Ślęża Sobótka chce wrócić do A klasy

Maciej Piasecki, poniedziałek, 22 stycznia 2018

W dwóch ostatnich sezonach Ślęża Sobótka przegrywała awans do A klasy na ostatniej prostej. Tym razem ma być inaczej. Po pierwszej części rozgrywek piłkarze znad Czarnej Wody prowadzą w tabeli z takim samym dorobkiem punktowym jak druga Polonia Jaksonów i trzeci Zieloni Rakoszyce. Obu rywali pokonała jednak w bezpośrednich meczach. 
W dwóch ostatnich sezonach Ślęża Sobótka przegrywała awans do A klasy na ostatniej prostej. Tym razem ma być inaczej. Po pierwszej części rozgrywek piłkarze znad Czarnej Wody prowadzą w tabeli z takim samym dorobkiem punktowym jak druga Polonia Jaksonów i trzeci Zieloni Rakoszyce. Obu rywali pokonała jednak w bezpośrednich meczach. 

avatar
Ślęza Sobótka chce wrócić po czteroletniej przerwie do A klasy (fot, archiwum klubu)

Ślęża Sobótka to klub z bogatą historią. Założony w 1947 roku, przez kilka dziesięcioleci skupiał w swoich strukturach kilka sekcji: piłka nożna, boks, podnoszenie ciężarów, kolarstwo. Z tej bogatej historii do dziś przetrwały klub piłkarski oraz kolarski. Kiedyś sekcje jednego klubu, dziś dwa zupełnie osobne podmioty. Wychowankiem kolarskiej Ślęży jest Bartosz Huzarski, były kolarz zawodowy, który trzykrotnie startował w słynnym Tour de France. Dziś osoba bardzo aktywnie działająca w szkółce kolarskiej w Sobótce. Zdecydowanie postać numer 1 w ponad 70-letniej historii Ślęży. Chociaż część kibiców piłkarskich postawiłaby tu pewnie znak zapytania. A to dlatego, że wychowankiem klubu spod polskiego Olimpu jest Tadeusz Dolny – były reprezentant Polski, brązowy medalista mistrzostw świata w 1982 roku u boku takich asów jak Zbigniew Boniek, Grzegorz Lato, Włodzimierz Smolarek czy Władysław Żmuda. Dolny ze Ślęży przeniósł się do Walki Makoszowy, a od 1976 roku występował w Górniku Zabrze. Osiem lat później trafił do wałbrzyskiego Górnika, który wówczas rywalizował na boiskach ekstraklasy. Później przeniósł się jeszcze do Odry Wodzisław. Jest jedno ale, o Dolnym w Sobótce mało kto dziś pamięta. W przeciwieństwie do Huzarskiego nie jest to postać jednoznacznie kojarząca się ze Ślężą. Dlatego o wiele częściej niż o Tadeuszu Dolnym w Sobótce wspomina się występującego w Ślęży u kresu kariery, a właściwie już po jej zakończeniu, Janusza Sybisa. I o tym, że pierwszą drużynę prowadzili swego czasu tacy trenerzy jak Zbigniew Mandziejewicz, Mirosław Drączkowski, Adam Bąk czy Dariusz Michaliszyn. 
Piłkarska Ślęża cały czas pielęgnuje swoje tradycje w szkoleniu piłkarzy. Chociaż jako mały B-klasowy klub nie jest jej łatwo rozwinąć skrzydła na tym polu. – Od lat bazujemy wyłącznie na wychowankach klubu. Wszyscy zawodnicy drużyny seniorów są z Sobótki lub okolic. Tu stawiali pierwsze kroki na boisku. Trzon drużyny stanowią zawodnicy, którzy w połowie lat 90. byli bardzo obiecującymi juniorami. Tworzyli wówczas czołowy zespół wrocławskiej klasy okręgowej juniorów starszych. Na 16 drużyn zajęli trzecie miejsce w tabeli. Bazujemy na swoich, na ludziach, który zdecydowali się poświęcić całą swoją piłkarską przygodę Ślęży. Chociaż niektórzy się wybijają. Tomasz Rajczakowski – rocznik 98, nasz wychowanek, gra dziś w podstawowym składzie Zachodu Sobótka w klasie okręgowej. Wcześniej występował w Lidze Dolnośląskiej Juniorów w barwach Lechii Dzierżoniów – mówi z dumą kierownik klubu Wojciech Kot. Zapleczem pierwszej drużyny są juniorzy, którzy rywalizują w klasie terenowej. Działacze Ślęży robią co mogą, by utrzymać tę drużynę, chociaż udział w terenówce obciąża klubowy budżet o wiele bardziej niż B klasa. – Po każdym kolejnym sezonie przynajmniej kilku chłopców kończących wiek juniora decyduje się na kontynuowanie gry w naszym zespole seniorskim. Dlatego utrzymujemy ten zespół chociaż prowadzenie drużyny młodzieżowej w realiach klasy terenowej nie jest łatwe. A przede wszystkim jest dla nas bardzo kosztowne. Na cały okręg wrocławski są tylko dwie grupy terenówki. W efekcie regularnie jeździmy na bardzo dalekie wyjazdy. Do Dziadowej Kłody mamy aż 100 km w jedną stronę. Do Bierutowa 70 km, do Jelcza-Laskowic 60 km, do Radwanic 40 km. Rozsądne dojazdy jak na klasę terenową mamy tylko do Smolca i Bogdaszowic. Dojazdy na mecze juniorów to zdecydowanie największe obciążenie finansowe naszego klubu, ale zdecydowaliśmy się ponosić te koszty. To nasza inwestycja w przyszłość. Niestety, te dalekie wyjazdy w terenówce i mała ilość drużyn bierze się stąd, że w wielu klubach myśli się zupełnie odwrotnie niż u nas i nie prowadzi się żadnego szkolenia. Kiedyś lig terenowych było pięć a nawet sześć. Dziś są tylko dwie na cały okręg. Wokół Sobótki jest sporo zespołów, które mają seniorów w A klasie, ale nikt nie zaprząta sobie głowy młodzieżą. Dlatego musimy jeździć tak daleko. W B klasie z seniorami na wszystkie mecze w rundzie nie robimy tyle co z juniorami do Bierutowa. Top nie jest zbyt komfortowa sytuacja – mówi kierownik Kot. 

