Wywiad z Pawłem Milanowiczem – zawodnikiem Flow Ultimate Wrocław

Arkadiusz Barski, poniedziałek, 4 listopada 2019

Ultimate. Niewiele osób zdaje sobie sprawę z istnienia takiej dyscypliny sportowej. Z zewnątrz może się wydawać, że to zwykłe rzucanie frisbee. Ot co, żadna filozofia. Zawodnik Flow Ultimate Wrocław – Paweł Milanowicz, prywatnie dla kumpli Milan, wyjaśnia, na czym polega ten sport, opowiada o swojej drużynie, a także tłumaczy, dlaczego nie widzi żadnego problemu, żeby trenować na mrozie i w śniegu.

avatar
Paweł Milanowicz w akcji (w białej koszulce) (fot. Agnieszka Skorupka)

Jak zaczęła się Twoja przygoda z ultimate frisbee? Nie jest to sport, którym można się „zarazić” na przykład na w-fie.
PAWEŁ MILANOWICZ:
– Tutaj cię zaskoczę. Coraz więcej szkół wprowadza ultimate na zajęciach wychowania fizycznego. Znam parę osób we Wrocławiu, które się tym zajmują. Ale rzeczywiście, gdy ja zaczynałem swoją przygodę sześć albo siedem lat temu, jeszcze tego nie było. Studiowałem już, gdy mój kolega z liceum pokazał mi tę dyscyplinę. Zaprosił mnie na trening, więc poszedłem zobaczyć, z czym to się je. Zacząłem sobie rzucać i od tamtej chwili pozostawiłem wszystkie inne sporty na rzecz ultimate.
Co Cię tak zafascynowało?
– Sam sport jest bardzo ciekawy, przede wszystkim dynamiczny i kreatywny. Zafascynowała mnie ta zabawa dyskiem, jak ułożyć go w ręce, by poleciał prosto, a jak, by lekko zakręcił w lewo czy w prawo. Można z nim robić wiele rzeczy i to jest wspaniałe. Drugą rzeczą była atmosfera, jaka panuje w tym sporcie. Jest to nasza mała społeczność. Ci ludzie są jak druga rodzina, można się do nich zwrócić z każdym problemem i zawsze ci pomogą.
Z zewnątrz może się wydawać, że tylko rzucacie sobie frisbee. Ale to nie jest takie proste, jak by się mogło wydawać...
– Oczywiście, mamy zasady. Boisko ma długość boiska piłkarskiego, ale połowę jego szerokości. Po dwóch stronach są dwie strefy przyłożeniowe, czyli miejsce, w którym drużyna musi złapać dysk, by zdobyć punkt. Rywalizują ze sobą dwa zespoły, każdy złożony z siedmiu osób. Co ważne, z dyskiem nie można biegać i po złapaniu trzeba się jak najszybciej zatrzymać. Gdy już trzymamy frisbee, jednej nogi nie możemy oderwać od ziemi, bo jest to błąd, ale możemy się na niej obracać, by oddać rzut. Na wyrzucenie dysku zawodnik ma 10 sekund. Czas odlicza przeciwnik.
Ewenementem na skalę światową jest to, że w ultimate nie ma sędziego. Jak rozwiązujecie kwestie sporne?
– Mamy zasady spirit of the game – tak to się u nas nazywa. Jest to mniej więcej równoznaczne z zasadami fair play i według nich rozwiązujemy spory. Jeśli dwie osoby mają problem na boisku i nie zgadzają się co do zaistniałej sytuacji, dysk wraca do poprzedniej akcji. Natomiast jeśli ci zawodnicy się dogadają, to ustalają wspólną wersję i gramy dalej.
Kolejna niecodzienna cecha to ta, że w ultimate gra się koedukacyjnie.
– Zgadza się. Ale nie znaczy to, że nie ma rozgrywek tylko dla kobiet lub tylko dla mężczyzn. Takie też są. Jednak nasze Flow jest drużyną mikstową. Gramy z dziewczynami jak równy z równym.
Czy w Polsce jest jakaś profesjonalna liga ultimate?
