Strażak z bombką w ręku
Sam też nie jest ułomkiem, waży 101 kg przy 190 cm wzrostu, ale wygrywa z dwumetrowymi kolosami, kilkadziesiąt kilogramów cięższymi! – W Szeged na PŚ wszystkich rywali udało mi się załatwić już w pierwszej rundzie – opowiada 25-letni kick-bokser Fightera Wrocław Michał Turyński.
Dla wielu trochę niczym diabełek z pudełka wyskoczył ostatnio w polskim i światowym kick-boksingu. Trenuje w Fighterze od ponad trzech lat, ale bardziej wnikliwi fachowcy wiedzą, że Michał Turyński tak naprawdę zajmuje się sportami walki już od 16. roku życia. Zaczynał od jujitsu, a w rodzinnych Ciepłowodach (1200 mieszkańców i hala o wymiarach olimpijskich!), blisko Ząbkowic Śląskich, uprawiał taekwon-do i nawet zdobył Puchar Świata w wersji ETF oraz mistrzostwo… Mołdawii w tamtejszej odmianie tego sportu. Z kolei w karate w semi-contact wygrywał krajowe czempionaty i puchary. Nie unikał też pięściarstwa. Co ciekawe, wraz ze swoją drużyną z Ciepłowodów zdobył też mistrzostwo Dolnego Śląska w zawodach… sportowo-pożarniczych ochotniczych straży pożarnych („wiadomo, na wsi centra lokalnego życia to kościół i remiza”). – Po roku przerwy od taekwon-do ktoś polecił mi we Wrocławiu supertrenera kick-boksingu Tomasza Skrzypka z tutejszego Fightera. On się ucieszył, bo nie miał nikogo w wadze ciężkiej (+91 kg), a w zasadzie superciężkiej. I już po pół roku treningów na gali w Miliczu, gdzie Paulina Bieć zdobyła zawodowe mistrzostwo świata, ja przed czasem pokonałem tam dwumetrowego Dawida Czubaka. Kilka moich firmowych low kicków (niskich kopnięć), do tego lewy-prawy prosty i RSC w trzecim starciu – wspomina Turyński.
W 2009 roku w Zgorzelcu na mistrzostwach Polski w K1 Rules, w eliminacjach, już w 22. sekundzie znokautował rywala uderzeniem kolanem w głowę. W finale jednak uległ na punkty znanemu Tomaszowi Sararze. Za to w tym samym roku w low-kicku w Świebodzicach Michał sięgnął po krajową koronę punktując Patryka Proszka. – Mistrzostwo Polski w K1 śniło mi się po nocach. Od ponad trzech lat, czyli odkąd tylko zacząłem trenować u Tomka Skrzypka. Dopiąłem swego całkiem niedawno w Skarżysku-Kamiennej. Dwóch przeciwników pokonałem tam przed czasem, w tym finale dwumetrowego i ważącego 132 kg Michała Liberackiego z Bydgoszczy. Druga runda: low kick, lewy i prawy sierp, no i leżał. Sędzia to przerwał. Jak dotąd to mój największy sukces obok dwóch Pucharów Świata. Teraz awansowałem do kadry na październikowe MŚ w Macedonii. Liczę na pudło, acz łatwo nie będzie. Tam będą się bić najlepsi z najlepszych – mówi ambitny Turyński.
Od trzech lat wraz z siostrą wynajmuje mieszkanie we Wrocławiu. Pytany o dietę czy ewentualne studia, odpowiada krótko: nie stać mnie! Jest szefem ochrony w Tesco przy ul. Długiej. – W ciągu trzech lat stoczyłem 20 walk. To niedużo. Przegrałem tylko cztery. W MP nie schodzę poniżej drugiego miejsca, byłem już w sześciu finałach w K1 i low-kick, dwa z nich wygrałem, cztery przegrałem. Mówi pan, że jestem takim wrocławskim Tysonem? Za dużo powiedziane, zwłaszcza że wciąż bywam w walce zbyt chaotyczny i rywale dobrze wyszkoleni technicznie nie nabierają się na te moje ataki. Brakuje mi doświadczenia i ringowego cwaniactwa. Pracuję też nad usunięciem nawyków z taekwon-do, żeby moja garda była szczelniejsza. W tym celu ćwiczę również boks, sparowałem m.in. z Łukaszem Zygmuntem – kończy Michał Turyński, w zasadzie nowa siła wrocławskiego Fightera. I to jaka siła!
BARTŁOMIEJ CZEKAŃSKI