Ślęża Sobótka to klub z bogatą historią. Założony w 1947 roku, przez kilka dziesięcioleci skupiał w swoich strukturach kilka sekcji: piłka nożna, boks, podnoszenie ciężarów, kolarstwo. Z tej bogatej historii do dziś przetrwały klub piłkarski oraz kolarski. Kiedyś sekcje jednego klubu, dziś dwa zupełnie osobne podmioty. Wychowankiem kolarskiej Ślęży jest Bartosz Huzarski, były kolarz zawodowy, który trzykrotnie startował w słynnym Tour de France. Dziś osoba bardzo aktywnie działająca w szkółce kolarskiej w Sobótce. Zdecydowanie postać numer 1 w ponad 70-letniej historii Ślęży. Chociaż część kibiców piłkarskich postawiłaby tu pewnie znak zapytania. A to dlatego, że wychowankiem klubu spod polskiego Olimpu jest Tadeusz Dolny – były reprezentant Polski, brązowy medalista mistrzostw świata w 1982 roku u boku takich asów jak Zbigniew Boniek, Grzegorz Lato, Włodzimierz Smolarek czy Władysław Żmuda. Dolny ze Ślęży przeniósł się do Walki Makoszowy, a od 1976 roku występował w Górniku Zabrze. Osiem lat później trafił do wałbrzyskiego Górnika, który wówczas rywalizował na boiskach ekstraklasy. Później przeniósł się jeszcze do Odry Wodzisław. Jest jedno ale, o Dolnym w Sobótce mało kto dziś pamięta. W przeciwieństwie do Huzarskiego nie jest to postać jednoznacznie kojarząca się ze Ślężą. Dlatego o wiele częściej niż o Tadeuszu Dolnym w Sobótce wspomina się występującego w Ślęży u kresu kariery, a właściwie już po jej zakończeniu, Janusza Sybisa. I o tym, że pierwszą drużynę prowadzili swego czasu tacy trenerzy jak Zbigniew Mandziejewicz, Mirosław Drączkowski, Adam Bąk czy Dariusz Michaliszyn. 

