Wygrać z samym sobą

Niewiarygodne ale prawdziwe. Polscy siatkarze nie dali rady w meczu z Australią i ze smutną porażką zakończyli rozgrywki grupowe podczas IO w Londynie. Biało-czerwoni przegrali po czterech setach gry szarpanej, nierównej i nie mającej właściwie żadnego ładu i składu. Co dalej? – pytają kibice. Ja jestem spokojny. Szkoda tylko, że polski kibic bywa aż tak niesprawiedliwy… 

Na wstępie chcę przeprosić wszystkich tych, którzy, podobnie jak ja, wierzą nadal w biało-czerwonych. Być może jesteśmy naiwni, za kilka dni będą się z nas śmiali, ale tak – przynajmniej jesteśmy stali w uczuciach, nie zmieniając frontu w zależności od tego… jak i gdzie poleci piłka.

Nie będzie zbyt wiele o meczu, bo właściwie… o czym tu pisać? Australia zagrała na pełnym luzie, bardzo dobry występ zaliczył ich niekwestionowany lider w ataku o nazwisku Edgar (zdobył łącznie 26 punktów w meczu z Polską). Obok Bułgara Sokołowa, który niemal w pojedynkę ograł biało-czerwonych kilka dni wcześniej, to właśnie australijski kolos będzie (a właściwie już jest) na „czarnej liście” wspomnień siatkarskich kibiców. Tak, czy owak – awans mamy i teraz pozostaje… czekać na środę. Najważniejszy siatkarski dzień w czteroleciu.

Nasłuchałem się już przeróżnych określeń, dotyczących dzisiejszej porażki z Australią. Poczynając od bezpośrednich, z pakowaniem walizek i wyjazdem, poprzez ogłoszenie żałoby narodowej, na… radości z potknięcia naszych chłopaków włącznie. Powód tego ostatniego? Pokora, której rzekomo naszych siatkarzom brakuje. Szok.  

Zastanawiam się tylko, gdzie większość obecnych „ekspertów” była, kiedy tak naprawdę cała nasza kadra rodziła się w bólach. Rozsypka przed ostatnimi ME była więcej niż spora, właściwie nie można było powiedzieć zbyt dużo dobrego o naszej siatkówce – zarówno w wydaniu męskim, jak i (nie ma co ukrywać) żeńskim. Kadra Anastasiego jednak załapała, zmieniła podejście i stała się taką… narodową maskotką. Wygrywacie to jesteście wielcy. Przegrywacie? Eee, przecież siatkówka to śmieszny sport. Tak, właśnie tak to wygląda.


Podczas Igrzysk Olimpijskich w Londynie naszym celem jest osiągnięcie bariery 10 krążków. Nie mowa tutaj notabene o tych ze złotego kruszcu, a ogólnym – zbiorowym dorobku. Jeszcze kilka IO wstecz taki wynik zostałby przyjęty w naszym kraju za totalne nieporozumienie. Obecnie realia są nieco inne, inne są również apetyty, kiedy pojawia się olimpijska szansa. Jednym z pewniaków są właśnie siatkarze. Z minuty na minutę ilość optymistów jednak maleje, bo przecież… jak można przegrać z Australią? Otóż można.

I nie chcę tutaj broń Boże przekreślać już kadry Anastasiego ani świadczyć, że medal złoty i tak będzie i basta. Sport bywa bowiem bardzo niesprawiedliwy, wręcz brutalny. Mecz z Australią był najzwyczajniej w świecie od początku do końca źle rozegrany przez naszą reprezentację. Nie działało właściwie nic, z porozumieniem na linii trener – zawodnicy włącznie. Polscy siatkarze popełniali błędy proste, często nawet juniorskie, a ich ilość przekraczała właściwie jakiekolwiek granice przyzwoitości nie tylko jednego meczu, a… całego sezonu reprezentacyjnego. Czarę goryczy przelała furia Anastasiego. On najbardziej zdawał sobie sprawę z tego, że to nie jest nasz dzień. I nawet sok z gumijagód by tutaj nie pomógł.

Pytanie: co teraz? Otóż nasi siatkarze mają teraz ładnych kilkadziesiąt godzin na to, aby kompletnie oczyścić głowy. Pojawiają się głosy, że Polacy mają tendencję do przegrywania w momentach, kiedy są pewniakami. Wtedy okazuje się, że nikt nie potrafi piękniej przegrywać aniżeli zawodnicy z Orzełkiem na piersi. Ja w swoim życiu przynajmniej kilkakrotnie miałem okazję oglądać „epickie” wręcz porażki naszych siatkarzy (z tą belgradzką w finale LŚ z Serbią, ze słynnym 21:17 w trzecim secie). Teraz jednak grupa tych ludzi jest zupełnie inna, zaprogramowana na dawanie z siebie wszystkiego, co fabryka dała, więc powiem tak: nasi potrzebują jednego – świętego spokoju.

