Wrocławskie obiekty z duszą: Hala sportowa przy ulicy Krupniczej

Nowa Giełda, sala koncertowa, wreszcie „zamek” ze słownika kibiców. To tu gwardyjski sport we Wrocławiu święcił największe triumfy. Obiekt stojący w centrum miasta, mający ponad 150 lat, od ponad roku nie żyje sportem. Teraz czeka na kupca, który przywróci zabytkowi dawny blask. Choć sportowych wyników z kart historii nie da się wymazać…

Aż trudno uwierzyć, że hala sportowa mogła powstać przeszło 150 lat temu. A jednak, we Wrocławiu do końca 2018 roku można było emocjonować się wydarzeniami sportowymi właśnie w takim obiekcie. Budowę hali przy ulicy Krupniczej, dawniej Nowotki, datuje się na lata 1864-67. Wpisany do rejestru zabytków, czterokondygnacyjny budynek ma łączną kubaturę 32 384 metrów sześciennych i powierzchnię użytkową 4975 metrów kwadratowych. Twórcą zabytku, oficjalnie wpisanego do rejestru, jest radca budowlany Karl Lüdecke. Uwieczniony zresztą w rzeźbie nad wejściem do budynku, która przedstawia kupca, będącego alegorią handlu. W połowie 2020 roku figura Lüdeckego podobnie jak całość obiektu, otoczone są mało zgrabną kolorystycznie, żółtą siatką, zabezpieczającą rozsypującą się elewację. Podobną funkcję spełnia stojące dookoła rusztowanie. W oczekiwaniu na lepsze jutro…

 Premierowe granie

 Zanim na dobre (i złe) w hali przy Krupniczej zagościł sport, do 1945 roku obiektem zarządzała Izba Przemysłowo-Handlowa. Zamiast per „hala Gwardii Wrocław” o obiekcie mówiono jako o Nowej Giełdzie. Poza giełdowym przeznaczeniem nie brakowało w nim wydarzeń o kulturalnym charakterze. Wymienić warto chociażby koncert Ignacego Jana Paderewskiego w 1891 roku. Premier i kompozytor nie mógł nawet przypuszczać, że ponad 150 lat później w miejscu, gdzie występował mógłby obejrzeć mecz siatkarski – a po drugiej stronie ulicy powstanie przepiękne Narodowe Forum Muzyki. „Wrocławscy melomani znali zapewne Paderewskiego jako twórcę ulubionego i wielokrotnie wykonywanego „Menueta G-dur”. Tym ciekawiej zapowiadało się osobiste spotkanie publiczności z pianistą-wirtuozem. W stolicy Dolnego Śląska Ignacy Jan Paderewski wystąpił 6 lutego 1891 r. w sali Nowej Giełdy przy ul. Krupniczej. Recital rozpoczął się o wpół do ósmej wieczorem i obejmował utwory Beethovena, Schumanna, Chopina, Liszta oraz trzy utwory własne pianisty. Paderewski grał na instrumencie firmy Bechstein. Ekspresją gry podbił serca słuchaczy, a jego występ spotkał się z bardzo życzliwym przyjęciem krytyki. Znany wrocławski muzyk i muzykolog Emil Bohn w wyczerpującej recenzji zamieszczonej na pierwszej stronie „Breslauer Zeitung” podziwiał i mistrzowską technikę, i znakomite interpretacje artysty. W podobnym tonie wypowiedział się Ernst Flügel, znany krytyk muzyczny związany z „Schlesische Zeitung", konstatując, że p. Paderewski jest najznamienitszym fortepianistą, jakiego kiedykolwiek zdarzyło mi się gdzie bądź usłyszeć”. W Nowej Giełdzie odbywały się również wykłady, prelekcje, a dla miłośników dobrego jedzenia, funkcjonowało kilka restauracji. W czasach Breslau warto wymienić Börsenkeller. Z okresu bardziej współczesnego, klub muzyczny „Od Zmierzchu do Świtu”.