Piłkarska Ślęża cały czas pielęgnuje swoje tradycje w szkoleniu piłkarzy. Chociaż jako mały B-klasowy klub nie jest jej łatwo rozwinąć skrzydła na tym polu. – Od lat bazujemy wyłącznie na wychowankach klubu. Wszyscy zawodnicy drużyny seniorów są z Sobótki lub okolic. Tu stawiali pierwsze kroki na boisku. Trzon drużyny stanowią zawodnicy, którzy w połowie lat 90. byli bardzo obiecującymi juniorami. Tworzyli wówczas czołowy zespół wrocławskiej klasy okręgowej juniorów starszych. Na 16 drużyn zajęli trzecie miejsce w tabeli. Bazujemy na swoich, na ludziach, który zdecydowali się poświęcić całą swoją piłkarską przygodę Ślęży. Chociaż niektórzy się wybijają. Tomasz Rajczakowski – rocznik 98, nasz wychowanek, gra dziś w podstawowym składzie Zachodu Sobótka w klasie okręgowej. Wcześniej występował w Lidze Dolnośląskiej Juniorów w barwach Lechii Dzierżoniów – mówi z dumą kierownik klubu Wojciech Kot. Zapleczem pierwszej drużyny są juniorzy, którzy rywalizują w klasie terenowej. Działacze Ślęży robią co mogą, by utrzymać tę drużynę, chociaż udział w terenówce obciąża klubowy budżet o wiele bardziej niż B klasa. – Po każdym kolejnym sezonie przynajmniej kilku chłopców kończących wiek juniora decyduje się na kontynuowanie gry w naszym zespole seniorskim. Dlatego utrzymujemy ten zespół chociaż prowadzenie drużyny młodzieżowej w realiach klasy terenowej nie jest łatwe. A przede wszystkim jest dla nas bardzo kosztowne. Na cały okręg wrocławski są tylko dwie grupy terenówki. W efekcie regularnie jeździmy na bardzo dalekie wyjazdy. Do Dziadowej Kłody mamy aż 100 km w jedną stronę. Do Bierutowa 70 km, do Jelcza-Laskowic 60 km, do Radwanic 40 km. Rozsądne dojazdy jak na klasę terenową mamy tylko do Smolca i Bogdaszowic. Dojazdy na mecze juniorów to zdecydowanie największe obciążenie finansowe naszego klubu, ale zdecydowaliśmy się ponosić te koszty. To nasza inwestycja w przyszłość. Niestety, te dalekie wyjazdy w terenówce i mała ilość drużyn bierze się stąd, że w wielu klubach myśli się zupełnie odwrotnie niż u nas i nie prowadzi się żadnego szkolenia. Kiedyś lig terenowych było pięć a nawet sześć. Dziś są tylko dwie na cały okręg. Wokół Sobótki jest sporo zespołów, które mają seniorów w A klasie, ale nikt nie zaprząta sobie głowy młodzieżą. Dlatego musimy jeździć tak daleko. W B klasie z seniorami na wszystkie mecze w rundzie nie robimy tyle co z juniorami do Bierutowa. Top nie jest zbyt komfortowa sytuacja – mówi kierownik Kot.

ŁUKASZ HARAŹNY

Więcej w najnowszym numerze "Słowa Sportowego".  


źródło: własne


Proste pytanie: 5 + 2 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.