwile, a ja jestem ciągle w rozjazdach.

Chciałem zakończyć tę rozmowę pytaniem o plany reprezentacji Polski na przyszły rok, ale domyślam się, że w tej sytuacji trudno Panu powiedzieć coś na ten temat?

– Jak mówię, oficjalnie jeszcze nie rezygnuję. Teraz jest czas, by się jeszcze zastanowić. Na pewno jeszcze w tym roku spotkam się z władzami związku, podsumujemy miniony sezon i zastanowimy się, co robić dalej.

Rozmawiał

ŁUKASZ HARAŹNY

Używamy plików cookie na naszej stronie do personalizowania treści i reklam, analizowania ruchu na stronie, zapewniania funkcji mediów społecznościowych oraz udostępniania informacji naszym partnerom o sposobie w jakim korzystasz z naszej strony. Sposób przechowywania cookie możesz zmienić w ustawieniach przeglądarki.

Przeczytaj naszą Politykę prywatności oraz informacje RODO.

Zamknij