– Profesjonalnej ligi nie ma, ale gdzieniegdzie są jej zalążki. Na przykład jest Poligon, czyli Śląska Liga Ultimate. Można ją traktować jako taką „klasyczną” ligę, w której są kolejki, a my jeździmy na spotkania raz w miesiącu i gramy dwa, trzy czy cztery mecze z rzędu.
Mówisz o Śląskiej Lidze Ultimate. Chyba nie grają tam drużyny z całej Polski?
– Nie, właśnie nie. Jest to, można powiedzieć, prywatna liga. Ultimate słynie z tego, że organizowane są raczej turnieje weekendowe. Dlaczego? Bo każdy z nas ma jakąś swoją pracę zarobkową. Na grze w ultimate nie zarabiamy i niestety nie da się z tego utrzymać. Traktujemy to jako hobby, dlatego najbardziej pasują nam weekendy. Ktoś sobie jednak kiedyś pomyślał: „turnieje jednorazowe są fajne, ale jeszcze lepiej byłoby zorganizować ligę”. Tak właśnie powstał Poligon. Na rozgrywki mogą się zapisywać różne drużyny, ale jest to opcjonalne, a zwycięzca nie jest mistrzem Polski. Dodatkowo mamy właśnie mistrzostwa Polski, organizowane co roku przez Stowarzyszenie Graczy Ultimate. Jest to jednorazowy weekendowy turniej na trawie, a zwycięzca może się cieszyć z tytułu mistrza Polski.
I aktualnie wy jesteście mistrzami Polski. W czym tkwi tajemnica sukcesu Flow Wrocław?
– Tak, dwukrotnymi nawet. W ciągu ostatnich dwóch sezonów można powiedzieć, że zdominowaliśmy polską scenę ultimate. Sukces na pewno tkwi w ciężkiej pracy. Dużo pracujemy i mocno przykładamy się do treningów. Robimy tak zwane off-seasony, czyli poza porą letnią, gdy pracujemy na najwyższych obrotach, w zimie też trenujemy. Biegamy, mamy zajęcia z motoryki i chodzimy na siłownię. Drugą rzeczą, która może nam dawać przewagę, jest miks pokoleń. Mamy zawodników w bardzo dużym przedziale wiekowym, od 17 do trzydziestu kilku lat. Mamy nawet w drużynie zawodnika, który jest około pięćdziesiątki. To człowiek, który przywiózł ultimate z Ameryki do Polski i jest to, swoją drogą, bardzo ciekawa historia. Nazywa się Geoff Schwartz i po raz pierwszy do Polski przyjechał w 1996 roku, by zacząć pracę jako wykładowca na UAM w Poznaniu. Ulitimate było jego pasją, ale nie miał z kim tutaj grać, więc do wyboru miał dwie opcje: jeździć do Berlina i tam trenować lub wprowadzić ten sport do Polski. Połączył obie i co drugi weekend jeździł do Niemiec, a w pozostałe uczył swoich studentów zasad ultimate. W 2004 roku przyjechaczął tworzyć drugą drużynę w Polsce, by ta poznańska miała z kim grać. Tak się wszystko zaczęło.
Jako Flow startowaliście też niedawno w mistrzostwach Europy. Macie 5. miejsce, ale apetyty były medalowe.
– Rzeczywiście chcieliśmy stanąć na podium, bo teraz, nieważne na jaki turniej jedziemy, chcemy walczyć o zwycięstwo. Jesteśmy nastawieni na złoto i mamy ogromne ambicje. Jest to nasze piąte miejsce ME drugi rok z rzędu i przyznaję, pozostał duży niedosyt. Po prostu wiemy, że stać nas na więcej. Aktualnie szukamy przyczyn wyniku i na ten moment myślimy, że problem może tkwić w mentalności. Musimy popracować jeszcze nad tym, co mamy w głowach, bo fizycznie jesteśmy na bardzo wysokim poziomie.
Które kraje wiodą prym w ultimate?
– Na świecie na pewno Stany Zjednoczone (z których ten sport się wywodzi), Kanada, Australia, ostatnio Kolumbia. Dobre też są drużyny z Azji, przede wszystkim Japonia. Natomiast jeśli chodzi o europejskie potęgi, to przede wszystkim Wielka Brytania. W tym sezonie nieźle na mistrzostwach też spisała się Francja.