I tak, takowego z pewnością nie zaznają, ze względu na wszechobecne zainteresowanie i wagę olimpijskich apetytów ze strony kibiców. Trzeba więc liczyć tylko na to, że sportowcy – uważani w swoim fachu za jednych z najlepszych na świecie – wezmą się w garść i… utrą nosa wszystkim. I tym, którzy już narzekają, i tym którzy narzekali jeszcze wcześniej, i w końcu tym… którzy narzekać i tak nie przestaną.

Środa dniem prawdy. Póki co będę z nieodpartym „podziwem” spoglądał na interpretację kryzysową naszej kadry. Tej samej, która jeszcze tydzień temu uważana była za najlepszą i nie posiadającą właściwie żadnych minusów.


Po meczu powiedzieli:

Zbigniew Bartman: – Nie graliśmy bardzo dobrze. Nie graliśmy dobrze taktycznie i jeśli będziemy grać tak dalej, to powinniśmy spodziewać się przegranych. Jeśli będziemy grać tak, jak zrobiliśmy to dzisiaj, możemy przegrać z każdym.

Andrea Anastasi: – Nie jestem czarodziejem. Nie wiem, jak wytłumaczyć naszą dzisiejszą grę. Prawdopodobnie największym problemem było zachowanie koncentracji. Bo nie bardzo wiem, co innego mogło sprawić, że atakowaliśmy w aut. Raczej nie braki techniczne. Nie ma najmniejszego znaczenia, z kim się spotkamy. Jeśli zagramy tak, jak dziś z Australią, to nawet z Niemcami nie mielibyśmy szans. Na razie gramy nierówno i mam nadzieję, że w ćwierćfinale będzie to wyglądać lepiej. Znam tych chłopaków i wiem, że do następnego meczu podejdą zupełnie inaczej

Marcin Możdżonek: – Jesteśmy źli na siebie, niestety. Brazylia lub Rosja to na pewno silniejsze drużyny niż Niemcy lub Serbia, ale tutaj, na igrzyskach, teoria mija się z praktyką. Ale może to dobrze, może lepiej zagrać trudny, dobry mecz z przeciwnikiem na naprawdę wysokim poziomie.

Łukasz Żygadło: – Na pewno nie zabrakło nam dziś pewności siebie. Problem wziął się chyba z tego, że za wszelką cenę chcieliśmy wygrać 3:0. Tymczasem po drugiej stronie siatki mieliśmy drużynę, która od początku turnieju grała bardzo dobrze. Wprawdzie nie wygrywała meczów, ale pokazywała solidną siatkówkę. Zamiast podejść spokojnie do meczu, waliliśmy głową w mur. Musimy się nauczyć, że niezależnie od tego, z kim gramy, musimy być skoncentrowani na własnej grze i wyluzowani, bo napięci to możemy sobie grać na podwórku.

POLSKA – AUSTRALIA 1:3 (-21, -22, 18, -22)

Polska: Nowakowski, Winiarski, Kurek, Bartman, Żygadło, Możdżonek, Ignaczak (libero) oraz Kosok, Zagumny, Jarosz, Kubiak, Ruciak.

Australia: Zngal, Roberts, Passier, Peacock, White, Edgar, Tutton (libero) oraz Sukochev, Williams, Smith.

Złość Andrei Anastasiego podczas meczu z Australią:

http://londyn2012.tvp.pl/8189784/anastasi-wsciekly-jak-nigdy

1. set: http://londyn2012.tvp.pl/8189663/siatkowka-grupa-a-australia-polska-1-set

2. set: http://londyn2012.tvp.pl/8189820/siatkowka-grupa-a-australia-polska-2-set

3. set: http://londyn2012.tvp.pl/8190042/siatkowka-grupa-a-australia-polska-3-set

4. set: http://londyn2012.tvp.pl/8190231/siatkowka-grupa-a-australia-polska-4-set

Gościnni gospodarze

Bez większych kłopotów polscy siatkarze przebrnęli przez czwarte spotkanie podczas turnieju olimpijskiego.

Raz, dwa i trzy!

Udany prezent sprawili swojemu koledze Łukaszowi Żygadło w dniu jego urodzin polscy siatkarze. Biało-czerwoni po „wtopie” z Bułgarią, wrócili na właściwe tory, pewnie wygrywając w trzech setach z Argentyną.

Mówi się trudno

Stało się. Pompowany do granic możliwości balon musiał w końcu pęknąć i… pękł.

Oby tak dalej!

Polscy siatkarze udanie zainaugurowali Igrzyska Olimpijskie w Londynie. Biało-czerwoni w swoim pierwszym pojedynku pokonali reprezetnację Italii 3:1.

Używamy plików cookie na naszej stronie do personalizowania treści i reklam, analizowania ruchu na stronie, zapewniania funkcji mediów społecznościowych oraz udostępniania informacji naszym partnerom o sposobie w jakim korzystasz z naszej strony. Sposób przechowywania cookie możesz zmienić w ustawieniach przeglądarki.

Przeczytaj naszą Politykę prywatności oraz informacje RODO.

Zamknij