Za nami I runda play-off Ekstraligi
Nasza sytuacja kadrowa jest ciężka, ale chcemy pojechać do Torunia, by przysporzyć kibicom rozrywki- w tym tonie wypowiadał się Piotr Baron w zeszły czwartek. W piątek, wczesnym popołudniem, gości internetowego portalu Betardu Sparty Wrocław powitała wiadomość, że... wrocławianie na Kujawy się nie wybierają.
Co zatem stało się w ciągu jednego dnia, że włodarzom wrocławskiej drużyny przestało zależeć na stworzeniu rywalizacji z Unibaksem? Oficjalna, wystosowana przez zarząd wersja zdarzeń, mówi: W związku z kontuzją dwóch zawodników, WTS nie jest w stanie zbudować drużyny, która mogłaby podjąć walkę z UNIBAX Toruń. Faktem jest, że ani Jędrzejak, ani Świderski zdolni do jazdy w niedzielę nie byli. „Ogór” w zderzeniu z bandą rozerwał torebkę stawową w kostce, zaś „Świder”, po nie mniej fatalnie wyglądającym upadku, wylądował w szpitalu ze złamaną nogą. Wszystko się zgadza, poza tym, że w czwartek ochota do jazdy w teamie ze Stadionu Olimpijskiego była, a stan zdrowia obu jeźdźców przez 24 godziny zmienić się drastycznie nie mógł.
Tu rodzi się jedna z kibicowskich hipotez. Chłodna kalkulacja w siedzibie klubu sprawiła, że wydanie stu tysięcy złotych w ramach rekompensaty za oddanie walkowera, było mniej bolesne, niż płacenie zawodnikom za punkty i inne związane z meczem wydatki. Może to brzmieć nieco naciąganie, jeśli jednak przypomnimy sobie sytuację sprzed czterech lat, kiedy zespół z Wrocławia także nie stawił się na spotkaniu, o ironio, w Toruniu, cała sprawa staje się dużo mniej oczywista.
Tak czy inaczej, w niedzielny wieczór na Motoarenie meczu nie było, a żużlowcy i kibice Betardu Sparty Wrocław kończą sezon w nastroju umiarkowanego zadowolenia z utrzymania, jednak z odrobiną żenady w tle.