Zmieniając nieco temat, jak pozyskujecie nowych zawodników do drużyny?
– Organizujemy otwarte treningi i zapraszamy chętnych, którzy chcą zapoznać się z tą dyscypliną. Właśnie teraz robimy nabór. Zapraszamy naprawdę każdego, młodszego czy starszego, dziewczyny i chłopaków, wszystkich, którzy chcieliby spróbować czegoś nowego. W poniedziałki trenujemy na stadionie Oławka na Niskich Łąkach we Wrocławiu, a w środy na ul. Sztabowej, zawsze od 20:00. Uczymy rzucać, łapać dysk i jeśli widzimy, że ktoś ma zapał i chęci na dłuższą przygodę, to zapraszamy do drużyny. Nie ukrywam, że ostatnio brakuje nam trochę dziewczyn...
Jakie trzeba mieć predyspozycje, żeby zostać dobrym zawodnikiem ultimate?
– Dużo można „ugrać głową”. Jak ktoś potrafi przewidzieć dalszy przebieg akcji czy następny ruch zawodnika, umie czytać grę i dobrze orientuje się w przestrzeni, to jest ogromnie duży plus. Bo w ultimate wiele rzeczy dzieje się na raz i szybko zmienia się sytuacja na boisku. Dlatego oprócz fizyczności, która jest potrzebna w każdym sporcie, przydaje się widzenie przestrzenne i mocna głowa.
Tak z ciekawości, dlaczego treningi są tak późno? Mamy jesień, na dworze zaczyna się ściemniać już o siedemnastej, a Wy zaczynacie trening dopiero o 20. Poza tym robi się zimno, nie marzną Wam ręce?
– Trzeba szybko biegać, żeby nie marznąć! A tak poważnie, to w sezonie letnimprzygotowujemy się do najważniejszych startów, więc już w nieco okrojonym składzie trenujemy intensywniej. Oczywiście nie zamykamy się na nowe osoby nawet wtedy, bo zawsze mile widziani są ludzie, którzy chcą do nas dołączyć. Ale latem wchodzimy już na wyższe obroty i mamy troszkę mniej czasu na prowadzenie treningów dla początkujących. Właśnie dlatego na większą skalę przygotowujemy nabór po sezonie.
Wyobraźmy sobie sytuację: macie zaplanowany trening na wieczór i nagle zaczyna padać deszcz. Co robicie? Przenosicie się gdzieś do hali?
– Nie, nie. My jesteśmy niezniszczalni, po prostu!
Nawet w deszczu trenujecie?
– W deszczu, w śniegu, niezależnie od warunków. Czasami zdarzało nam się odwołać trening, gdy na dworze było -10 stopni. W większości przypadków jednak się spotykamy i nie poddajemy się. Zabieramy ze sobą cieplejsze ciuchy i czasami robimy coś innego niż tylko rzucanie dyskiem. Więcej pobiegamy, zrobimy jakieś ćwiczenia, ale staramy się nie opuszczać treningów.
Co byś mógł powiedzieć osobom, które chciał yby przyjść, ale wciąż się wahają?
– Ten sport ma niski próg wejścia, nie trzeba być superatletą, by zostać graczem. Wystarcz y trochę chęci i zdecydowania. Fizyczność da się wypracować. Ultimate to młody sport i nie ma jeszcze takiej konkurencji, jak np. piłka nożna, którą trenują miliony i trzeba być najlepszym, żeby się wybić. W naszej dyscyplinie wystarczą może dwa lata treningów i można być już na naprawdę zadowalającym poziomie. Jest to sport dla każdego.

Rozmawiała
ALEKSANDRA MIELCZAREK


źródło: brak danych


Proste pytanie: 1 + 2 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
advertisment
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.
advertisment