 Gorący, sportowy ścisk

Sportowo zabytkowy obiekt przeżywał swoje wzloty i upadki, podobnie jak układały się losy Gwardii Wrocław. Wielosekcyjny klub ściśle powiązany ze służbą mundurową, w czasach PRL miał ambicje, żeby rywalizować z konkurentami – zarówno w samym Wrocławiu, jak i w ogólnopolskim wydaniu. Gwardia w czasach świetności miała ponad dwadzieścia sekcji sportowych, od tenisa ziemnego, poprzez boks i judo, kończąc na piłce nożnej czy siatkówce. – Ja jako zawodnik nawet grałem z Gwardią męską, jeszcze w tej tzw. studni, czyli hali o której mówimy (śmiech). To była jedyna hala, na której na rozgrzewce nie mogliśmy uderzyć tak piłki, żeby odbiła się od parkietu w sufit. Trzeba było kopać do góry (śmiech). Grało się tam wspaniałe mecze. Wie pan, ja grałem jeszcze z takimi ludźmi, jak Suchanek, Kiełpiński, Pałaszewski, stary Jarosz... Bo to już trzeci Jarosz się przewija, czyli grałem przeciwko dziadkowi Kuby. Powiedzmy sobie szczerze, że ten klub – jeżeli chodzi o męską siatkówkę – zapisał się złotymi zgłoskami w Polsce – wspominał przed kilkoma laty nieodżałowany, utytułowany trener siatkarski, Andrzej Niemczyk. Ciekawie historie związane ze sportowymi wydarzeniami opisują również dokumentaliści czasów, w których gwardyjski klub cieszył się naprawdę sporym zainteresowaniem. „Ci, którzy przez dwie godziny stoją, są stłoczeni i przygniatani ze wszystkich stron do tego stopnia, że nie mogą wykonać choćby najmniejszego ruchu. Siedzący też nie znajdują się w dogodniejszej sytuacji. Ściśnięci do ostatnich granic i przygniatani kolanami osób siedzących z tyłu przechodzą prawdziwe tortury. Gdy do tego dodamy jeszcze brak porządku, zasłanianie innym przez osoby stojące w przejściach i ich ciągłe wędrówki oraz zaduch, jaki panuje w sali i dym z papierosów, to naprawdę trzeba być zatwardziałym kibicem boksu, aby wytrzymać całe spotkanie w podobnych warunkach”. Głośno, gorąco, ale z sukcesami. Wielu medalistów olimpijskich, mistrzów świata i Europy, zaczynało swoją przygodę ze sportem właśnie w hali przy Krupniczej. I choć Gwardia Wrocław w XXI wieku zakończyła swój żywot klubu wielosekcyjnego, historii związanej ze sportowym zabytkiem w sercu miasta nie da się z dnia na dzień wymazać. – W czasach mojego grania do hali na Krupniczej przychodziły tłumy. Żeby zająć sobie dogodne miejsce, to ludzie na nasze mecze przychodzili dwie godziny wcześniej. Kiedyś fani tłoczyli się za filarami i robili wąziutką ścieżkę dla zawodników, aby mogli zagrać piłkę. Tutaj przychodziło około ośmiuset ludzi. Pamiętam, że graliśmy taki mecz z AZS Olsztyn i ludzie przyszli trzy godziny wcześniej. A żeby się nie nudzili, to mieli ze sobą turystyczny stolik i na nim grali w karty (śmiech) – wspomina najlepsze, siatkarskie lata i tłumy w hali Gwardii, Ireneusz Kłos, jedna z klubowych legend.

W oczekiwaniu na kupca

W kwietniu 2019 roku zakończyła się sportowa historia obiektu przy Krupniczej. Jako ostatni z budynku wynieść musieli się bokserzy, którzy do końca walczyli o swój dom. Na przekór sytuacji, organizując nawet treningi pod chmurką, przy Narodowym Forum Muzyki czy bezpośrednio na… wrocławskim Rynku. Właściciel obiektu, Agencja Mienia Wojskowego, ma jednak plan i konsekwentnie go realizuje. Mowa o sprzedaży zabytkowego budynku (miejskie władze nie były nim zainteresowane) na zasadach przetargu. Ten ma odbyć się jesienią 2020 roku. Choć sama wartość budynku może równać się z kosztami remontu pod nadzorem miejskiego konserwatora, zainteresowanych na kupno nie powinno brakować. Lokalizacja w ścisłym centrum Wrocławia oraz współczesne pomysły zaadaptowania zabytkowych obiektów np. na bazę hotelową, wydają się być wystarczające, żeby dawna hala Gwardii zyskała nowe życie. Sentyment wynikający z ponad 70 lat historii sportu w tym miejscu na pewno nie powinien przesłonić realnych potrzeb budynku. A te, im więcej lat mijałoby bez kosztownego remontu, byłyby coraz większe. Bez wątpienia nie na kieszeń podmiotu pokroju klubu sportowego, nawet tego najbardziej w Polsce majętnego.

Żałować można jedynie tego, że przez wiele lat nie było pomysłu i pieniędzy na znalezienie alternatywy na przeprowadzkę gwardyjskiego sportu do bardziej współczesnego, funkcjonalnego obiektu. Wiele lat stagnacji spowodowało, że w zderzeniu z faktycznym stanem prawnym (tj. żądań Agencji Mienia Wojskowego) oraz sytuacji finansowej gwardyjskiego klubu, skończyło się na walce, w której Gwardia musiała wywiesić białą flagę. Obecnie sekcje, które wyprowadziły się z obiektu przy Krupniczej, radzą sobie już w nowej rzeczywistości. Wspomniani bokserzy walczą pod szyldem WKS Śląska Wrocław, a siatkarze swoje mecze rozgrywają w Hali Orbita, jako KFC Gwardia, kontynuując wieloletnie tradycje sukcesów w Mistrzostwach Polski. A życie toczy się dalej…

MACIEJ PIASECKI

Ślęza w końcu w domu

W końcu nadszedł długo wyczekiwany moment..

Zaśniedziały blask złota

Wrocław kryje w sobie wiele sportowych historii. Zarówno tych związanych z samymi sportowcami, klubami, jak również z obiektami.

Bohater z bliska

Kilka miesięcy temu zdecydowałem się przejść na drugą stronę akademickiej drogi. Bycie początkującym wykładowcą-praktykiem, to spore wyzwanie, ale przede wszystkim, odpowiedzialność.

Speedrower reaktywacja

Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że jeszcze w latach 90. Wrocław był silnym ośrodkiem speedrowerowym.

Używamy plików cookie na naszej stronie do personalizowania treści i reklam, analizowania ruchu na stronie, zapewniania funkcji mediów społecznościowych oraz udostępniania informacji naszym partnerom o sposobie w jakim korzystasz z naszej strony. Sposób przechowywania cookie możesz zmienić w ustawieniach przeglądarki.

Przeczytaj naszą Politykę prywatności oraz informacje RODO.

Zamknij