Uzależniony od treningu. Rozmowa z Szymonem Kołeckim – mistrzem olimpijskim z Pekinu i wicemistrzem z Sydney

Arkadiusz Barski, poniedziałek, 2 września 2019

Przez lata był jednym z najlepszych ciężarowców na świecie. Do zakończenia kariery na pomoście zmusiła go kontuzja. Po latach postanowił spróbować swoich sił w MMA. – Kiedy kończyłem przygodę z ciężarami miałem 27 lat. To było zdecydowanie za wcześnie. Marzyłem o tym, żeby na igrzyskach wystartować jeszcze raz lub nawet dwa. Niestety zdrowie na to nie pozwoliło, a ja wciąż miałem wielką potrzebę rywalizacji no i treningu przede wszystkim. MMA pozwala mi to kontynuować – przyznaje Szymon Kołecki.

avatar
Szymon Kołecki po zakończeniu kariery ciężarowca odnalazł się w MMA (fot. archiwum Sz. Kołeckiego)

Jesteś uzależniony od adrenaliny?
SZYMON KOŁECKI:
– Od adrenaliny też, ale przede wszystkim jestem uzależniony od treningu. Muszę trenować, rywalizować.
Stąd MMA?
– Na pewno miało to bardzo duży wpływ na to, że zdecydowałem się na MMA. Karierę ciężarowca z powodu kontuzji byłem zmuszony zakończyć zdecydowanie za wcześnie. Miałem wtedy 27 lat i marzenia o tym, żeby na igrzyskach wystartować jeszcze raz lub nawet dwa. Niestety zdrowie na to nie pozwoliło, a ja wciąż miałem wielką potrzebę rywalizacji no i treningu przede wszystkim. MMA pozwala mi to kontynuować, a też nie będę ukrywał, dobrze zarabiać. Dzięki temu, że dobrze zarabiam mogę się w 100 procentach poświęcić treningowi i z czystym sumieniem uczestniczyć w galach.
Skoro już jesteśmy przy temacie zdrowia. Jesteś po operacji kręgosłupa, kilku operacjach kolan, jak Twój organizm radzi są z obciążeniami?
– Kręgosłup pobolewa mnie chyba od trzech tygodni, ale nie jest to nic poważnego.Co do kolana, nauczyłem się z tym żyć. Wiem jak trenować, funkcjonować i wiem czego nie mogę robić, żeby nie zrobić sobie krzywdy. Podsumowując, nie jest źle.
MMA to sport niebezpieczny, większość walk wygrałeś, ale to nie oznacza, że wyszedłeś z nich bez szwanku.
– Paradoksalnie walka, którą przegrałem była dla mnie najbezpieczniejsza, a nic poważnego podczas niej mi się nie stało. Nie czułem podczas zagrożenia, chociaż fizycznie i kondycyjnie bardzo wiele mnie ona kosztowała. Urazów natomiast nabawiłem się w tych pojedynkach, które wygrałem. Miałem np. złamaną rękę, dwa razy chrząstkę międzyżebrową, ale to już podczas sparingów. Nie były to bardzo poważne urazy, ale bolało, nie będę ukrywał. Poza tym dwa razy miałem sytuacje, w których bałem się, że zostanę znokautowany, całe szczęście udało mi się opanować sytuację.
Jak przygotowujesz się do walk?
– W różnych fazach te przygotowania wyglądają nieco inaczej Od marcowej gali mam okres poprawiania techniki, pracy nad szczegółami. Średnio mam dziewięć jednostek treningowych tygodniowo. W poniedziałek zaczynam od siłowni, biegania, gimnastyki. Wtorek, środa, czwartek trenuję w Warszawie. W sumie mam tam sześć treningów: dwa razy boks, raz zapasy, raz sparingi i jujitsu w kimonach i po prostu MMA. W piątek znowu siłownia, biegania, ćwiczenia podnoszące ogólną sprawność. Sobota chyba jest najcięższym dniem treningowym, bo zaczynam trening o 9 od walki z cieniem, boksu, treningu na worku, przez stacje wytrzymałościowe, sparingi stójkowe, godzinkę ćwiczeń w parterze, a na końcu rozciąganie, stabilizacja i sauna. Rzadko się zdarza, że z sali wychodzę przed godziną 14.

Rozmawiała
ALEKSANDRA SZUMSKA


Więcej w aktualnym wydaniu "Słowa Sportowego".


źródło: brak danych


Proste pytanie: 0 + 9 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
advertisment
Najbliższe wydarzenia
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.
advertisment